Jak trwoga, to na chwilkę do Boga
fot. juniperphoton / UNSPLASH.COM

Jak trwoga, to na chwilkę do Boga

W czasie kwitnienia kasztanowców w śląskich kościołach można zaobserwować ciekawe zjawisko. Z samego rana pojawia się grupa elegancko ubranych młodych ludzi. Druga mniejsza fala dociera wczesnym popołudniem. Podejrzewam, że podobna sytuacja ma miejsce także poza śląską prowincją, bo i przyczyna jest ogólnokrajowa. Matura. Ludowa mądrość kwituje tego typu anomalie lapidarnym „Jak trwoga, to do Boga”. Zaś bardziej naukowe wyjaśnienie podpowiada, że potrzeba religijna jest przystosowaniem ewolucyjnym, ułatwiającym radzenie sobie w sytuacjach traumatycznych. Ergo: wobec maturalnej traumy wzmaga się atawistyczne działanie przystosowania, przyprowadzając młodych w miejsca, w które bez lękowego dopalacza trafiają z wielkim trudem.

Daleki jestem od tego, żeby oceniać autentyczność doświadczeń religijnych pojawiających się w takich sytuacjach. Pewnie w pojedynczych przypadkach dokonują się całkiem rzetelne, trwałe nawrócenia. Jednak statystycznie rzecz biorąc, pochodzące z trwogi majowe wzmożenie nie zmienia krajobrazu religijności młodych. Spora część z nich, jeśli w ogóle następnym razem trafi do kościoła, sprowadzona zostanie do niego przez traumę ślubną. I będzie to wzmożenie, statystycznie rzecz biorąc, równie nietrwałe. Dopalacze – także te, które funduje nam nasz własny organizm – mają krótkotrwałe działanie. Jednym słowem: okołomaturalne doświadczenie uczy, że mechanizm „Jak trwoga, to do Boga” niekoniecznie jest przyczynkiem do budowania trwałych i dojrzałych relacji z Bogiem. Dlatego warto uzupełnić ludową mądrość o dodatek „na chwilkę”. Albo nawet ją przeformułować: „Dopóki trwoga, to do Boga”.

Zostało Ci jeszcze 61% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się