Jak gdyby nie były matkami

Jak gdyby nie były matkami

Kobietami, które „nie pracują”, pozostając w domu, pogardza się, postrzega się je jako stojące niżej w hierarchii społecznej i określa jako zacofane. Pozostają one poza systemem bezpieczeństwa socjalnego — nie korzystają z zasiłków chorobowych z tytułu zwolnienia lekarskiego, nie mają prawa do płatnego urlopu macierzyńskiego, który przysługuje koleżankom czynnym zawodowo. Kobiety, które uparcie decydują się na taki wybór, spotykają się z bardzo nieprzychylnym przyjęciem, szczególnie ze strony innych kobiet.

„Mam pięcioro dzieci, ale moja żona nie pracuje” — powiedział mój kolega. „Czyżby? — zapytałam. — Co więc robi przez cały ten czas, kiedy jest z dziećmi w domu?” Mój rozmówca, zawstydzony, przeprosił. I miejmy nadzieję, zapamiętał tę lekcję.

Kobieta i praca to temat, który interesuje wszystkie kobiety, ponieważ pracują one bez przerwy. Większa część ich trudu pozostaje jednak niezauważona — obowiązki domowe, które dostrzegamy tylko wtedy, gdy są zaniedbane; opieka nad dziećmi, poczynając od ciąży przez karmienie piersią, wychowywanie od niemowlęcia do lat młodzieńczych; praca zawodowa i wreszcie ulepszanie świata. Kobiety naprawdę dobrze wiedzą, co oznacza słowo praca.

W krajach Europy Zachodniej kobiety są w większości lepiej wykształcone od mężczyzn i coraz częściej podejmują pracę zawodową. Mimo to świat pracy zawodowej jest wciąż tak zorganizowany, jak gdyby kobiety nie były równocześnie matkami. Zdarza się już, że młodzi ojcowie zaczynają domagać się od swoich pracodawców, by życie zawodowe nie kolidowało z ich drugą życiową rolą — ojcostwem. W strukturach pracy zawodowej wciąż nie uwzględnia się rodzinnych obowiązków pracownika. Problem ten w szczególny sposób dotyczy kobiet, ponieważ macierzyństwo jest o wiele bardziej absorbujące od ojcostwa, jeśli weźmiemy pod uwagę czas i wysiłek konieczny do opieki nad dzieckiem i jego wychowania.

Celem „równouprawnienia”, głoszonego przez ruchy feministyczne w latach siedemdziesiątych, było wykazanie, że we wszystkich profesjach kobiety mogą pracować tak samo dobrze jak mężczyźni. Proces ten zakończył się naśladowaniem męskich ról i akceptacją męskich warunków pracy. Zapewne nie można było tego uniknąć w przypadku przejmowania tradycyjnie „męskich” zawodów. Nie może to być jednak ostatni krok na drodze do osiągnięcia pełnej równości kobiet i mężczyzn.

Zasadniczym celem kobiet jest uzyskanie zrozumienia dla tego, co różni je od mężczyzn, i sprawienie, by ta różnica miała swoje odbicie w organizacji warunków pracy.

Kobiety dopiero teraz zaczynają pojmować, jakie to ważne. Dotychczas musiały traktować konflikt między pracą zawodową a obowiązkami domowymi jako sprawę prywatną. Udając, że rola matki nie ma nic wspólnego z ich pracą, często usilnie argumentują, że są w stanie w pełni sprostać obowiązkom tak samo jak mężczyźni, to znaczy, że macierzyństwo nie „ogranicza” ich, gdy chodzi o pracę zawodową.

Daleko od równości

Dziś kobiety ubiegające się o pracę wciąż jeszcze muszą spychać rolę matki na margines. W ten sposób zgadzają się na dyktowanie warunków pracy przez mężczyzn. Obecna polityka, nastawienie społeczne i uwarunkowania pracy kobiet na Zachodzie są jeszcze bardzo dalekie od sytuacji prawdziwego zrównania mężczyzn i kobiet. Istotne są tu dwa założenia. Pierwsze — kobiety różnią się od mężczyzn i ich szczególną rolą jest bycie matką. Drugie — ta różnica powinna wkrótce znaleźć odbicie w nowej organizacji pracy kobiet. Nie jest to zatem „prywatna” sprawa kobiety. Mają tu swoje zadania do spełnienia tak państwo, jak i pracodawcy.

Osobiście doświadczyłam dyskryminacji wpisanej w model równouprawnienia lat siedemdziesiątych. Traktowana w życiu zawodowym w każdym przypadku na równi z mężczyzną, jestem głęboko przekonana, że kobiety powinny walczyć o prawdziwą równość.

Zasadniczym błędem „równouprawnienia” głoszonego przez feminizm był brak refleksji antropologicznej. Przyglądając się potędze mężczyzn, kobiety dopominały się swojego w niej udziału. To było konieczne, lecz najwyższy czas, by poddać refleksji ogrom obowiązków, który niesie ze sobą macierzyństwo.

Liderki feminizmu „równości” przeważnie odradzały macierzyństwo albo nawet je atakowały. Model kobiety pracującej zawodowo nie był w stanie udźwignąć trudnej do utrzymania równowagi między macierzyństwem i życiem zawodowym.

Teraz, gdy nastąpił kres takiego modelu i wiele młodych kobiet decyduje się na kilkoro dzieci, a równocześnie pracę zawodową na równi z mężczyznami, nadszedł czas na rozwój i wprowadzenie w życie polityki rzeczywistej równości płci. Życie zawodowe kobiet powinno być chronione przed dyskryminacją, która ma swoje źródła w zatarciu różnic między obu płciami. Doprowadzi to do sytuacji, że kobieta matka będzie traktowana inaczej w życiu zawodowym niż mężczyzna. Taki punkt wyjścia jest radykalny i z pewnością nie będzie zbyt przychylnie witany przez wielu mężczyzn.

Obowiązki matki stanowią nie tylko pełnoetatowe zatrudnienie, ale jest to praca niezwykle ważna także dla społeczeństwa. Jedno z rodziców powinno mieć prawo do wyboru pracy w roli matki w domu i państwo powinno to umożliwić, a w ostateczności przyznać, że dzieci wymagają czasu. Dziś w większości krajów zachodnich nie ma możliwości takiego wyboru. Kobietami, które „nie pracują”, pozostając w domu, pogardza się, postrzega się je jako stojące niżej w hierarchii społecznej i określa jako zacofane. Pozostają one poza systemem bezpieczeństwa socjalnego — nie korzystają z zasiłków chorobowych z tytułu zwolnienia lekarskiego, nie mają prawa do płatnego urlopu macierzyńskiego, który przysługuje koleżankom czynnym zawodowo, ich praca nie jest wliczana do PNB (Produkt Narodowy Brutto), otrzymują bardzo niskie uposażenie od państwa lub zgoła nic. [W warunkach polskich jest to tak zwany dodatek rodzinny — przyp. tłum.] Z tego też powodu w krajach wysoko rozwiniętych na Zachodzie nie ma możliwości wybrania statusu „pani domu”, a kobiety, które uparcie decydują się na taki wybór, spotykają się z bardzo nieprzychylnym przyjęciem, szczególnie ze strony innych kobiet.

 Moje własne doświadczenie, matki czworga małych dzieci pracującej zawodowo, utwierdza mnie w przekonaniu, że kobiety powinny nalegać, by ich praca związana z macierzyństwem została doceniona. W efekcie warunki pracy zakładać powinny następującą zależność: jak długo kobieta nie będzie miała możliwości wypełniania należycie swoich obowiązków matczynych, tak długo nie będzie dobrym profesjonalistą — „ciśnienie” nadmiaru obowiązków przerośnie jej siły i egzystencjalny problem powszechnego udawania, że jej rola jako matki jest bez znaczenia, będzie narastał.

Pozwólmy kobiecie najpierw być matką, a dopiero potem odnajdywać się w życiu zawodowym. Tak widzę ten problem, nauczona własnym doświadczeniem wielu lat pracy zawodowej i akceptacji jej „męskich” warunków. Dopiero z czasem zyskałam dość siły i gniewu, by powiedzieć głośno, że moja praca jako matki jest bardzo ważna i że jako kobieta różnię się od mężczyzny w tym bardzo istotnym aspekcie (…).

Dziś dla problemu tożsamości kobiety najistotniejszymi wydają się kwestie antropologiczne. Współczesne kobiety powszechnie nie czują się szczęśliwe, pracując na takich samych warunkach co mężczyźni i mogąc mieć tylko jedno dziecko albo wcale. Idea, według której kobiety zmuszone są do wyboru między macierzyństwem i pracą zawodową, jest absurdem w czasach, kiedy są one lepiej wykształcone od mężczyzn. Same kobiety odkrywają tę prawdę z zaskoczeniem. Tak czy inaczej, nikt nie oczekuje, by mężczyźni wybierali między pracą zawodową a rolą ojca.

Absurdem jest myślenie, że praca zawodowa jest ważniejsza niż praca z dziećmi w domu. Kobiety coraz częściej zdają sobie sprawę, że ich obowiązki matki mają bardzo istotne znaczenie społeczne, ale ani politycy– –mężczyźni, ani nieliczna reprezentacja kobiet, która znalazła się na szczytach władzy, nie są zbyt zainteresowani tym problemem. Odkrycie, że praca kobiety w domu się liczy, będzie nas drogo kosztowało.

Praca kobiet w Europie — rzeczywisty status

W czasach mojego dzieciństwa utrzymanie rodziny z jednej pensji nie stanowiło problemu, podczas gdy dziś w przeciętnej rodzinie wydaje się to niemożliwe. Pozostaje zatem wiele do zrobienia tak w systemach podatkowych, jak i w polityce wspierania rodzin utrzymujących się z zarobków jednej osoby.

Wielu młodych ludzi nie ma szans na zdobycie swojej pierwszej pracy i co za tym idzie, nie może założyć rodziny. Wielkim problemem pozostaje też bezrobocie wśród kobiet, zwłaszcza tych, które ze względu na narodziny dziecka decydują się opóźnić swój start zawodowy. W sytuacji nadmiaru siły roboczej na rynku pracy nie mają żadnych gwarancji zatrudnienia.

Rekordowe bezrobocie w całej Europie jest jednym z najbardziej negatywnych czynników wpływających na młodych ludzi, chcących założyć rodzinę. Najczęściej obydwoje młodzi muszą podjąć pracę, by spłacić stypendium zaciągnięte na opłacenie studiów, a to zbiega się z najlepszym dla nich czasem na narodziny dzieci. Wniosek jest jeden: jeśli masz pracę, to się jej trzymaj. Jeśli ją przerwiesz po to, by mieć dziecko, musisz liczyć się z tym, że ją stracisz.

Młoda kobieta ubiegająca się o pracę często spotyka się z pytaniem, czy będzie mieć dzieci. Mężczyznom nigdy nie zadaje się podobnych pytań. Nie ma żadnych wątpliwości — kobieta, która powie, że zamierza mieć dzieci, nie dostanie pracy. Co więcej, jeśli już posiada potomstwo, to także ma mniejsze szanse na uzyskanie zatrudnienia. Dojrzała kobieta spotyka się z ostatnim już argumentem przeciwko jej zatrudnieniu: potencjalny pracodawca myśli, że będzie się spieszyć z decyzją o zajściu w ciążę, zanim będzie za późno.

Jeśli kobiety wykształcone decydują się pozostać w domu, to tylko do czasu, gdy dzieci osiągną wiek przedszkolny. Myślę, że wiele kobiet mojego pokolenia i młodszych chciałoby mieć w tym względzie możliwość wyboru, czy, kiedy dzieci są małe, podjąć pracę zawodową, czy pozostać w domu. Tak samo mężczyźni chcą i powinni mieć wybór.

Domowe obowiązki nie są już dziś tak uciążliwe, jak było to pokolenie lub dwa wstecz, lecz opieka nad małymi dziećmi z natury nie ma końca. Obowiązki te koncentrują się głównie na pierwszych dziesięciu latach życia. Według mojej oceny kobiety nie chcą pozostawać w domu na zawsze — chcą wykorzystać swoje wykształcenie i umiejętności w pracy zawodowej i szerzej w społeczeństwie.

Krok do przodu?

Zepchnięcie problemu do sfery prywatności nie jest żadną propozycją, gdy rozważamy pozytywne i negatywne czynniki europejskiej polityki rodzinnej dotykającej problemu macierzyństwa i pracy. Parametry ekonomiczne przeciętnej rodziny — w mniejszym lub większym, ale raczej większym stopniu — nie są jedynie sprawą polityki podatkowej i problemów redystrybucji. Rodzina wymaga aktywnego wsparcia ze strony państwa.

Rodziny, a w szczególności matki, potrzebują wsparcia w okresie urlopu macierzyńskiego [który w Norwegii może trwać łącznie około 17 miesięcy i jest urlopem płatnym — przyp. tłum.]. Nie widzę innej drogi w dzisiejszej bardzo trudnej sytuacji na rynku pracy, jak tylko stworzenie niepodważalnych gwarancji dla matek wychowujących dzieci. Po pierwsze — nie utracą pracy po zakończeniu urlopu macierzyńskiego i po drugie — będą mogły korzystać z tego czasu w spokoju, wolne od nacisków ekonomicznych. System skandynawski bardzo dobrze spełnia te warunki, jakkolwiek jest bardzo drogi. Powinniśmy na tym polu rozwijać współpracę państwa z pracodawcami, bez obniżania poziomu świadczeń oferowanych dzisiaj w ramach urlopu macierzyńskiego.

Wiele należy uczynić, by osiągnąć warunki pracy bardziej sprzyjające młodym rodzinom wychowującym dzieci. W tej sprawie współpraca między państwem a rynkiem pracy jest konieczna, lecz ten ostatni nie będzie siłą napędową tego procesu. Obecnie kobiety pozostają nadal pod naciskiem, z jednej strony wymagań pracy zawodowej, organizowanej na warunkach mężczyzn, z drugiej zaś wyzwań, przed którymi stawia je macierzyństwo. Gdy na dodatek zdamy sobie sprawę, że mężczyźni niezbyt chętnie dzielą obowiązki domowe z kobietami, nie należy się dziwić, że rodziny pozostają nieliczne. Zmiany będą możliwe jedynie dzięki politycznej mobilizacji i użyciu nacisku politycznego.

W państwach o ustalonej polityce społecznej konieczne są ogromne przemiany, aby wybór między pozostaniem w domu i podjęciem pracy zawodowej uczynić realnym. Po pierwsze, podstawą systemu podatkowego i polityki socjalnej powinna stać się rodzina, nie zaś pojedynczy podmiot. Powinno się rozwijać ideę „dochodu rodziny”. Po drugie, praca kobiety w domu powinna być wliczana jako jeden z elementów PNB (Produkt Narodowy Brutto) i traktowana przez społeczeństwo jak pełnowartościowe zatrudnienie, co oznacza między innymi możliwość otrzymywania wynagrodzenia czy korzystania z zasiłków chorobowych. Państwa nie będą sprzyjać temu projektowi tak długo, jak długo nie zostaną poddane rosnącemu naciskowi ze strony swoich społeczeństw. Co więcej, większość kobiet działających czynnie w polityce nie uznaje pracy w domu jako czynnika awansu społecznego kobiety i dlatego powinno się uczynić wszystko, by to nastawienie zmienić.

tłum. Jolanta Czapczyk

Jak gdyby nie były matkami
Janne Haaland Matlary

urodzona 27 kwietnia 1957 r. w Norwegii  – profesor nauk politycznych na Uniwersytecie w Oslo, minister spraw zagranicznych Norwegii (1997-2000), członkini Papieskiej Rady ds. Kobiet oraz IESE International Advisory Board. ...