Judasz i Leonardo da Vinci

Judasz i Leonardo da Vinci

W zastraszającym tempie zmniejsza się dziś liczba spraw odpornych na banalizację. Problemów, które opierałyby się prezentacji ich w taki sposób, aby nie stanowiły igrzysk dla mas, które, zdaje się, potrzebują ich w równym stopniu, co chleba. Od obowiązującej obecnie reguły przerabiania wszystkiego na skandal nie jest wolna religia. Przeciwnie, wiara odnosi się do sekretnych części ludzkiej duszy, więc tym bardziej jest narażona na manipulacje. Przez kogo? Przede wszystkim przez media i rozmaitych podrzędnych literatów, którzy w tematach związanych z religią dostrzegli nagle żyłę złota.

Jeszcze nie tak dawno rozmaici mędrcy głosili, że nowoczesne społeczeństwo doskonale może obyć się bez religii. Skutecznym antidotum na zabobony, które niesie ze sobą na przykład chrześcijaństwo, miała być sekularyzacja. Ta jednak, nim na dobre zagościła w naszej kulturze, wylądowała na śmietniku historii. Za to religia po chwili kryzysu powróciła z tryumfem do społecznego krwioobiegu.

Cóż jednak po religii w czasie marnym? Gdyby żył dziś Kartezjusz, uznany zostałby za szaleńca, jeśli chciałby podtrzymywać swoją główną tezę, że „o tyle się jest, o ile się myśli”. Obecnie zdaje się, że to Kartezjańskie stwierdzenie nie wytrzymuje próby czasu i zostaje poddane poważnej rekonstrukcji. Po jej przeprowadzeniu zasada francuskiego filozofa, brzmi: „istnieję o tyle, o ile jestem pokazany”. Jeśli więc to nie „myślenie”, a „pokazywanie” jest kamieniem węgielnych naszych czasów, to przed religią stają wyzwania może nawet trudniejsze niż te, które niosła ze sobą sekularyzacją.

Konsekwencją mediatyzacji naszego życia jest to, że człowiek – również człowiek religijny – podstawowe wiadomości na temat swej wiary czerpie z przekazów medialnych. Jest więc gotów przyjąć każdą głupotę, jeśli ta przebije się – a przebija się coraz częściej – na pierwsze strony gazet i czołówki serwisów informacyjnych. Ostanie tygodnie przyniosły dwa takie newsy, które mają wstrząsnąć chrześcijaństwem i zdemaskować kościelny spisek.

Pierwszy to Ewangelia Judasza. Odnaleziony i przełożony papirus jest może i ważny, ale dla archeologii, bo do teologii wnosi niewiele nowego światła. Judaszowy tekst jest apokryfem, a takich Kościół zna kilkanaście. Zawarte w Judaszowym przekazie tezy są intrygujące, jednak należy podchodzić do nich z intelektualną czujnością. Jeśli bowiem papirus, jak powszechnie się sądzi, ma być milowym krokiem w rehabilitacji zdrajcy Jezusa, człowieka tyleż tragicznego, co spowitego tajemnicą, to trzeba wiedzieć, że myśl chrześcijańska takie próby podejmuje nie od dziś. Do życzliwej interpretacji dramatu Judasza zachęcał też Jan Paweł II w książce Przekroczyć próg nadziei. Sugerował, że historia Jezusowego apostoła wpisuje się w tajemnicę „pomiędzy miłosierdziem Boga a ludzkim sumieniem”.

Drugim wydarzeniem medialnym jest książka Dana Browna Kod Leonarda da Vinci i zrealizowany na jej podstawie film, który trafił właśnie na nasze ekrany. Wylano już morze atramentu, by zdemaskować błędy, przeinaczenia i fałszywe oskarżenia pod adresem chrześcijaństwa i Kościoła nakreślone przez Browna.

Przyznaję się bez bicia, że książki nie czytałem. Ba, nie mam najmniejszego zamiaru tego czynić. Nie pójdę także do kina, by zobaczyć kasowy film. Dlaczego? Nie zamierzam czerpać wiedzy o swej tradycji religijnej i Kościele z książek podrzędnych pismaków. Proponuję natomiast rozczytywanie się w działach chrześcijańskich myślicieli i mistyków: poczynając od Ojców Kościoła (św. Augustyn, Tomasz z Akwinu), poprzez mistyków (Mistrz Eckhart, Juliana z Norwich), a na współczesnych teologach kończąc (ks. Tomáš Halík, Adolphe Gesché czy John Milbank).

Jeżeli bowiem nie podejmujemy trudu studiowania dziejów własnej tradycji religijnej, jeśli książki klasyków myśli teologicznej pokrywa gruba warstwa kurzu, wtedy rzeczywiście gotowi jesteśmy przyjąć każdy news medialny za „prawdę objawioną”. Jeśli zgodzimy się, że religia to rzecz poważna, nie stanie przed nami kuriozalny wybór: albo czytać Browna, albo św. Augustyna. Albo medytować nad Ewangelią Judasza, albo św. Jana. Zawsze i wszędzie opowiemy się za Biblią i Augustynem, bo przecież religia to kwestia poważna. I dlatego szkoda czasu na bzdury.

Judasz i Leonardo da Vinci
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego.Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...