Jezuici na Rakhat!

Jezuici na Rakhat!

Bracia dominikanie wybaczą, że tym razem skupię się na jezuitach, ku czemu mam kilka racji. Po pierwsze, w październiku gościliśmy w Gdyni wszystkich 40 prowincjałów jezuickich prowincji w Europie z o. Generałem całego zakonu, Peterem Hansem Kolvenbachem, na czele. Po drugie, szykuję się do wyjazdu na Kongregację Generalną, która rozpocznie się z początkiem stycznia w Rzymie. Owa Kongregacja to spotkanie jezuitów z całego świata – prowincjałów i tzw. elektorów – którzy wybiorą nowego przełożonego generalnego i podejmą refleksję nad kondycją jezuitów dziś. Pytania są znane: skąd przychodzimy, dokąd zmierzamy i co nam czynić wypada?

Współczesny jezuita żyje niekiedy w napięciu pomiędzy wielką historią zakonu a niepewną przyszłością. O nieprzeciętnej historii świadczą chociażby monumentalne budowle, które dawniej były jezuickimi kolegiami (szkołami), a dziś są siedzibami urzędów, szkół publicznych, szpitali lub popadają w ruinę, jak np. olbrzymie, dawne kolegium w Chyrowie na Ukrainie. Przyszłość natomiast wydaje się niepewna m.in. z tego powodu, że w czasie soboru watykańskiego II jezuitów było 36 tysięcy, a dziś jest jedynie 20 tysięcy Przyczyną tego spadku jest stosunkowo mała liczba powołań w ostatnich dziesięcioleciach, a także kulturoworeligijny kryzys roku 1968, po którym wielu zakonników zawiesiło suknię zakonną na haku i poszło sobie w siną dal.

Trzeba jednak zauważyć, że owo przeciwstawianie wspaniałej przeszłości i takiej sobie przyszłości jest w pewnej mierze zafałszowaniem rzeczywistości. Przecież gdyby dawniej było świetnie pod każdym względem, to by jezuitów nie skasowano w 1773 roku. Ponadto nie brakuje takich, którzy przyszłość jezuitów widzą w bardzo ciekawych barwach. Czytam powieść science fiction Mary Doria Russel pt. Wróbel. Rzecz dotyczy odkrycia cywilizacji na innej planecie. W prologu książki czytamy: „Organizacja Narodów Zjednoczonych potrzebowała całych lat na podjęcie decyzji, którą Towarzystwo Jezusowe podjęło w dziesięć dni. W Nowym Jorku dyplomaci prowadzili długie i zażarte dyskusje, czy i dlaczego powinno się ryzykować życie ludzi w celu nawiązania kontaktu ze światem, który później miał być znany jako Rakhat, kiedy na Ziemi wciąż jest tyle nie rozwiązanych i pilnych problemów. W Rzymie nie dyskutowano, czy i dlaczego to uczynić, ale jak szybko da się misję zorganizować i kogo wysłać. Towarzystwo nie prosiło o zgodę żadnej doczesnej władzy. Działało według własnych zasad, na własny koszt, na mocy autorytetu Papieża”. No cóż! Nie wiem, czy w przyszłości jezuici będą kosmicznymi misjonarzami, ale gdyby rzeczywiście jakiś Rakhat został odkryty, to czemu nie…

Póki co mamy kilka innych spraw. Przede wszystkim wybór nowego Generała zakonu. Generał wybierany jest ad vitam, czyli dożywotnio. Dlatego też obecny przełożony generalny nie mógł sam siebie zwolnić z pełnionej funkcji ani zakon nie mógł tego uczynić. Taka decyzja jest jedynie w gestii Ojca Świętego. Benedykt XVI zgodził się na ustąpienie Ojca Kolvenbacha i dlatego jezuici mogą wybrać nowego przełożonego.

Z poprzedzających Kongregację Generalną spotkań i dyskusji wynika, że jezuici uważają za szczególnie ważne dla zakonu następujące zagadnienia: misja i tożsamość jezuity, rządy w zakonie, posłuszeństwo, w tym ślub posłuszeństwa Ojcu Świętemu, oraz relacja jezuici – świeccy. Pytanie o misję i tożsamość wiąże się z rozumieniem miejsca życia zakonnego w Kościele. Niektórzy uważają, że pomiędzy coraz bardziej aktywnym laikatem z wielkimi ruchami kościelnymi na czele a diecezjalną strukturą Kościoła jest coraz mniej miejsca na charyzmaty zakonne. Innymi słowy, zakonnicy konfrontują się z jednej strony z zaangażowanymi w duszpasterstwo Kościoła osobami świeckimi, a z drugiej strony porównują się z kapłanami diecezjalnymi, z czego rodzi się pytanie o to, czy i jaką nową jakość wnoszą zakonnicy w życie wspólnoty wierzących. Co takiego dają Kościołowi i światu osoby zakonne, czego nie są w stanie dać świeccy i księża? Określanie własnej misji i tożsamości nie dokonuje się jedynie poprzez odróżnianie się od innych, ale również we współpracy z innymi. Dziś znakiem czasu jest potrzeba coraz większego włączania świeckich w misję zakonów. Niemożliwe jest bowiem bycie dla innych bez bycia z innymi.

Kwestia rządów w zakonie jezuitów łączy się z obecnym w całym Kościele napięciem pomiędzy tzw. rzymskością Kościoła (centralizm) a wielością i różnorodnością Kościołów lokalnych (pluralizm). Zbytni centralizm może prowadzić do skostnienia, ale zbytni pluralizm może zagrażać jedności, a także skuteczności działania zakonnej instytucji. Władza w zakonie sprawowania jest m.in. poprzez zakonne posłuszeństwo. Jezuici od początku wyróżniali się tym, że składali IV ślub posłuszeństwa papieżowi. Trzeba nam zrobić rachunek sumienia z przeżywania tego ślubu. Wydaje się, że mamy tu pewien problem, gdyż w ostatnich latach niejeden jezuita zagubił się w krytykowaniu papieży. Usprawiedliwiano przy tym tego rodzaju antywatykańskie harcowanie stwierdzeniem, iż prawdziwe posłuszeństwo nie polega na potakiwaniu głową. Niby tak, ale trzeba o tym na Kongregacji porozmawiać…

Jezuici na Rakhat!
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....