Józefa Hennelowa

Józefa Hennelowa

Szanowna Redakcjo,

z przykrością stwierdzam, że przywołując na wstępie mojego artykułu cytat z niego, redakcja dokonała w nim skrótu zmieniającego sens. Zdanie, które napisałam, brzmiało: „katolicy nie mogą się domagać, by cała rzeczywistość prawna i medyczna w państwie także i w tym względzie rządziła się ich zasadami”. Stwierdzenie „także i w tym względzie” precyzowało sens, odnosiło się bowiem, co z kontekstu jasno widać, tylko do nauki Kościoła w przedmiocie antykoncepcji, obowiązującej katolików, ale przecież dopuszczalnej w wielu wyznaniach chrześcijańskich, a tym bardziej przez niewierzących czy agnostyków. Te właśnie słowa redakcja wykreśliła, nadając mojej opinii charakter generalizujący. Taka operacja nazywa się, niestety, manipulacją.

Nie otrzymałam zaproszenia do zabrania głosu po moich polemistach, co normalnie jest praktykowane, a tu naprawdę byłoby o czym mówić i myśleć. Ale jedna sprawa ma charakter dość prowokacyjny i zostałam wręcz wezwana do odpowiedzi. Pan Jacek Pulikowski domaga się ode mnie przyznania, że zdanie, w którym piszę, iż kobiecie niezgadzającej się na macierzyństwo należy się „pozostawienie możliwości uniknięcia takiego losu”, tak naprawdę oznacza „przyzwolenie na aborcję”, a więc stawia mnie automatycznie „nie w gronie obrońców życia i nie w łonie Kościoła”. Nie, proszę Pana, nie o tym napisałam, używając cytowanych przez Pana słów. Wystarczy czytać bez uprzedzenia i podejrzliwości, może też bez intencji inkwizytorskich. Na tej samej stronie trochę wcześniej wyraziłam to samo zdanie innymi słowami: „Wyjście inne niż wyrok śmierci na niechciane dziecko musi być zagwarantowane (…)”. Mowa jest o kobietach, które nie będąc katoliczkami, powinny móc realnie posłużyć się antykoncepcją w sytuacji, gdy ewentualność macierzyństwa widzą jako los absolutnie nie do przyjęcia.

Józefa Hennelowa

Kraków, 27 marca 2005 roku