Jego wysokość wieżowiec
fot. laura chouette / UNSPLASH.COM

Jego wysokość wieżowiec

Zdarzało się, że spadali. Bezgłośnie, zepchnięci powiewem wiatru, kręcąc ramionami do głuchego końca. Wcześniej, jeszcze w górze, na stalowej belce o szerokości dwunastu centymetrów, podobno zamierali na chwilę. Gdy już wiedzieli, że nie ma ratunku. Że właśnie przydarza się im to, co wcześniej innym, dla których upamiętnienia przerywali robotę i spoglądali na rosnące miasto w ciszy, z kapeluszem w dłoni.

Budowniczowie pierwszych drapaczy chmur na Manhattanie pracowali bez zabezpieczeń. W spodniach w kant i koszulach z podwiniętymi rękawami przerzucali rozgrzane nity i tłukli młotami kilkadziesiąt pięter nad tętniącym miastem. Tempo było takie, że stalowe bele dojeżdżały z hut w Pensywlanii jeszcze ciepłe. Na przekór wszystkiemu, bo załamała się Wall Street, wybuchł Wielki Kryzys. Rozwibrowany świat lat 20. leciał w dół, a oni pięli się w przeciwnym kierunku – jedno piętro tygodniowo. Sprawdzali, czy konkurencja nadąża. Ci z Chryslera przez chwilę byli najwyżej. Ale zaraz Empire State Building zakasował wszystkich.

Zostało Ci jeszcze 76% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się