Jeden Pan, jeden Duch, jedno Ciało

Jeden Pan, jeden Duch, jedno Ciało

Duchowość małżeńską traktowano często jako pasierbicę formacji zakonnej, zapominając, że małżeństwo „jest tym, co zostało z raju”, że jest to droga starsza i wskazana przez Najwyższego jako dobry pomysł na życie.

To dziwne: najstarsze powołanie człowieka, o jakim mówi Biblia, zajmuje najskromniejsze miejsce w historii duchowości. Pierwszym pomysłem Bożym dla ludzi było przecież małżeństwo, jednak to wspólnoty zakonne wspierają się spisaną tradycją i doświadczeniami swego powołania. Kościół nadrabia zaległości, zastanawiając się nad najzwyczajniejszym powołaniem do świętości, także poprzez książki i polemiki. Książki raczej wskazują problemy, niż je rozwiązują, raczej zadają pytania, niż udzielają wyczerpujących odpowiedzi. Polemiki pozwalają na uściślenia, precyzowanie poglądów i głębsze przemyślenia. Dobrze, że książka Zbigniewa Nosowskiego Parami do nieba 1 o duchowości małżeństw wywołała polemikę. Wdzięczność wobec Małgorzaty Wałejko, która zechciała zaprosić Autora książki do dyskusji, jest oczywista 2. Wydaje się, że do ich pytań i rozważań warto dołączyć parę myśli z sakramentologii i duchowości, które upraszczają niektóre problemy.

Jeden Pan, jedna wiara, jeden Duch

Małgorzata Wałejko i Zbigniew Nosowski nie bez podstaw dystansują się od kopiowania tradycji zakonnej w małżeństwach. Często traktowano duchowość małżeńską jako pasierbicę formacji zakonnej, zapominając, że małżeństwo „jest tym, co zostało z raju”, że jest to droga starsza i wskazana przez Najwyższego jako dobry pomysł na życie. Skoro małżeństwo jest sakramentem, odnoszącym się do Chrystusa i Kościoła, nie musi być usprawiedliwiane uczestniczeniem w wykształconych później drogach duchowości zakonnej.

Jednak pewne aspekty duchowości chrześcijańskiej są wspólne niezależnie od rodzaju życia. Nauczanie Kościoła na temat życia konsekrowanego jest aktualne zarówno dla mniszek klauzurowych, jak i instytutów świeckich. Podobnie pewne reguły życia duchowego są nienaruszalne zarówno w małżeństwie, jak i w życiu konsekrowanym. Zbyt mocno zaznaczany dystans wobec duchowości zakonnej może utrudniać zrozumienie duchowości małżeńskiej, w której – niezależnie od oczywistych różnic – chodzi przede wszystkim o życie wspólne i przyjmowanie Boga w drugiej osobie, niezależnie od trudów, jakie mogą nam podpowiadać, że znacznie prościej, łatwiej i przyjemniej stoi się przed Bogiem samemu niż we wspólnocie. Korzenie obu dróg są wspólne i tkwią w duchowości chrześcijańskiej, niezależnie od szczegółowych rozwiązań.

Czy świętość małżeńska jest sprawą prywatną pary lub małżeństw w ogóle? Jest to bogactwo całego Kościoła, parom wskazanym przez Nosowskiego nie tyle „udało się” znaleźć na ołtarzach, ile Kościołowi udało się je zauważyć. Byłoby naprawdę tragiczne dla całego Kościoła, jeśliby ukazując sakramenty jako widomy znak łaski, jednocześnie twierdził, że przyjęcie jednego z nich owocuje stanem, w którym nie ma świętych. Kanonizacja zwyczajnych małżeństw jest potrzebna, by Kościół widział, jak ku świętości prowadzi jeden z sakramentów.

Tajemnica to wielka, a ja odnoszę ją do Chrystusa i Kościoła

O ile znamy znaczenie sakramentu chrztu czy spowiedzi, o tyle nie do końca umiemy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego i po co małżeństwo? Co wnosi małżeństwo do duchowości, jakie niesie dary? Życie zakonne przedstawia się zazwyczaj jako drogę pogłębienia duchowości chrztu; małżeństwo, podążając za intuicją biblijną, wiąże się z Eucharystią. Wspólne życie dwojga jest według Apostoła obrazem Chrystusa i Kościoła, znakiem komunii.

Łatwo wskazać, że życie w małżeństwie i rodzinie oznacza nieuchronnie przyjęcie bardzo podporządkowanego rytmu życia, choć odmiennego od klasztornego, i że w życiu małżonków nie brakuje umartwień, choć odmiennych od zakonnych. Droga życia chrześcijańskiego: życie codziennością, małymi wydarzeniami przyjmowanymi z miłości i w miłości, jest bliskie zarówno Teresie z Lisieux, jak i codzienności małżeńskiej. „Marnowanie czasu” na bycie we wspólnocie docenia się także w zakonach, w czasie rekreacji nie pochwala się ukrytego odmawiania modlitw, lecz uważne i serdeczne zwrócenie się ku współbraciom i współsiostrom. Relacje braterskie, relacje siostrzane, w ramach przyjętej reguły, były jednym z filarów codzienności życia zakonnego. Podążając za Małgorzatą Wałejko, warto cytować personalistów – można przywołać Leszka Kuca, który ostrzegał z perspektywy teologii i filozofii komunikacji przed „fałszywą prywatnością” i podkreślał, że jedyną drogą do znajomości samego siebie jest komunikacja z innymi 3. Poznajemy więc siebie, poznając innych, podstawowym dobrem drugiego człowieka staje się drugi człowiek i komunikacja z nim. Jest to oczywiste w świetle listu św. Jana: „umiłowani, nikt Boga nigdy nie widział, jeśli się wzajemnie miłujemy, jego miłość w nas jest doskonała”. Interwencje Boże w historii zbawienia zawsze polegały na spotkaniu człowieka z Bogiem i na oddziaływaniu tego spotkania na drugiego człowieka. Nie zbawiamy się więc pojedynczo ani nie kochamy Boga niezależnie od miłości wobec innych osób. Miłość musi być okazywana przede wszystkim tym, którzy są najbliżej naszej codzienności. Naprawdę trudno wyjaśnić, dlaczego z tych prostych reguł soteriologii chrześcijańskiej ma być wyłączona żona czy mąż.

Komunia w niebie

Jezus potwierdza i wzmacnia znaczenie małżeństwa wobec Boga. „Jedno ciało” to jasna formuła biblijna na przyjmowanie drugiej osoby w codzienności, zwyczajności i zmienności – ciała i ducha. Podobnie, gdy Bóg obiecuje „i wyleję mego Ducha na wszelkie ciało”, nie ulega wątpliwości, że cały człowiek będzie obdarzony Duchem. Dlatego więź małżeńska nie jest dodatkiem do duchowości, lecz odwrotnie, jest wobec niej nadrzędna. Indywidualna droga duchowa małżonków ma służyć utrzymywaniu, budowaniu i ratowaniu więzi. Pierwszym zadaniem duchowym każdego z małżonków jest duchowa jedność małżeństwa, a nie działanie we wspólnocie, pomoc parafii lub krajom Trzeciego Świata. Jezus przychodzi do zakonnika przychodzi najpierw przez regułę zakonną, do małżonków zaś przede wszystkim przez małżeństwo. „A tak nie są już dwoje, lecz jedno ciało”. Jest to trudna prawda, tylko w bajkach ślub kończy się zapewnieniem: „i żyli długo i szczęśliwie.” Wobec wizji Jezusa Apostołowie stwierdzają realistycznie, że „w takim razie lepiej nie łączyć się z kobietą”. Pokusa stania przed Bogiem bez wspólnoty jest wielka. Jednak ani nie żyjemy dla siebie, ani nie umieramy dla siebie. To prawda, że sakramentów w niebie nie będzie, ale czy rzeczywiście nie będą miały znaczenia? Rozważania na temat małżeństwa jako „rzeczywistości przynależnej wyłącznie doczesności”, „rzeczywistości czasowej”, „rzeczywistości przemijającej” trudno pogodzić z sakramentologią katolicką. Teologia katolicka zapewniała stanowczo poprzez stulecia, że sakramenty są ważne w niebie. Chrzest ukazywano jako istotny dla naszego zbawienia, podkreślano wagę częstej spowiedzi, znaczenie namaszczenia chorych w razie ciężkiej choroby, Eucharystię jako przedsmak komunii wiecznej; wierzono, że dusze kapłańskie będą w szczególnej chwale w niebie. Jak należałoby tłumaczyć, że istnieje jeden wyjątek spośród sakramentów: wprawdzie potwierdzony słowami samego Chrystusa jako zamysł Boży dla ludzi „od początku”, wprawdzie obrazujący według apostoła związek Kościoła i Chrystusa, ale niemający żadnego znaczenia w rzeczywistości komunii Kościoła i Chrystusa w niebie?

Relacja z osobami nam powierzonymi, trud bycia z poślubioną osobą jest pierwszą drogą do zbawienia i te starania, nieraz wręcz heroiczne, są ważne dla budowania Kościoła. Ci, którzy są jednym ciałem, współtworzą Ciało Chrystusa, dopełniając nieraz cierpień dla dobra całego Kościoła.

Oczywiście, jak przypomina Teresa z Lisieux, komunia w niebie objawi nam niewidoczną na ziemi rzeczywistość przyjaźni i miłości, prawdziwa jedność osób będzie realna także w rzeczywistości niebiańskiej. Będziemy do Niego podobni. Wprawdzie jeszcze nie okazało się, kim będziemy w niebie, ale, jak wierzyło wielu świętych, poznamy prawdziwe relacje i więzi ludzkie, które – jak uważała Teresa – zaskoczą wielu. Złączeni przed Bogiem jesteśmy nie tylko z małżonkami, ale i z dziećmi – rodzonymi, adoptowanymi, przysposobionymi i duchowymi, niezależnie od ich wzajemnych powiązań i relacji, ze współbraćmi i współsiostrami, naszymi duchowymi matkami, braćmi i siostrami, które przyjmiemy i poznamy w Bogu. Trudno zrozumieć, dlaczego w tej wielkiej komunii radości i jedności miałyby nie liczyć się wyłącznie więzi małżeńskie?

Fałszywe bożki zostaną zrzucone

Słusznie wspomina Małgorzata Wałejko problem zbytnich przywiązań w małżeństwie. Małżeństwo jest nieustającą szkołą odrzucania fałszywych bożków. Bolesne zazwyczaj odrzucanie wyobrażeń na temat siebie, małżonka, małżeństwa dokonuje się całe życie. Symboliczne tłuczenie porcelany, obecne w niektórych ślubnych zwyczajach, ma tu swą wymowę. Najważniejsze jest oczywiście pierwsze przykazanie, detronizujące zarówno własne mrzonki, własnego męża / żonę, teściów, dzieci, jak i siebie samego. Tylko Pan jest Bogiem, Pan jedyny, można więc spokojnie uznać, że nikt nie zaspokoi wszystkich oczekiwań drugiej strony…

Wałejko podaje piękny historyczny przykład zakochanej pary, która modlitwą broni się przez zbyt wielkim przywiązaniem do siebie. Pary uczestniczące dzisiaj w rekolekcjach małżeńskich nie są ucieleśnieniem nadzwyczaj pozytywnej wizji Nosowskiego, raczej z goryczą wyznają, że więcej w nich rozczarowania niż siły do budowania małżeńskiej jedności. Jedność małżeństwa jest właściwie niemożliwa bez miłosiernej pomocy Bożej. Jedyną Osobą, która zawsze wierzy w sens małżeństwa, jest sam Bóg, nierzadko pozostaje w tym samotny. Jemu zależy na jedności małżeństwa bardziej niż komukolwiek. Oczekuje, że podejmiemy wysiłek przyjęcia Jego pomocy. Sakramentalność małżeństwa polega na przyjmowaniu Chrystusa, który zaprasza, by iść za Nim razem, jako „jedno ciało, jeden duch”.

Gdzież poza Biblią znajdujemy odwagę wiary w możliwość monogamicznego małżeństwa? Ten bardzo ryzykowny, jak wskazuje doświadczenie ludzkie, pomysł samego Boga bez Niego nie da się w ogóle zrealizować. „Jeśli się wzajemnie miłujemy, miłość Jego w nas jest doskonała”. Dlatego nie ma rozdzielności pomiędzy „sam na sam z Bogiem” a „świętością małżeństwa”, jedno nie może też poprzedzać drugiego, bo bliskość Boga oznacza świętość. Używając analogii z życia zakonnego – nie można być najpierw świętą przed Bogiem, a potem świętą urszulanką czy klaryską. Świętość zakonnicy realizuje się na drodze jej konkretnej reguły. Podobnie małżonkowie mogą stać się świętymi tylko jako święta żona lub święty mąż. Droga do Boga wiedzie poprzez drogę życia… dlatego, jak rozumiem, jednoznacznie określają oboje autorzy przypadek męża Doroty z Vyss, który porzuca wielodzietną rodzinę, wpadając na pomysł podjęcia życia wolnego od wszelkich zobowiązań, poza tymi tu i teraz przez siebie ustalonymi… Jeśli Dorota przyjęła, jak się zgodnie twierdzi, jego decyzję opuszczenia wielodzietnej rodziny po narodzinach dziesiątego dziecka, to rzeczywiście posiadała wszelkie cnoty w stopniu heroicznym. Osobą najbardziej kontrowersyjną w tej sytuacji wydaje się spowiednik męża Doroty Vyss, który uznał negację sakramentu, złamanie przysięgi, odrzucenie obowiązków małżeńskich tak oczywistych, jak opieka nad żoną w połogu i nieletnimi dziećmi.

Skąd wiesz, czy zbawisz swoją żonę?

Bardzo to krzepiące, gdy Nosowski wzywa do jedności małżeńskiej wręcz doskonałej, a Wałejko z realizmem zauważa trudną rzeczywistość, którą najczęściej noszą jako krzyż kobiety. Wałejko przywołuje znane sytuacje przemocy – kiedy jedna z osób, najczęściej mężczyzna, rozbija rodzinę przez alkohol, maltretowanie żony i dzieci; zadaniem żony nie jest tolerowanie agresji męża wobec siebie i dzieci, lecz przerwanie zła poprzez separację. Skrupulatnie powinno być rozeznane podawanie żonom ciężaru nie do uniesienia przez tych, którzy sami go nie niosą. Trzeźwy osąd Wałejko przydałby się wielu żonom w dzielnicach, gdzie alkohol niszczy kolejne pokolenia. Być może odejście żon, które stwierdzają, że nie są w stanie zbawić męża, uratowałoby je same i dzieci przed współuzależnieniem. Nie udało się w skali Polski tysiącom żon „zbawianie męża”, synowie piją z ojcami… tysiące kobiet wchodzi w rolę cierpiącego Chrystusa, dobrowolnie związanego z bijącym, krzyżującym i prześladującym je i dzieci mężem. Obrazy biblijne Ozeasza, przyjmującego niewierną żonę, i Pawła, uznającego męża za Chrystusa, oddającego życie za żonę nie znajdują statystycznego potwierdzenia w Kościele polskim. Przywilej naśladowania Zbawiciela cierpiącego za wspólnotę przyjmują częściej kobiety…

Jeśli jednak są kobiety, które wiedzą, że na pewno nie krzywdzą tym dzieci, a chcą przyjąć cierpienie i modlitwę za swoje powołanie… Gdy Wałejko pyta, „czy mogę zbawić inną duszę, np. współmałżonka?”, należałoby odpowiedzieć zgodnie z Biblią i historią Kościoła twierdząco. Może nie duszę, a całą osobę, może nie zbawić, a modlić się o zbawienie. Jednak doświadczenia potwierdzają skuteczność modlitwy wstawienniczej. Jezus chętnie przyjmował prośby o uzdrowienie bliskich. Paralityka przynosi czterech narwańców, którzy demolują dach, sypiący się na głowę mieszkańców, by postawić łoże przed Panem. A Jezus „spojrzał na ich wiarę” – ich, nie paralityka.

Słuchaj, Izraelu

Jak ma wyglądać duchowość małżeństwa? Uczymy się. Najstarsza duchowość ma niewiele opracowań, wzrasta dzięki kolejnym nauczycielom, świadkom i prorokom, a także spowiednikom, którzy pytają nie tylko o antykoncepcję, ale i dialog małżeński. Wiele jest dróg duchowości małżeńskiej. Życie konsekrowane w ciągu wieków dojrzało do uznania różnych dróg powołania. Uznanie wielości charyzmatów oznacza, że kartuzi nie muszą się upodabniać do pallotynów, karmel do honoratek. Podobnie możemy przyglądać się różnym drogom duchowości małżeńskiej, jak ruch rodzin nazaretańskich, Opus Dei, neokatechumenat, Chemin Neuf, Rodziny Rodzin i wiele innych. Doświadczenia te ukazują, że kierownictwo duchowe, częsta spowiedź, codzienna Eucharystia i brewiarz to doświadczenia nie tyle zakonne, ile kościelne. Modlitwa nieustanna to również nie pomysł Teresy z Avili, lecz wskazanie Jezusa dla wszystkich. Cały Izrael był wezwany do słuchania Boga całym sercem, całą duszą, całym umysłem, długo przed powstaniem form życia zakonnego… Dlaczego to zalecenie Boże dla całego narodu miałoby być po wcieleniu nagle zastrzeżone dla celibatariuszy?

Wspólna modlitwa pary jest konieczna, mimo że trudniejsza niż osobista. Naturalna jest modlitwa osobista w ciągu dnia, bo cóż bardziej oczywistego niż obecność Najwyższego. Czy rzeczywistość modlitwy nieustannej oznacza koniecznie akty strzeliste, słowa czy wyrażanie szczegółowej intencji? Może niekiedy tak, ale wydaje się, że niekoniecznie. Doświadczenie obecności polega nieraz na milczeniu, jak wiadomo od dzieci, przyjaciół i zakochanych. Psalm 131oddający doświadczenie obecności Bożej mówi o doświadczeniu bliskości, w której słowa mają niezwykle małe znaczenie: „Jak niemowlę u swej matki, tak moja dusza”.

W oryginale występuje słowo gamul – niemowlę nakarmione i zaspokojone pod każdym względem przy piersi matki. Doświadczenie tzw. „wewnętrznego skupienia” może istnieć także bez słów, także przy nader zwyczajnych czynnościach domowych, choć oczywiście może się wyrażać za pomocą aktów strzelistych.

Jednak wartość modlitwy wspólnej jest oczywista dla wszelkiego życia wspólnego. Zakony i zgromadzenia, które cenią życie wspólne, bardzo dbają o wspólną modlitwę brewiarzową, adorację itd. – niezależnie od wartości modlitwy indywidualnej. Istnieją także reguły zakonne, gdzie modlitwa indywidualna zajmuje mniej miejsca od modlitwy wspólnej, liturgicznej. Wspólnota staje jako jedno Ciało, Kościół, zachwycony Bogiem.

Może to właśnie obraz i symbol radości wspólnego uwielbienia w niebie, gdzie wszyscy odnajdziemy się przed Bogiem i dzięki Niemu, w Nim, razem?
 

1 Biblioteka Więzi, Warszawa 2004, 264 s. 
2 Małgorzata Wałejko, Razem czy osobno?, „W drodze” 1 (413) 2008. 
3 Por. L. Kuc, Krótki traktat o teologii kominikacji, Leszno 1997, s. 19, 28.

Jeden Pan, jeden Duch, jedno Ciało
Monika Waluś

żona, matka, gospodyni domowa, dr teologii, wykłada dogmatykę w Wyższym Seminarium Duchownym Braci Kapucynów, zajmuje się m.in. badaniem tradycji duchowości kobiecych, zwłaszcza założycielek zgromadzeń zakonnych XIX wieku, należy do Towarzystwa Mariologicznego i ekumeniczneg...