Iść z Nim do Emaus

Iść z Nim do Emaus

Wierzyć w Chrystusa, znaczy znaleźć się w Jego historii. Historia nasza i Jezusa wzajemnie się objaśniają. Spadają łuski z oczu, On znika; zostaje chleb na stole, otwarte Pismo, pałające serca.

Chrześcijaństwo i współczesność. Chrystus i świat. Co mają wspólnego? Co znaczy „nie być ze świata”? Gdzie leży Emaus i którędy wiedzie doń droga? Co znaczy „iść z Nim”?

Yves Congar już pół wieku temu uczył, że duchowe zdrowie i ewangelizacyjna skuteczność Kościoła zależą od tego, czy jest on Ecclesia bin occulata, czyli Kościołem o podwójnym wzroku, wpatrującym się z intensywną miłością zarówno w Jezusa, jak i w świat.

Temat domaga się właśnie owego podwójnego wzroku: bin occulata wobec dzisiejszego chrześcijaństwa i dzisiejszej kultury. Proponuję trzy części: cienie, blaski, propozycje. Będą to diagnozy wyraźnie teologiczne, choć wsparte (koniecznie) skromną dawką fenomenologii kultury, także obserwacją współczesnej codzienności, szczyptą socjologii, cytatami z książek i ekranów. Diagnozy autorskie, skromne, niepewne swego. Wzorujące się wiernie na pokornych radach Orygenesa. Mawiał do swoich uczniów i czytelników: „tak mówi Pismo Święte, tak mówią inni autorzy, tak naucza Kościół, nasza wiara (…), a teraz podaję moją wykładnię omawianej sprawy (…). »Gdybyś (…) doszedł jednak do innego przekonania niż ja, trzymaj się swojego przeświadczenia. Gdybyś natomiast doszedł do innego przekonania niż wierzący Kościół, to trzymaj się Kościoła, bo masz dużo do stracenia«” 1.

Cienie. Odrzucenie Boga

Największą ciemnością naszej kultury (jak również jakiejkolwiek kultury) i źródłem wszelkich innych mroków jest odrzucenie Boga 2. Jeśli brzmi to zbyt pejoratywnie — a nie chcę nikogo sądzić, chcę jedynie diagnozować — możemy zjawisko określić jako „doświadczenie nieobecności Boga”. W duchu tego ostatniego zwrotu Tomáą Halík nazywa ateistów „świadkami Bożej nieobecności” 3. Nie wdając się więc w ocenę, pamiętając o Jezusowym „nie sądźcie”, teologia chrześcijańska twierdzi, że właśnie „bez–bożność” generuje wszelkie inne mroki: osobiste, kulturowe, cywilizacyjne.

Przyczyny ateizmu są złożone i niejednoznaczne, ale skutki zawsze (prędzej czy później) te same: śmiercionośne. Ateizm jest ciemnością starą jak człowiek, choć współczesność nadaje mu specyficznego kolorytu, ciężaru. Znakomicie, w poetyckim skrócie, wyraża rzecz Adam Zagajewski, kreśląc portret starego Karola Marksa:

Nie może się już skupić.
Londyn jest wilgotny,
w każdym pokoju ktoś kaszle.
Nigdy nie lubił zimy.
Przepisuje dawne rękopisy
wielokrotnie, bez pasji.
Papier jest żółty
i kruchy jak gruźlica.

Dlaczego życie uparcie
dąży do zniszczenia?
Ale we śnie wraca wiosna
i śnieg, który nie mówi
żadnym znanym językiem.
I gdzie można umieścić
miłość w jego systemie?
Gdzie są niebieskie kwiaty.
Nienawidzi anarchistów,
nudzą go idealiści.
Dostaje raporty z Rosji,
niestety bardzo szczegółowe.
Francuzi bogacą się.
W Polsce cisza, pospolitość.
Ameryka nie przestaje rosnąć.
Krew jest wszędzie,
chyba zmieni tapety.
Zaczyna się domyślać,
że biedna ludzkość
wciąż będzie szła
przez starą ziemię
jak miejska wariatka,
wygrażając pięściami
niewidocznemu Bogu 4

Kiedy biedna ludzkość wygraża pięściami niewidocznemu, nieobecnemu, nieistniejącemu Bogu, wówczas skutki tegoż są następujące:

1. Sieroctwo. Nie od dziś nasza epoka jest zwana „czasem bez ojców”. Słowo „alienacja” od prawie dwustu lat opisuje wszelkiego rodzaju atrofie w relacjach człowieka z Bogiem, bliźnim i światem. Chrześcijaństwo twierdzi, że źródło braterstwa ludzi tkwi w ojcostwie Boga — pierwsze nie istnieje bez drugiego. Przenikliwa diagnoza stanu ducha sierot, diagnoza pióra ks. Tomasza Węcławskiego, brzmi następująco:

ta sama obecna w nich wszystkich potrzeba każe im chwytać i szarpać każdą ojcowską rękę, nie pozwala na żadnej się zatrzymać i żadnej naprawdę uchwycić 5.

Owa potrzeba ma dwa oblicza:

jednym krzywi się czy nawet spluwa na każdego, kto by się w jej zasięgu próbował pojawić jako ojciec, drugim przywiera do każdej ojcowskiej ręki, nawet, gdyby ta nie obiecywała i nie dawała nic albo prawie nic 6.

Chyba o sieroctwie jest ostatni film Pedro Almodovara z 2004 roku. Mala educacion (Złe wychowanie) jest opowieścią o tym, że sierota jest źle wychowana, to należy do esencji jej losu. Film z tak mocną dawką antykościelnej agresji, że aż budził we mnie współczucie i litość wobec obsesji twórcy. Z tym garbem sierocym musi się źle żyć najsłynniejszemu reżyserowi współczesnej Europy.

Sierota ma rozczarowane, smutne oczy, szkliste jak u porzuconego psa. Dzisiaj takie oczy patrzą zewsząd.

2. Strach. Strach wykrzywia (incurvare) rzeczywistość, ukazując ją jednostronnie w krzywym zwierciadle trwogi. Skutkiem tej jednostronności (półprawdy) jest egocentryczne skrzywienie serca; to św. Augustyn posługiwał się obrazem cor incurvatum in seipsum — „serca zwróconego (dosłownie: zakrzywionego) ku samemu sobie” 7. Dlatego też strach, wykrzywiając serce, zostawia za sobą pobojowisko — wiele grzechów i życiowych głupstw popełniamy ze strachu. „Strach ma wielkie oczy” — powiada mądre przysłowie — czyli skutecznie przeszkadza w realnej ocenie niebezpieczeństwa i bywa koszmarnym doradcą 8. Strach sprawia, że człowiek łamie przykazania, tratuje innych „w drodze do szalupy”, szuka bezpieczeństwa na własną rękę, w popłochu. Perwersja, prowokacja, pogarda — to wszystko są imiona śmiertelnego strachu. Pokazać język pustej, pozbawionej Boga, i przez to arcygroźnej, rzeczywistości. Skandalizować, przełamywać tabu; w chojractwo iść jak w dym — ze smutku, z wściekłości, z przerażenia 9.

3. Niepewność własnego istnienia, wstręt wobec niego. Kłopot z Bogiem powoduje kłopot z sobą samym (w tej kolejności — podkreśla teologia) i z tym, co w nas najbardziej Boskie: z życiem, z wolnością. Niepewność istnienia Boga powoduje niepewność własnego istnienia i tragedię ludzkiej wolności, która traci azymut i rację istnienia, a którymi są „być dla miłości”. Istnieć znaczy więc doświadczać pustki, obcości, wstrętu. Fragment Ostatnich historii, najnowszej powieści Olgi Tokarczuk, najpopularniejszej w ostatnich latach polskiej powieściopisarki:

jej życie składa się wyłącznie z wyjątków i przypadków. Mieszka w mieście, którego nie lubi. Tęskni do miejsc, których nie może znaleźć. To, czego najbardziej chce, nigdy się nie spełnia. Przychodzi do niej to, czego nie pragnie. Jej życie składa się więc z popsutych budzików, kiedy ważna jest punktualność, z przesłyszeń, gdy akurat trzeba dokładnie rozumieć słowa, nieodebranych telefonów z wiadomościami, których nikt nie umie powtórzyć, ze zgubionych kwitków na sprawy niecierpiące zwłoki, z nieoczekiwanie pustych stron w czytanej książce, które wypadają akurat na kulminację, z odwołanych podróży, które miały szansę poprowadzić wreszcie we właściwym kierunku. Powoli odkrywając wagę tych wszystkich dokuczliwości, staje jej przed oczami obraz dziurawej przestrzeni, zamazany kraj bez nazwy i granic, kraina jąkałów, w której panuje język, w którym każde ze słów ma nieskończoną liczbę znaczeń, jest studnią bez dna10 .

Znużenie człowiekiem, ludzkim byciem. Kłopoty z odróżnieniem człowieka od zwierzęcia. To charakterystyczne dla wielu rejestrów sztuki współczesnej.

4. Śmiertelna alternatywa: beznadzieja albo złudzenia. Już św. Augustyn pisał, że „te dwie rzeczy zabijają duszę: rozpacz i fałszywa nadzieja”. Kilkanaście wieków później, u progu ponowoczesnych przemian, Albert Camus dopowiadał, że jest tylko jeden problem filozoficzny, a jest to problem samobójstwa. Rozpacz jest bez wątpienia największą pokusą ponowoczesności, a i znaków odradzania fałszywej nadziei jest w dzisiejszej kulturze niemało. Z lewa pojawiają się zdyskredytowane utopie. Akurat na ekranach święcą triumfy Dzienniki motocyklowe Waltera Sallesa, opowieść wpisująca się w renesans kultu Che Guevary 11. Z prawa obserwujemy niepokojący wzrost sympatii neonazistowskich i fundamentalistycznych wśród młodych mieszkańców globu. Straszne to zjawisko, w dniach, kiedy wspominamy 60. rocznicę wyzwolenia Auschwitz.

5. Śmierć. W końcu i na końcu, ostatecznie i nieodwołalnie. Najnowsze kino dostarcza tu bardzo mocnych ilustracji. Dwa głośne filmy ostatnich tygodni — W stronę morza Amenabara i zdobywca najważniejszego Oscara Za wszelką cenę Eastwooda — są, przy całej ich artystycznej klasie, parapublicystyką, lansującą postawy proeutanazyjne. Nagrodzona właśnie Złotymi Lwami w Wenecji Vera Drake Mike’a Leigh jest dla odmiany agitką proaborcyjną. Na marginesie recenzji z tego filmu 12 zapisałem zdania, które teraz przepisuję: „Przeczytaj ten tekst uważnie. Zachwyć się jego pięknem, subtelnością, siłą głosu w sprawie biednych, zmarginalizowanych. Nie uwierzysz, że jest to głos w sprawie mordowania niewinnych. W tym punkcie się zatrzymaj i pomyśl, jak strasznym miejscem może być nasz świat. Jaką doskonałość osiągnęło kłamstwo. Zapłacz”.

Film trafia na ekrany w 60. rocznicę kresu Holocaustu. Jak niewiele się nauczyliśmy… Służyć ludzkości za pomocą gumowej gruszki, tarki do jarzyn i mydła. Służyć, mordując. Diabelskość w esencji, jego chichot w tle… Zapłacz.

Blaski. Pragnienie Boga

Światłem naszej kultury i źródłem wszelkich innych świateł jest doświadczenie Jego obecności. Dostrzegam wiele żywych znaków tego właśnie blasku. Wymienię kilka:

1. Pragnienie dobra. O wiele częstsze i mocniejsze, niż się pozornie wydaje. Są środowiska powstające wokół sprawy dobra, rozwijające się dla niej. Najbliższe mi jest środowisko KUL–owskiej młodzieży. Przebywam tu dziewiętnaście lat i widzę, że ciągle w dorzeczu Odry i Wisły rodzą się ludzie żyjący hojnie, bezinteresownie, czysto, pragnący rzucić swoje życie na szalę dobra. Ciągle przysyła tu swoich… Jak przystało na dobro prawdziwe, nie jest ono krzykliwe, jest ciche z natury.

2. Pragnienie sensu. Świadectwo Jana Pawła II (cały ten pontyfikat, jego geniusz i cierpienie, jego blask — właśnie). Kanonizacje i beatyfikacje, ich najgłębsze źródło, tło. Odradzający się monastycyzm w Europie (choćby Francja). Solidarność ludzkości w wielu dobrych sprawach (tsunami, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, fenomen wolontariatów).

3. Pragnienie kontynuacji dziedzictwa, akceptacji własnych korzeni. To paradoksalny efekt globalizacji. Wiele wskazuje na to, że procesy detradycjonalizacji (wspierające laicyzację) zostały zahamowane. Powroty, tęsknota za źródłem, patriotyzm małych ojczyzn. To wspiera kurs wielu na los drzewa, nie plewy (por. Psalm 1).

4. Pragnienie miłości — jest ono bez wątpienia najdojrzalszym owocem pragnienia Boga. Oczywiście, miłość choruje, jak wszystko na tej skażonej grzechem ziemi: doznaje ona skażenia, bywa amputowana, dokarmia nowotwory, umiera. Ale nawet w swoich formach bolesnych jest z Niego, nie wolno jej mylić z nienawiścią. Cała sztuka — również współczesna — jest o niej. Jest znakiem, że nasze źródło i cel są w Nim. Jesteśmy dziećmi Tego, który jest Miłością. Dygot ustaje, kiedy kochamy — nie zapomnieliśmy o tym.

5. Pragnienie duchowości, dojmujące, choć niejednoznaczne. Arcyciekawa to współczesna tendencja. Najnowsza książka Paula Zulehnera Spiritualitaet mehr als Megatrend (Wiedeń 2004) — głód duchowości, głębi życia jako główne, najbardziej charakterystyczne zjawisko ludzkości początku XXI wieku.

Propozycje. Co robić?

1. Radykalny, konsekwentny chrystocentryzm.

Jezus nas nie poróżni. Prawdziwy Jezus prawdziwej Ewangelii jest miejscem spotkania wszystkiego i wszystkich.

Jezus jest z naszym czasem i z naszą kulturą blisko, najbliżej, w samym jej środku, w sercu. Idzie z nami do naszego współczesnego Emaus. Zmieniony nie do poznania przez doświadczenie śmierci. Idzie pośród nas, zdesperowanych, przygnębionych, niepewnych, rozedrganych. Pozwala uważać się za jedynego, który nie wie, co się wydarzyło i co się z nami dzieje. Daje do zrozumienia, że historia naszej klęski jest Jego historią. To ważne, najważniejsze… Wierzyć bowiem w Chrystusa, znaczy znaleźć się w Jego historii. Historia nasza i Jezusa wzajemnie się objaśniają. Spadają łuski z oczu, On znika; zostaje chleb na stole, otwarte Pismo, pałające serca 13.

„Tomasz Merton powiedział, że Chrystus w człowieku, to nie jest to, co bezskutecznie on chce uwielbiać, ale właśnie to, co w człowieku najgorsze. I Chrystus prosi, abyś przebaczył temu najgorszemu w tobie, bo zarazem przebaczasz Jemu, który wisi rozpięty w tobie na krzyżu człowieczeństwa” 14.

2. Nie pozwolić, by na gruncie reakcji na zło kiełkowało zło. Bywa bowiem (częściej niż nieraz), że zło jest złą reakcją na zło. To podstawowy sposób Złego na reprodukcję ciemności. To bardzo, bardzo ważne, godne starań za wszelką cenę — próbować rozumieć, nie wywoływać awantur, nie unosić się gniewem ani pychą, nie kultywować w sobie chłodu, poczucia lepszości; odrzucić jakąkolwiek formę irytacji, arogancji, przemocy. Nie wpuszczać diabła boczną furtką. Trzeba mieć poczucie humoru i umieć odróżniać sprawy, za które oddaje się życie, od tych, na które macha się ręką. Nie wolno rzucać w uczestniczki 8–marcowej manify kamieniem. Świat jest, jaki jest, nie nam go sądzić ani się nań obrażać. Rzeczą Kościoła jest jedynie „pomóc” go Bogu zbawić, czyli:

3. Pomóc doświadczać Boga, Jego obecności. Człowiek doświadcza obecności Boga wówczas, kiedy doświadcza bezwarunkowej miłości. I tylko wówczas. Pragniemy — wszyscy, bez wyjątku — pociechy. Obrazu Boga, który nas pocieszy (smutek jest w tym znaczeniu głębokim locus theologicus, „jak trwoga to do Boga” — Hiobowie wszystkich czasów mają do tej postawy prawo). Boga, który jest „na dnie”, z płaczącymi i smutnymi — dlatego są błogosławieni 15.

4. Kreślić zachwycający obraz Boga. Słowem i życiem. To nasz podstawowy, chrześcijański, ewangelizacyjny, inicjacyjny obowiązek. Jeśli ma rację Martin Buber, kiedy pisze, że „nauka chasydzka to nic innego jak wskazanie, że należy żyć w zachwyceniu, w pełnej zachwytu radości” 16, niech to będzie chasydyzm zachwyconych wcieleniem, Bogiem człowieczym.

5. Szukać stycznych, wspólnych dla chrześcijaństwa i współczesnej kultury, punktów i przestrzeni. Cytować w Atenach greckich poetów. Nosić rany ludzi — być słabym dla słabych. Jak Jezus, jak Paweł.

6. Cierpliwie promować rodzinę, jej chrześcijańskie rozumienie i kształt. Nie raniąc już poranionych i dlatego nierozumiejących. Bez poczucia wyższości, „lepszości”, bez kopania leżących, bez pogardy… Kultura rodziny jest źródłem i fundamentem kultury chrześcijańskiej inicjacji. W sensie pierwotnym słowa „kultura”: uprawiać, kultywować, troszczyć się.

7. Śmiałość wobec Boga i świata, pokorna i radosna pewność przystępu do Boga dzięki wydarzeniu Jezusa Chrystusa. Wolność uczniów Chrystusa od lęku wobec życia i śmierci jest największym wkładem w inicjację chrześcijańską. Kult męczenników jest o tym właśnie 17.

* * *

Wróćmy raz jeszcze do Starego Marksa Zagajewskiego.

Ostatnia zwrotka napisana a rebours: Jeśli Bóg był i jest wśród nas w Jezusie, to wszystko jest inaczej. Wygrażanie pięściami można zastąpić miłością; ludzkość nie musi być wariatką.

Bo jeśli jest Chrystus, to na naszych stołach leżą chleb i wino gotowe do przemiany, także do przemiany świata. W zasięgu ręki i serca leży otwarte Pismo.

I — jeśli jest Chrystus — pałają w nas serca.

Lublin, marzec 2005 roku

Poszerzony tekst wykładu wygłoszonego podczas XXXVII Tygodnia Eklezjologicznego KUL „Przekroczyć próg Kościoła. Wokół aktualności inicjacji chrześcijańskiej”, 7–9 marca 2005 roku.

1 Wincenty Myszor, Potworne gaduły (rozm. J. Makowski), „Tygodnik Powszechny” 58/2004, s. 15.
2 Właściwie głównie o tym jest Jana Pawła II Pamięć i tożsamość (Kraków 2005), wydana właśnie teraz, w marcu 2005 roku.
3 Tomáą Halík, Co nie jest chwiejne, jest nietrwałe. Labiryntem świata z wiarą i wątpliwościami, przeł. J. Zychowicz, Kraków 2004, s. 328.
4 Adam Zagajewski, Stary Marks, „Gazeta Wyborcza” 17/2005, s. 18.
5 Tomasz Węcławski, Powiedzcie prawdę, Kraków 2003.
6 Jerzy Szymik, Teologia w krainie pepsi–coli. Od teologii nauki do teologii mądrości, Warszawa 1999, s. 26– –27.
7 Por. tenże, Wszystko zjednoczyć w Chrystusie. Teologia, poezja, życie, Wrocław 2003, s. 121.
8 Por. Tomáą Halík, Strach ma wielkie oczy (rozm. T. Dostatni), „Gazeta Wyborcza” 14(2002)/297, s. 25–26.
9 Arcydzieło musi być skandalizujące: „Dziwna jest więc kariera TransAtlantyku: rozpoczęła się skandalem w polskim zaścianku — kończy, jak widać, perspektywą skandalu na skalę światową. Taka powinna być jednak droga książek, które skłonni jesteśmy zaliczać do grona arcydzieł”. Jerzy Jarzębski, Skandal w zaścianku, „Gazeta Wyborcza” 17(2005)/38, s. 14. Choć nie wszyscy tak myślą: „Burzliwy proces rozczłowieczania, który opętał świat, w którym żyjemy — myślę tu nie tylko o naszym radzieckim czy postradzieckim, ale również zachodnim — zrodził godną siebie literaturę. Myślę jednak, że inną sprawą jest fiksować pewne jego przejawy (…), a zupełnie inną wspomagać te procesy, sprzyjać demoralizacji, zwyrodnieniu, delektować się rozpadem, rozkoszować przemocą w twórczości artystycznej. To literackie rozczłowieczanie jest dla mnie nie do przyjęcia. Wydaje się równie niebezpieczne jak faszyzm czy terroryzm, o ile dodatkowo wsparte jest talentem. (…) Kiedy pisarz trzeźwo i chłodno oznajmia, że jego zadaniem jest »przełamanie tabu« (…), powinniśmy zdawać sobie sprawę, że mamy przed sobą człowieka, który działa na rzecz rozpadu świata”. Jan Strzałka, Cudzym głosem, „Książki w Tygodniku” 2005 nr 8, s. 8.
10 Olga Tokarczuk, Ostatnie historie, Kraków 2004, s. 249.
11 „Popularne hagiografie Che ukrywają to, że osobiście torturował i zabijał podejrzanych o szpiegostwo. (…) Dzisiejsze nastolatki, wywieszające jak ikonę jego wizerunki, tego nie wiedzą. Dla nich liczy się nie przeszłość, ale przyszłość. Film wychodzi im naprzeciw. Pokazuje: proszę, droga wolna”. Tadeusz Sobolewski, Easy Rider 2005, „Gazeta Wyborcza” 17(2005)/46, s. 12.
12 Joanna Szymczyk, Milczenie kobiet, „Gazeta Wyborcza” 17(2005)/40, s. 14.
13 Por. Halík, Co nie jest chwiejne…, s. 94–95.
14 Jan Grzegorczyk, Trufle. Nowe przypadki księdza Grosera, Poznań 2004, s. 335.
15 Por. Halík, Co nie jest chwiejne…, s. 320–321.
16 Martin Buber, Opowieść chasydów, przeł. P. Hertz, Poznań 2005.
17 „(…) choć człowiek jest zdolny do czynienia zła, nawet ogromnego zła, to zło nie będzie miało ostatniego słowa. Nawet w otchłani cierpienia może zwyciężać miłość. Oświęcimskie świadectwo tej miłości nie może pozostać zapomniane”. Jan Paweł II, Człowiek jest zdolny do zła, ale zło nie będzie miało ostatniego słowa (przesłanie z okazji 60. rocznicy wyzwolenia Auschwitz– –Birkenau), „Gazeta Wyborcza” 17(2005) nr 23, s. 2.

Iść z Nim do Emaus
ks. Jerzy Szymik

urodzony 3 kwietnia 1953 r. w Pszowie – kapłan archidiecezji katowickiej, teolog, dogmatyk i poeta, profesor nauk teologicznych, wykładowca teologii dogmatycznej, członek watykańskiej Międzynarodowej Komisji Teologicznej (2004-2014)....