Jasność z krzyża

Jasność z krzyża

Krzyż stanowi najgłębsze pochylenie się Bóstwa nad człowiekiem, nad tym, co człowiek nazywa swoim losem (DM 8).

W roku 1710 Leibniz opublikował dzieło pt. Essai de theodicée sur la bonté de Dieu, la liberté de l’homme et l’origine du mal 1 (gr. Qeo´j: bóg, d…kh: zwycięstwo, usprawiedliwienie). Polemizuje w nim z Baylem, który wątpił zarówno w dobroć, jak i we wszechmoc Boga. „Świat w złem leży” –– twierdził Bayle — i jedyną alternatywą dla Boga bezsilnego i niedobrego byłoby Jego nieistnienie. Tak rozpoczął się wiek XVIII, kiedy to z niespotykaną siłą odżyły pytania o Boga, w świetle pytań o źródło i naturę zła, jego nieuchronność i bezlitosność. Wiek, który na dobrą sprawę — w metaforycznym sensie „czasu teodycealnych pytań” — rozpoczął się wraz z rajskim upadkiem, a swoje apogeum przeżywa dzisiaj.

Zagłada Lizbony, kryzys teodycei

Wówczas, 45 lat po pojawieniu się dzieła Leibniza, straszliwe trzęsienie ziemi w Lizbonie miało dostarczyć stronnikom Bayle’a mocnych argumentów. Prawie całe miasto zostało obrócone w gruzy, dziesiątki tysięcy ludzi pochłonęły ogień, woda i ziemia. Voltaire ułożył słynny Poemat o zagładzie Lizbony, a w liście do T. Tronchina pisał:

Oto fizyka w całym swym okrucieństwie. Doprawdy trudno będzie wyjaśnić, jak prawa ruchu wywołują tak straszliwe katastrofy na tym „najlepszym z możliwych światów”. 100 tys. naszych bliźnich zmiażdżonych niczym mrówki w swym mrowisku, z tego połowa z pewnością umierająca w niewyobrażalnym lęku pod gruzami, spod których nie można ich było wydobyć (…). Jakąż smutną igraszką losu jest życie ludzkie. A cóż nam powiedzą kaznodzieje? 2

Goethe zaś tak pisał o lizbońskim terramoto i o swoim ówczesnym — sześcioletniego wówczas chłopca — religijnym kryzysie:

Bóg, stwórca i opiekun nieba i ziemi, który jawi mu się w wyznaniu pierwszego artykułu wiary jako mądry i łaskawy Ojciec, nie okazał bynajmniej swych ojcowskich uczuć, skazując na zagładę zarówno sprawiedliwych, jak i niesprawiedliwych. Daremnie młody umysł chłopca starał się bronić przed tymi wrażeniami, tym bardziej że nawet mędrcy i uczeni w Piśmie nie mogli jak należy wyjaśnić zjawiska 3

Bóg stał się głównym podejrzanym, a stare pytanie gnostyków unde malum z niespotykaną siłą wróciło na arenę filozofii. Nowożytność rozpoczęła się na dobre.

Niepojętość cierpienia, niepojętość Boga

Niezliczone katastrofy, klęski żywiołowe i morze krwi wylane w XX– –wiecznych bratobójczych wojnach spotęgowały problem. „Bezlitosność zła” jest bodaj największym wyzwaniem dla religijnego światopoglądu i chrześcijańskiej teologii początku trzeciego tysiąclecia. Istniała i istnieje — jak zawsze — pokusa udzielania odpowiedzi szybkich, łatwych i płytkich, urągających Bogu, Jego miłosierdziu i tajemnicy cierpiącego człowieka (i całego stworzenia). Pokusa odpowiedzi w stylu wspomnianej wyżej Teodycei Leibniza („To i tak najlepszy z możliwych światów”), w stylu przyjaciół Hioba („Zgrzeszyłeś, więc teraz cierpisz karę”), w stylu dewocyjno–cynicznym („Za mało w tobie zaufania Bogu”) 4 w wielu złych stylach zresztą. Niektóre z nich opisuje, obnaża i obala Karl Rahner w swoich pastoralnych esejach: cierpienie jako fortel dla pomnożenia życia, cierpienie jako konieczna cena wolności, cierpienie jako sposób na dojrzewanie, cierpienie jako konieczny etap w drodze do życia wiecznego (im bardziej teraz jest źle, tym bardziej później będzie lepiej) 5 Żaden z tych argumentów nie wytrzymuje konfrontacji z prawdą, absurdalnością i ogromem zła — jakkolwiek je rozumieć: jako grzech, cierpienie, katastrofę, nieszczęście, ból.

Cierpienie jest równie niepojęte jak sam Bóg. Jak genialnie pisze Rahner, właśnie tajemnica cierpienia (bólu, zła — wraz z całą ich nieuchronnością i bezlitosnością) jest jednym z momentów tej

niepojętości, która przenika całe nasze istnienie, stanowi dlań wyzwanie i rości sobie do niego prawo. Niepojętość cierpienia jest fragmentem niepojętości Boga 6

Oto ważna teza głębokiej i pokornej, chrześcijańskiej teologii:

Cierpienie jest (…) samą w sobie niedającą się z niczego wywieść postacią, w której jawi nam się niepojętość samego Boga, a przyjęcie Boga jako tajemnicy, uchylającej się spod naszej dyspozycji i milczące przyjęcie niewytłumaczalności cierpienia jest jednym i tym samym aktem 7

Zgoda na ową niepojętość Boga (taka zgoda przybiera albo kształt miłości wobec Boga i życia, albo nie ma jej wcale, a w jej miejsce pojawia się rozpacz i bunt) prowadzi nas teologicznie i egzystencjalnie w samo serce niepojętego mysterium Dei: do tajemnicy Jego miłosierdzia. Alternatywą dla Boga złego i słabego nie jest bowiem — jak chciał Voltaire — Bóg nieistniejący, ale Bóg solidarnie schodzący z cierpiącym człowiekiem i stworzeniem w epicentrum zła i słabości: na dno piekła; czyli Bóg miłosierny i (bo) ukrzyżowany. Bóg musi umrzeć, żeby godność i przyszłość świata były ocalone. Ale w jakim sensie i jak? Oto clou problemu.

Bóg umarł w Wielki Piątek

Sięgnijmy do belles lettres. Literatura piękna ma tu dużo większe znaczenie niż tylko ilustracyjne. Stefan Chwin pisze:

Gdy kiedyś, w chwili wzburzenia — było to w porze gimnazjalnych buntów, które Parandowski ochrzcił piękną nazwą „nieba w płomieniach” — powiedziałem do niej [Babci] twardo: „Bóg umarł” (siedzieliśmy wtedy w dużym pokoju przy stole nakrytym serwetą, którą sama wyhaftowała), spojrzała na mnie ze smutkiem znad okularów: „To prawda. Bóg umarł w Wielki Piątek” 8

Oto w olbrzymim skrócie dwa sposoby doświadczenia i rozumienia śmierci Boga: nietzscheański i chrześcijański. I choćby łączyło je sporo (a faktycznie łączy je sporo i wiele mają sobie nawzajem do podarowania), to dzieli je jeszcze więcej. Ostra grań różnicy przebiega tu między wiarą a niewiarą. Dokładniej: między zgodą na chrześcijański obraz Boga, który na niepojętą tajemnicę cierpienia odpowiada własnym cierpieniem, a niezgodą na taki obraz — która to odmowa przybiera kształt zawodu, rozpaczy, buntu. Owszem, taka granica biegnie nie tyle między ludźmi, ile przez serce każdego człowieka, a poza tym pamiętajmy, że wiara jest niezasłużoną łaską. Zarazem ta sama wiara podpowiada, że można ją pokornie wyżebrać i że Bóg jej nikomu nie odmawia. O tym wypada mówić jedynie z drżeniem, ale koniecznie.

Kiedy mowa o Bogu umierającym w Wielki Piątek, jesteśmy już w samym środku chrystologicznej prawdy o Nim. Stajemy oko w oko z miłosierdziem Boga objawionym w obliczu Chrystusa, w Jego twarzy skazańca, w której obecna jest miłość i chwała Logosu. W wydarzeniu Jezusa Chrystusa dotykamy samego rdzenia chrześcijańskiej dogmatyki i tajemnicy Bożego miłosierdzia: Bóg jest Miłością, która całą swoją wszechmoc rzuca na szalę przezwyciężenia zła. To jedyny i skuteczny sposób na rozprawienie się z jego bezlitosnością. Posłużmy się skrótem Hansa Ursa von Balthasara: w osobie i dziele Jezusa Chrystusa

wewnętrzne życie Trójcy objawia się zewnętrznie w dziejach zbawienia i to jako ortopraxis Boga, który wydaje swojego Syna zupełnej samotności i piekłu. To dzięki Niemu możemy się odważyć spojrzeć na istnienie jako na miłość i na wszystko, co jest, jako na godne miłości; myśl, na którą tylko z najwyższym trudem mógłby nas naprowadzić obraz świata taki, jaki przedstawia się on naszym oczom 9

Tylko „dzięki Niemu możemy się odważyć”. Tylko dzięki temu, co dostrzegamy w Jego twarzy — a dostrzegamy w Niej solidarne poddanie się bezlitosności zła (człowiek) i wielkanocne zwycięstwo nad nieuchronnością zła (Bóg). Twarz objawia zawsze najgłębszą prawdę Osoby. W Niej, tej jedynej Twarzy, dostrzegamy światło Prawdy: Miłosierdzie pokonuje bezlitosność. W Jezusie, w Jego życiu, śmierci i zmartwychwstaniu okazuje się nieodwołalnie, że Bóg nie jest Bogiem tylko sam dla siebie i sam w sobie, ale „także i właśnie w swojej gotowości dzielenia się sobą samym ze swoim stworzeniem” 10. I że nie spocznie, dopóki nie ocali.

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony (J 3,16–17).

Jak pisze w Redemptor hominis Jan Paweł II, „owa wstrząsająca tajemnica miłości”, owo „objawienie miłości i miłosierdzia ma w dziejach człowieka jedną postać i jedno imię. Nazywa się: Jezus Chrystus” 11.

Bóg, który objawia się w Jezusie Chrystusie, Bóg „sympatyczny” (od gr. sum–paQein: współ–odczuwać), współczujący z cierpieniem i cierpiącym, jest „ostateczną odpowiedzią na problem teodycei” 12, na którym rozbijają się ostatecznie i deistyczny teizm, i zrodzony z buntu i rozpaczy ateizm. Oto odpowiedź chrześcijańskiej teologii: jeśli sam Bóg cierpi, cierpienie nie jest już więcej zarzutem przeciwko Bogu, a przynajmniej — w tym momencie — przeciwko Jego rzekomej obojętności. Natomiast jeśli dodamy ostateczne wywyższenie i przeobrażenie jakiegokolwiek bólu w wielkanocnej chwale zmartwychwstania — upada również zarzut Boskiej słabości.

Miłość gotowa na wszystko

Pozostaje oczywiście problem manichejskich podejrzeń wobec miłosierdzia objawionego w paschalnych wydarzeniach. Zrobiły swoje bezbożne, czyli zarazem nieludzkie ideologie, Auschwitz i Kołyma, holocaust, dwie wielkie wojny, setki pomniejszych, krew i śmierć… Terroryzm i beznadzieja, cynizm pozornie silnych i nienawiść rzeczywiście słabych — to złe owoce złego drzewa naszego czasu. Wrażliwość religijna tego, który ocalał (nierzadko w zetlałej moralnie formie), została silnie naznaczona manichejską skazą, czyli gnostycką podejrzliwością wobec tradycji chrześcijańskiego obrazu dobrego Boga. Tak w Drugiej przestrzeni, w poemacie Ksiądz Seweryn, artykułuje ten prastary, a jednocześnie jak najbardziej współczesny problem Czesław Miłosz (poeta o słuchu doskonałym, artysta z uchem przyłożonym stale do ziemi):

Nie rozumiem, dlaczego tak być musiało,
Żeby syn Boga umierał na krzyżu?
Nie odpowiedział nikt na to pytanie.
Jakże to mogę wytłumaczyć Kasi?
Gdzieś wyczytała, że Majestat Stwórcy
Doznał zniewagi, która żąda krwi.
Jak to? W złocistych szatach i koronie
Spoza obłoku przyglądał się kaźni?
Mówię jej: Tajemnica Odkupienia.
A Kasia, że nie życzy sobie być zbawiona
Za cenę tortur człowieka niewinnego 13.

Autentycznie chrześcijańska odpowiedź wywiedziona z Niepojętej Tajemnicy Wielkiego Piątku z uwagą i pokorą wsłuchuje się w rozmowę księdza Seweryna z Kasią, „współ–czuje” („współ–odczuwa”) z nimi i odpowiada „na to pytanie” z wiersza. Odpowiedź jest światłem dobywającym się z krzyża. Chrześcijaństwo powiada, że Ojciec nie żąda tortur Syna ani Stwórca nie przygląda się „spoza obłoku” kaźni stworzenia. Tak myśleć, znaczy nie rozumieć Ewangelii albo bluźnić. Krew Syna nie została na krzyżu wylana po to, by uśmierzyć zagniewanego Ojca, ale dla nas. Objawiła ona miłość zranioną do krwi, do śmierci — miłość Boskich zaiste rozmiarów, gotową na wszystko. Oto Dobra Nowina. Oto jasność z wnętrza ciemności.

Sarah Kane, Pani Zofia, Jezus opuszczony

Jest oczywiście możliwe i realne odrzucenie Dobrej Nowiny objawionej w twarzy Chrystusa. Nie ważę się takich decyzji osądzać. Skutek pogardy okazanej Chrystusowi i odrzucenie Jego słów jest zawsze ten sam: pozostawanie w ciemności (por. J 12,48). Czytelną, choć tragiczną ilustracją tej reguły jest życie, sztuka i śmierć Sary Kane, popularnej aktualnie w Polsce brytyjskiej dramatopisarki. Sarah epatuje w teatrze scenami barbarzyńskich okrucieństw, przekracza wszelkie normy sztuk teatralnych. Odcięła się od chrześcijaństwa w wieku 17 lat. Powiada: „Moje chrześcijaństwo było rodzajem dziecinnego lunatyzmu”. Jej ulubionym cytatem są słowa Hamma, bohatera Końcówki Samuela Becketta o Bogu: „Drań! Nie istnieje!”. W jej sztukach okrucieństwa i perwersje 14niszczą każdego i wszystkich. Łącznie z nią samą. Sama Kane nie dożywa trzydziestki, wiesza się w szpitalnej łazience. Jak przenikliwie zauważa Hanna Krall:

Życie i teatr Sary Kane przypominają, że trzeba chronić człowieka przed nim samym. Można to powiedzieć prościej. Sarah Kane uczy nas, dlaczego potrzebny jest Bóg 15.

Nie ma innej alternatywy: albo Bóg umiera w sercu człowieka, w jego pamięci i życiu, albo na krzyżu dla człowieka. I konsekwentnie: ciemność albo światło. Sięgnijmy raz jeszcze do wiersza, tym razem autorstwa Janusza Szubera, człowieka przykutego do inwalidzkiego wózka:

Jej młodość i wiek dojrzały znałem z fotografii,
Elegancka kobieta, pedantka, dobra gospodyni
Starej daty: wyszukane ciasta i pasztety,
Czas poddany dyscyplinie ładu i umiaru,
Kunsztowny haft pisma, pasjans i lektura.
W ostatnich latach życia przestała być sobą:
Upokorzony umysł, węch i obrzędy z wydalaniem,
Ślady ekskrementów na przedmiotach,
Zegar bez wskazówek, bełkot w miejsce mowy.
Tego doświadczenia nie mogłem zrozumieć,
Nie ból, śmierć, kalectwo — to było źródłem mego buntu.
Zdegradowanej nie dźwigały wzniosłe monologi Hioba 16.

Chrześcijańska wiara w tym ciemnym punkcie cierpienia, buntu i pytań najtrudniejszych z możliwych, ma do powiedzenia człowiekowi i jego kulturze rzecz najważniejszą i oryginalnie własną — jasność wywiedzioną z krzyża. Same monologi Hioba nie podźwigną Zdegradowanej. Ani też monologi Prometeusza, ani Syzyfa. Ani rozpacz, ani bunt.

Jest monolog, który dźwiga całą zgrozę kalectwa Pani Zofii: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mk 15,34). To krzyk wcielonego Bożego Syna, krzyk bezgranicznej udręki dobiegający z krzyża, z wnętrza „mroku, który ogarnął całą ziemię” (Mk 15,33). Ten monolog torturowanego Nazarejczyka, Boga, który „umarł w Wielki Piątek”, dźwiga Panią Zofię i uwzniośla jej upokorzenie, jej starczy bełkot, jej obrzędy. Jego skuteczność bierze się stąd, że nie jest on monologiem: w swej głębi i ostateczności jest dialogiem. W zmartwychwstaniu Ukrzyżowanego okazało się, że to nie opuszczenie przez Boga jest kresem krzyku i agonii. Kresem nie jest monolog, bezsilność, pustka. Ostateczną prawdą o samotnej śmierci Jezusa był dialog z Ojcem i akt absolutnej, radykalnej solidarności Boga–Miłości z tym, co najbardziej otchłanne w cierpieniu człowieka i świata. Wskrzeszając Jezusa, Bóg powiada: mój Syn i Hiob mają rację. I Pani Zofia. Okazało się w zmartwychwstaniu, że ostatecznym słowem na temat degradującego cierpienia jest Sens. Jasność z krzyża.

Takie też było najgłębsze przesłanie sierpniowej pielgrzymki papieskiej do Polski: „Bóg bogaty w miłosierdzie w Chrystusie objawia każdego dnia swoją miłość” 17. Jedynie możliwy, chrystocentryczny „ładunek” odpowiedzi na pytanie unde malum taką oto przybrał postać w powitalnym przemówieniu Jana Pawła II wygłoszonym na krakowskim lotnisku:

To On, zmartwychwstały Chrystus, mówi dziś do każdego i każdej z was: „Przestań się lękać! Jam jest Pierwszy i Ostatni, i żyjący. Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków” (Ap 1,17–18). Oto przesłanie Bożego miłosierdzia, które przynoszę dziś mojej Ojczyźnie i moim rodakom: „Przestań się lękać”! Zaufaj Bogu, który bogaty jest w miłosierdzie. Jest z Tobą Chrystus, niezawodny dawca nadziei 18.

Następnego dnia, wieczorem, z okna na Franciszkańskiej, streścił Papież chrystologię miłosierdzia jeszcze jędrniej i prościej: „Jest tylko jedna rada, to jest Pan Jezus. »Jam jest Zmartwychwstanie i życie«” 19.

Wort und Antwort zugleich

W niemieckojęzycznej wersji Modlitwy godzin znajduje się znakomity teologicznie i poetycko hymn Goettliches Wort otwierający kilkakrotnie poniedziałkową godzinę czytań, Lesehore. Jego piąta, ostatnia strofa brzmi następująco:

Logos, Wort und Antwort zugleich,
erschliesse uns das Gottesreich,

co się przekłada:

Logos, słowo i odpowiedź jednocześnie,
zdobądź (otwórz) nam królestwo Boże.

Tłumaczenie nie oddaje piękna i trafności gry słów możliwej tu jedynie w niemczyźnie: Wort und Ant–Wort, czyli „Słowo” i „Od–Słowo” (polska „odpowiedź”). Zawiera ona w sobie głęboką chrystologiczną syntezę. Oto Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, Wcielony Logos, Jezus Chrystus jest — jako posłany Syn, jako Bóg–człowiek — Słowem Ojca do świata i słowem świata (odpowiedzią) do Ojca zugleich jednocześnie. Ludzka odpowiedź jest wtórna, bazuje na Boskiej inicjatywie zbawczego Słowa (początkiem i fundamentem dla Antwort jest Wort). Inny, równie ważki i głęboki sens jest tu możliwy i wybłyskuje spośród wersetów hymnu. Oto Logos jest osobowym zjednoczeniem (unio hipostatica) integralnego Bóstwa z integralnym człowieczeństwem i — jako taki — jest On zarazem udręką ludzkiego pytania i ukojeniem Boskiej odpowiedzi. I właśnie jako taki zdobywa (otwiera) dla nas królestwo Boże. W Nim się ono zaczyna, spełnia, rozwiera dla każdego i wszystkich.

Chrześcijaństwo wierzy, że w Jezusie Chrystusie jest dana człowiekowi wszystkich czasów „światłość świata” (J 8,12). W najbardziej upragnionym dla porażonych ciemnością sensie. „Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8,12). Z samej tylko wielkopiątkowej rozmowy w pretorium da się odtworzyć całą dramaturgię gry ciemności i światła, mroku ludzkiego zwątpienia i jasności Boskiej prawdy. „Cóż to jest Prawda?” (J 18,38) — pyta Piłat. I odpowiada na kamieniach Lithostrotos, nieświadom zapewne najgłębszego sensu własnych słów: „Oto człowiek” (J 19,5). Prawdą jest On, Syn Człowieczy, Jezus Chrystus. Z Niego bije światło we wszelkie mroczne rejony ludzkich pytań. Jeśli Prawda istnieje, jest nią Ten Oto Człowiek.

* * *

„Szukam, o Panie, Twojego oblicza” (Ps 27,8). Ta tęsknota psalmisty sprzed stuleci nie mogła doczekać się wspanialszego i bardziej zdumiewającego zaspokojenia niż kontemplacja oblicza Chrystusa. W Nim Bóg naprawdę pobłogosławił nam i sprawił, że „Jego oblicze zajaśniało” nad nami (por. Ps 67,3).

W ten sposób w numerze 23 Novo millennio ineunte określa Jan Paweł II istotę zarysowanego w dokumencie projektu chrystologii na nowe tysiąclecie: kontemplacja oblicza Chrystusa. „Chcemy ujrzeć Jezusa” (J 12,21) prosili dwa tysiące lat temu pogańscy Grecy apostoła Filipa podczas Paschy w Jerozolimie. „Pokazać” Chrystusa światu może tylko taki Kościół i taka teologia, które naprawdę Chrystusa same „widzą i rozpoznają”. W kręgu tej głębokiej metaforyki mieszczą się prawie wszystkie obrazy i zwroty, którymi posługuje się papieski list, dookreślając uprawianie tej ewangelizacyjnej par excellence chrystologii: „kontemplować oblicze Chrystusa”, „Wpatrywać się w oblicze Pana”, aby pozwolić Go „zobaczyć” ludziom naszych czasów 20.

Tylko w tej twarzy objawia się Miłosierdzie. I znajduje kres bezlitosność zła.

„Jest tylko jedna rada, to jest Pan Jezus” 21.

Lublin — Pszów, 23 września 2002 roku

1 S. Kowalczyk, Filozofia Boga, Lublin 1980, s. 19.
2 B. Baczko, Hiob, mój przyjaciel. Obietnice szczęścia i nieuchronność zła, Warszawa 2001, s. 15.
3 J. W. Goethe, Z mojego życia. Zmyślenie i prawda, tłum. A. Guttry, Warszawa 1957, t. 1, s. 31–32, za: B. Baczko, op. cit., s. 19.
4 Por. H. Küng, Bóg a cierpienie, tłum. I. Gano, Warszawa 1973.
5 K. Rahner, Słowa z Krzyża, tłum. J. Zychowicz, Kraków 2001, s. 16–31.
6 Ibidem, s. 33.
7 Ibidem, s. 34– –35.
8 S. Chwin, Traktat o dłoniach i rzeczach, „Tygodnik Powszechny” 2002, nr 2, s. 8.
9 Wer ist Jesus von Nazareth — für mich? 100 zeitgenössiche Zeugnisse, Monachium 1970, s. 17, za: T. Węcławski, Chrystus naszej wiary, Poznań 1994, s. 55.
10 T. Węcławski, op. cit., s. 18.
11 Jan Paweł II, Redemptor hominis, nr 9.
12 W. Kasper, Bóg Jezusa Chrystusa, tłum. J. Tyrawa, Wrocław 1996, s. 247.
13 Cz. Miłosz, Druga przestrzeń, Kraków 2002, s. 51.
14 „W porównaniu z jej dramatami doniesienia prasy brukowej i telewizyjne relacje na żywo z miejsc zbrodni wydają się niewinną igraszką. Jedna ze sztuk zawiera sceny gwałtu homoseksualnego i kanibalizmu. W innej tłum linczuje głównego bohatera, obcinając mu genitalia i smażąc je na grillu. W jeszcze innej psychopatyczny morderca amputuje młodemu homoseksualiście język, ręce i nogi, a jego partnerowi podrzyna gardło”. R. Pawłowski, Obywatelka Kane, „Wysokie obcasy” 2002, nr 4 (148).
15 Ibidem.
16 J. Szuber, Pani Zofia, „Przegląd Polski”. Tygodniowy dodatek literacko–społeczny „Nowego Dziennika” (Nowy Jork) 3 listopada 2000 roku, s. 10.
17 Bóg bogaty w miłosierdzie. Jan Paweł II w ojczyźnie, 16–19 sierpnia 2002 roku, Kraków 2002, s. 63.
18 Ibidem.
19 Ibidem, s. 90.
20 Por. Ch. Schönborn, Ikona Chrystusa, tłum. W. Szymona, Poznań 2001.
21 Bóg bogaty…, s. 90.

Jasność z krzyża
ks. Jerzy Szymik

urodzony 3 kwietnia 1953 r. w Pszowie – kapłan archidiecezji katowickiej, teolog, dogmatyk i poeta, profesor nauk teologicznych, wykładowca teologii dogmatycznej, członek watykańskiej Międzynarodowej Komisji Teologicznej (2004-2014)....