Kobieta, polityk, mistyk

Kobieta, polityk, mistyk

Ulubionym jej zwrotem jest też włoskie słowo voglio — chcę. Taki sposób zwracania się do Stworzyciela objawia niesamowite zaufanie i pokorę. Pokorę pojmowaną nie jako spuszczenie głowy i uniżenie oczu. Katarzyna bez lęku staje przed Stwórcą, odsłaniając swoje serce i wołając „ja chcę”.

Nie czas spać, czas bowiem nie śpi, ale ciągle pędzi jak wiatr.

św. Katarzyna

Święta Katarzyna — niewiasta mężna. Mistyk i polityk, zatroskana o wielkie sprawy tego świata i pamiętająca o materialnych potrzebach znajomych sióstr. Lektura jej listów 1 to fascynujące spotkanie z człowiekiem żyjącym w rzeczywistościach z pozoru nie do pogodzenia. Wydaje się jakby dla obecnych czasów tęsknoty za duchowością i równoczesnego zniechęcenia polityką, gdy poszukiwanie Boga wydaje się równoznaczne z porzuceniem brudnej codzienności, Katarzyna napisała swym życiem komentarz do betlejemskiej stajenki. Bóg przyszedł na ziemię! Jego ślady są zatem obecne w codzienności — również w polityce.

Czas Katarzyny

Katarzyna przychodzi na świat w połowie czternastego wieku, 25 marca 1347 roku. Jest dwudziestym trzecim spośród dwudziestu pięciorga dzieci farbiarza wełny ze Sieny. Łatwo sobie wyobrazić, że nie umie pisać ani czytać. W tych czasach edukację odbierali wybrani. Umiera w wieku trzydziestu trzech lat. I trudno potraktować ten fakt jako przypadek. Listy z 1380 roku opisują ostatnie chwile jej życia. Przypominają konanie Chrystusa na krzyżu — w życiu Katarzyny ze Sieny właściwie powtarza się męka Zbawiciela.

Katarzyna w krótkim czasie dokonuje mnóstwa rzeczy. Mając siedem lat, święta składa Chrystusowi ślub dziewictwa, a chwila rozpoczęcia głoszenia Słowa poprzedzona jest mistycznymi zaślubinami ze Zbawicielem. Gdy zaczyna swoją działalność, jest bardzo młoda — ma dziewiętnaście lat. Wtedy powstaje bella brigata, grupa licząca czasami do czterdziestu osób, które z młodą tercjarką zakonu dominikańskiego wyruszają w kaznodziejską drogę.

Między dziewiętnastym a dwudziestym siódmym rokiem życia działalność Katarzyny to głoszenie słowa Bożego oraz zajmowanie się ubogimi i chorymi. W 1374 roku, mając dwadzieścia siedem lat, przybywa do Florencji i tym samym wchodzi w polityczne życie włoskich miast.

Czternasty wiek to dla Kościoła i Europy czas dramatycznych napięć. Papież pozostaje w niewoli awiniońskiej, nie mieszkając w Rzymie, lecz w Awinionie. Zanurzony w doczesności, nie poprzestaje na rzucaniu interdyktów przeciw zbuntowanym włoskim republikom, lecz zbrojnie przeciw nim występuje. Naprzeciwko siebie stają wojska składające się z braci chrześcijan, którzy wzajemnie się mordują.

Sposób sprawowania władzy w Kościele jest wtedy często naznaczony nepotyzmem. Popierani przez papieża krewni zostają kardynałami i przełożonymi Kościoła. Źli pasterze, największa słabość Kościoła tamtego czasu, powodują cierpienia Katarzyny, która pisze: „Jaki wstyd patrzeć na ludzi, którzy powinni być wzorem dobrowolnego ubóstwa, powinni rozdawać ubogim dobra świętego Kościoła, a tymczasem oddają się przyjemnościom, zaszczytom, przepychowi, ucztowaniu i innym marnościom tego świata” (140) 2 Z naciskiem wraca do porównania złych pasterzy z wilkami pożerającymi dusze: „Mówię wyraźnie, nie nawracają ci pasterze, ale pożerają dusze, a wszystko to z winy miłości własnej, którą żywią do samych siebie” (157). Miłość własna pcha do zajmowania się doczesnością — dobrym jedzeniem, pięknymi pałacami, dorodnymi końmi.

Katarzyna, córka Kościoła, jest w centrum tego dramatu: „Oj, Boże mój, Boże, co za hańba! To, co Chrystus zdobył na drzewie krzyża, trwoni się teraz z metresami” (115). Nie potrafi pozostać obojętna wobec grzechu w Kościele, jest on jej własną raną. Podejmuje też starania o naprawę wspólnoty. Pisze wprost do papieża, że nepotyzm i przesadna łagodność są jego błędem. Jest zbyt miłosierny i przez to nie wykorzystuje właściwie powierzonej mu władzy (por. 113).

Wrażliwa i współczująca patronka lobbingu

Katarzyna ma dwadzieścia siedem lat, gdy zostaje poproszona o reprezentowanie Florencji u papieża. Wypływa na wzburzone morze ówczesnej polityki kościelnej — podejmuje się negocjacji. Niezwykłe, że prosta i niepiśmienna kobieta w tak młodym wieku staje wobec papieża i władców tego świata. Jej działalność to nie tylko bezpośrednie spotkania, ale też pisanie listów, które dyktuje licznym sekretarzom. Wkraczając w struktury i mechanizmy ówczesnego społeczeństwa, pozostaje jednak pełna modlitwy i skupienia. Jak udaje się jej pogodzić tak z pozoru sprzeczne elementy — to pytanie nieustannie powraca podczas czytania listów.

Katarzyna, chociaż rzadko mówi o sobie wprost, ma świadomość własnej niepozorności. Jest prosta i nieuczona (por. 166), nie ma też silnego zdrowia. Wątek słabego zdrowia przewija się w listach: „Przyszłabym chętnie, aby spełnić twoje, panie, życzenie, ale nie pozwala mi na to moje ciało” (63) oraz „zanoszę modły, na ile mi pozwala moje słabe ciało” (92). To zresztą dosyć charakterystyczne, że święci dokonujący wielkich czynów okazują się często słabego zdrowia. Jednym z przykładów w kontekście polskim jest matka Róża Czacka. Założycielka dzieła Lasek, zajmującego się osobami ociemniałymi, sama była osobą prawie niewidzącą. W doświadczeniu słabości i choroby stworzyła ogromny zakład dla potrzebujących dzieci.

Katarzyna jest wyczulona również na potrzeby materialne. Jak współczesna lobbystka — to nieładne słowo, ale w pewnej mierze oddaje bogactwo jej charakteru — pisze do znajomego: „Dowiedz się, bracie, czy pani Lippa zapisała coś w testamencie dla klasztoru św. Agnieszki. Jeżeli nic im nie dała, zajmij się tymi zakonnicami, gdyż są naprawdę w wielkiej potrzebie” (73). Czymś naturalnym jest dla niej prosić, żeby ktoś zadbał o znalezienie pieniędzy dla sióstr. Ma również ogromne wyczucie. Świadczy o tym niezwykły list do przyjaciela i spowiednika, dominikanina Rajmunda z Kapui, opowiadający o śmierci skazańca Niccolo Tuldo. Sienenka odkryła, że musi być przy skazanym, by w chwili śmierci pomóc mu wyznać Chrystusa. Ostatnie minuty życia Niccolo to jakby rozmowa Katarzyny z jego sercem. Czuła jego strach i trwożliwe zamieranie, dlatego wciąż z nim rozmawiała i mówiła o Bogu (por. 77). Jakby w odpowiedzi na miłość świętej Niccolo, gdy był ścinany, miał powtarzać „Jezus, Katarzyna!” (por. 78).

Tę wrażliwą i współczującą świętą można nazwać patronką lobbingu. Nie lęka się bowiem wpływać na decyzje przełożonych. Często kieruje do znajomych listy polecające swoich podopiecznych (por. 87, 129, 155, 159). Gdy dociera do niej wiadomość, że papież chce ustanowić generała dominikanów biskupem, natychmiast interweniuje (por. 130, 134). Zwraca się do Ojca Świętego z prośbą, by nowy przełożony dominikanów spełniał kryteria świętości. Dorzuca, jakby mimochodem, że napisze też do jednego z kardynałów, do pewnego notabla i jeszcze do Rajmunda z Kapui, i prosi, by papież z nimi porozmawiał. Wspomniane trzy osoby, informuje o liście do papieża i prośbie o rozmowę, podaje już konkretne imię mistrza Stefana. Dominikanin ów bowiem jest według niej godny pełnienia tej funkcji. Takie działania — przypominające bardzo kampanię wyborczą — wynikają z bólu spowodowanego kryzysem w zakonie świętego Dominika. Jest on dla niej zdziczałym sadem, przeraża Katarzynę tym, co się w nim dzieje (por. 126).

Listy braterskich upomnień

Jednym ze sposobów łączenia modlitwy i pracy jest dla Katarzyny umieszczanie na końcu każdego listu słów przypominających akt strzelisty: „Jezu słodki, Jezu Miłości!”. Podobny zwyczaj można odnaleźć w sposobie pracy Jana Pawła II. W wydanym niedawno Tryptyku rzymskim reprodukcje oryginałów wierszy ukazują zapisane na marginesach zawołania modlitewne do Jezusa albo do Najświętszej Maryi Panny.

Adresatami listów Katarzyny ze Sieny są często władcy i ludzie decydujący o losach ówczesnego świata. Wśród nich król Francji, królowa Neapolu czy też córka polskiego króla Władysława Łokietka. Można wśród nich znależć też przełożonych Kościoła — kardynałów, biskupów, arcybiskupów i papieży — przede wszystkim Grzegorza XI, a potem Urbana VI. Spośród przyjaciół najwięcej korespondencji otrzymuje spowiednik Katarzyny Rajmund z Kapui.

Cechą charakterystyczną listów i uprawianej przez Katarzynę polityki jest to, co nazywamy corectio fraterna. Można zaryzykować twierdzenie, że każde pismo zawiera takie upomnienie braterskie. Formułuje je w sposób bardzo zręczny. Listy otwiera prawie identyczna formuła: „Ja, Katarzyna, sługa i niewolnica sług Bożych, piszę do Ciebie w drogocennej krwi Chrystusa, pragnąc ujrzeć Ciebie (takim i takim, taką a taką)”. Skoro święta pisze: „Pragnę ujrzeć Ciebie mężnego, odzianego w miłość Chrystusa, rozmodlonego; pragnę, żebyś był dobrym władcą”, oznacza to, że adresatom brakuje tej cnoty. Poprzeczka upomnienia jest zawsze wysoko ustawiona, co dla Katarzyny jest oczywistym wyrazem jej miłości.

Niektóre z upomnień zadziwiają bezkompromisowością, zwłaszcza gdy zwraca się do przełożonych Kościoła. W piśmie do kardynała Orsiniego powie: „Ojcze, musisz być wonnym kwiatem, a nie śmierdzącym chwastem. Nie możesz być słaby, lecz mocny. Jesteś słabą kolumną z winy swej ludzkiej natury” (67–69). Do arcybiskupa Pizzy Moriccota da Vico napisze: „I nie udawaj, że nie widzisz zła, gdyż nie jest to postępowanie godne pasterza. Drogi Ojcze, nie ociągaj się dłużej, gdyż z powodu braku nagany wielu ludzi utraciło cnoty. Drogi Ojcze, dosyć tych maści, na miłość Boską, dosyć! Użyjcie rozgrzanego żelaza, wypalając wady ze świętą i prawdziwą sprawiedliwością złączoną z miłosierdziem. Błagam Cię, na Miłość Chrystusa Ukrzyżowanego, nie śpij już dłużej!”.

Zadziwiający jest też sposób, w jaki święta ze Sieny przemawia do notabli ówczesnego świata. Można by się bowiem spodziewać pewnej uniżoności, tymczasem — chociaż pojawiają się słowa „proszę” i „chciałabym” — tryb warunkowy jest przez nią dosyć rzadko używany. Najczęściej powraca słowo „nakazuję”. Do kardynała Orsiniego czy do królowej Neapolu napisze: „Nakazuję Ci w Imię Chrystusa Ukrzyżowanego”, a do króla Francji, chociaż użyje słowa „proszę”, to jednak za chwilę doda: „Wymagam od Ciebie”, żebyś postępował w określony sposób.

Chcę, żebyś powstał ze snu

Ulubionym jej zwrotem jest też włoskie słowo voglio — chcę. Podczas asystowania przy śmierci Niccolo Tuldo modli się do Boga, wołając: „ja chcę” (78), żeby on był zbawiony. Taki sposób zwracania się do Stworzyciela objawia niesamowite zaufanie i pokorę. Pokorę pojmowaną nie jako spuszczenie głowy i uniżenie oczu — Katarzyna bez lęku staje przed Stwórcą, odsłaniając swoje serce i wołając „ja chcę”.

Powtarzającym się często motywem jej duchowości jest „powstanie ze snu”. Nie lubiła gnuśności i lenistwa, dlatego wołała, że nie chce łoża i „nie chcę pościeli” (76). Sen kojarzy z zakopywaniem ewangelicznych talentów i marnowaniem czasu. Czas jest darem, który wciąż umyka, dlatego: „Nie czas spać, czas bowiem nie śpi, ale ciągle pędzi jak wiatr” (99). I stąd powtarzające się jak refren w braterskich upomnieniach słowa: „Obudź się, Ojcze, ze snu niedbałości i niewiedzy! Ojcze, nie śpij już dłużej! Dalej, żywo, Ojcze mój miły, nie śpijmy już dłużej! Zerwijmy się z łoża niedbałości”.

Inny sposób przedstawienia przypowieści o talentach to analogia do biegu. Do władcy Mediolanu Bernaby Viscontiego będzie wołała: „Rusz się, Ojcze! Dalej, żywo, biegnij” (por. 54). Konieczność biegu wiąże doświadczenia tajemnicy nadejścia godziny śmierci. Katarzyna bardzo dobrze zna powszechną pokusę odkładania pilnych spraw na jutro. Pokusa opiera się na złudnym wrażeniu, że starczy czasu. Nawiązując do tej ułudy, mówi: „»zrobię to jutro« — nie jesteś przecież pewny, czy zostanie ci dany czas; nie myślcie o jutrze” (106).

Obraz powstawania ze snu, biegu i nawoływanie do nieodkładania na jutro stają się komentarzem do Ewangelii o dniu Pańskim przychodzącym jak złodziej (por. Mt 24,43). Póki jest dzień, trzeba pracować i robić, co jest do zrobienia. Praca duchowa jest przez świętą ze Sieny przyrównywana do walki, bitwy i wojny (por. 103, 109). Całe życie jest dla niej bitwą, której dorosły człowiek nie uniknie. Wszelkie starania i duchowe zabiegi przysposabiają do walki na pierwszej linii frontu.

Ojcze Święty, użyj władzy — zadbaj o Pasterzy

Wśród listów Katarzyny bardzo istotne są pisma do papieży, zwłaszcza do Grzegorza XI przebywającego w niewoli awiniońskiej. Uderzające jest, że choć Katarzyna zwraca się do niego „Wasza Świątobliwość”, bardzo często mówi też „Ojczulku” (por. 122, 146, 156, 160, 166). Mimo tego zażyłego tytułu oraz wyznawanej co jakiś czas wobec papieża miłości i gotowości oddania życia, trudno się spodziewać z jej strony wyłącznie łagodnych słów. Z właściwą sobie mocą, w jednoznaczny sposób upomina: „Jeżeli dotąd nie byłeś dosyć mocny, proszę Cię i żądam, abyś wziął pod uwagę czas, jaki Ci jeszcze został dany, i abyś zaczął postępować mężnie, jak człowiek odważny, naśladując Chrystusa, którego namiestnikiem jesteś. Nie lękaj się, Ojcze” (124). Pisząc do następcy Chrystusa, wspomina o skutkach miłości własnej, „miłowania siebie bez Boga”. Sugeruje tym samym, że papież jest dotknięty słabością miłości własnej. Taka miłość stawia człowieka w centrum, każe pragnąć przypodobać się podopiecznym i uniemożliwia bycie dobrym pasterzem.

Upominanie Grzegorza XI wynika u Katarzyny z niezwykłej zażyłości z papieżem. Pisze do niego: „postępuj tak, żebym nie musiała się skarżyć Bogu na Ciebie” (161). Słowa te pojawiają się w kontekście najważniejszej dla Katarzyny troski — zapewnienia w Kościele dobrych pasterzy. Jest świadoma, że dobrzy przełożeni kierują Kościół na właściwe drogi, dlatego namawia papieża do użycia władzy, by zerwać z chorobą nepotyzmu. I dodaje ostro, że jeżeli tego nie uczyni, niech lepiej tę władzę odda (por. 160). Kryterium wyboru nowych pasterzy musi być merytoryczne — nie pochlebstwa, nie pieniądze, nie pochodzenie, nie znajomości, ale cnota i dobra sława (por. 115).

Katarzyna nakłania też Grzegorza do wyrzucenia złych pasterzy (por. 114). Równocześnie podkreśla jednak, że decydować o tym mogą tylko ludzie mający odpowiednią władzę (por. 52). Nawet bowiem zły pasterz jest pasterzem rozdającym Ciało i Krew Chrystusa i należy okazywać mu posłuszeństwo (por. 150). Gdy jeden ze świeckich władców sam wymierzył sprawiedliwość pasterzowi, Katarzyna zaprotestowała i zawołała: „Nie wolno” — bo pasterze należą do Chrystusa i do tych, którym Zbawiciel przekazał władzę. Jest w swoim radykalizmie pełną krytycyzmu córką Kościoła, realistką, która miłuje Oblubienicę Chrystusa. W duchu posłuszeństwa wykorzystuje wszelkie dostępne w Kościele sposoby, żeby zmienić jego sytuację.

Pod wpływem Katarzyny papież wyruszył w drogę do Rzymu i zatrzymał się w porcie w Genui. Być może zła pogoda nie pozwalała dalej podróżować. Być może jednak przeciw kontynuowaniu podróży oponowali najbliżsi współpracownicy. Papież bowiem był zależny od kolegium kardynalskiego, w którym większość stanowili Francuzi. Optowali za pozostaniem w Awinionie, ponieważ przedkładali lokalny interes nad dobro powszechnego Kościoła. Pod osłoną nocy Grzegorz XI przychodzi do Katarzyny, by porozmawiać z nią bez wiedzy współpracowników. Wobec oporu kardynałów Katarzyna sugeruje użycie „świątobliwego oszustwa” (por. 166). Chodzi o to, by papież utrzymał kardynałów w przedświadczeniu, że się waha, i równocześnie wyjechał w tajemnicy nocą. Zanim ktokolwiek się zorientuje, Ojciec Święty będzie znowu w Stolicy świętego Piotra. „Świątobliwy podstęp” pojawia się też, gdy Katarzyna sugeruje Ojcu Świętemu miłosierdzie i łagodność wobec zbuntowanych Florentczyków (por. 158). Miłość będzie przemawiała do nich tak silnie, że nie będą mogli się jej oprzeć. Gdy wrócą do jedności z papieżem, uznając go za przełożonego, wtedy będzie mógł wymierzać należne kary.

Przyjaźń Katarzyny — idź choćby na czworakach

Także wobec swoich przyjaciół Katarzyna jest niezwykle wymagająca. Jej spowiednik święty Rajmund z Kapui został wysłany z misją do Francji i wycofał się z zadania (por. 303–308). Katarzyna pisze do niego: „zdawało Ci się, że nałożono na Ciebie tak wielki ciężar, że nie mogłeś go unieść” (303). Często dzieje się tak w przyjaźni, że ktoś zaczyna się zastanawiać, czy druga osoba rzeczywiście chce jego dobra. Taki zasadniczy kryzys miłości pojawia się w relacji Katarzyny i Rajmunda: „wydawało Ci się, że mierzę Cię inną miarą niż siebie i myślałeś, że zmniejszyła się moja miłość i przywiązanie do Ciebie”. I dodaje, że Rajmund, skupiony na sobie, przestał prawdziwie postrzegać rzeczywistość: „nie zauważyłeś natomiast, Ojcze, że we mnie wzrastało to, co w Tobie się umniejszało, gdyż miłuję Cię tą samą miłością, którą samą siebie. Wierzyłam też mocno, że to, czego nam brakuje, Bóg dopełni w dobroci Swojej. (…) Ale jednak potrafiłeś znaleźć sposób na to, by rzucić na ziemię swój ciężar” — czyli żeby zrzucić to zadanie, które Bóg na niego nałożył. „Przykryłeś nagość swej niewierności słabościami i łachmanami wymówek” — to jest dowód na zwątpienie w przyjaźń, zwątpienie w jej miłość.

Przedziwny jest ton tego listu. Katarzyna pisze go, mając trzydzieści jeden lat, Rajmund ma lat czterdzieści osiem. I mimo różnicy wieku kieruje tak trudne słowa do ojca duchowego. W liście daje też odpowiedź na pytanie, co jest najważniejsze w życiu: „Czy potrafisz uwierzyć, mój Ojcze, że nigdy nie pragnęłam niczego innego, jak tylko życia Twej duszy? Gdzież się podziała wiara, którą zawsze miałeś i powinieneś mieć także teraz? Gdzież pewność, że zanim cokolwiek zrobimy, Bóg widzi wszystko i o wszystkim decyduje? Widzi nie tylko Twoją misję, która jest tak bardzo ważna, ale każdą najmniejszą rzecz. Gdybyś był wierny, Ojcze, nie kroczyłbyś chwiejnym krokiem, nie drżałbyś ze strachu przed Bogiem i przede mną, ale jak wierny i posłuszny syn, poszedłbyś naprzód i zrobił to, co się da zrobić. Drogi mój Ojcze, jeżeli nie możesz iść wyprostowany, idź na czworakach, jeżeli nie możesz iść w stroju zakonnika, idź w ubraniu pielgrzyma, jeżeli braknie Ci pieniędzy, proś o jałmużnę. Owo wierne posłuszeństwo więcej znaczy w oczach Boga i w sercach ludzi niż wszystkie ludzkie ostrożności” (304).

Katarzyna musiała zmierzyć się z problemem Rajmunda, którym było zwątpienie w przyjaźń i zwątpienie wiary. Zaowocowało ono zatrzymaniem w drodze i wycofaniem się. Tak się dzieje, gdy ktoś ulega podszeptom „miłowania siebie bez Boga” — spogląda na siebie i doznaje przerażenia. Spostrzega, że nie ma wystarczającej wiary, nie ma dosyć sił, by iść do przodu. Dlatego Katarzyna pisze do Rajmunda, że nie jest ważny sposób. Ważne jest, żeby iść do przodu, nawet jeżeli miałoby to odbywać się na czworakach. Człowiek w życiu jest pielgrzymem, który ma codziennie ruszać w drogę. Przytoczone wcześniej analogie powstawania ze snu, biegu, ruszania z miejsca oraz list do świętego Rajmunda tworzą obraz pielgrzymiego powołania. Jest ono wyrazem posłuszeństwa i zaufania do Boga — człowiek idzie, walczy, próbuje, co znaczy więcej niż wszelkie ludzkie kalkulacje.

Słowo świętej Katarzyny nabiera szczególnej mocy wszędzie tam, gdzie problemem jest narzekanie i twierdzenie, że nic się nie da zrobić. We współczesnym polskim doświadczeniu powszechne są twierdzenia, że wszyscy kradną, wszystko zostało zmarnowane, jest zupełnie źle i czarno. Gdyby Katarzyna coś takiego usłyszała, powiedziałaby: „Dosyć spania! Nie chcę pościeli! Trzeba iść do przodu, trzeba podjąć walkę i zrobić, co jest możliwe do zrobienia”.

Skąd ona to ma?

Jak to możliwe, że Katarzyna nie bała się polityki i zajmowania jednoznacznego stanowiska? Wspomina o tym, gdy pisząc do papieży, kardynałów i biskupów, prosi, by wybaczyli jej zuchwałość i równocześnie dodaje, że jest taka, ponieważ miłuje. Z miłości i z bólu rodzą się jej słowa — gdyż źle się dzieje w ukochanym Kościele (por. 70, 129, 159).

Katarzyna jest niesamowicie odważna i obce są jej kalkulacje, które dzisiaj nazywa się polityczną poprawnością. Nie oznacza to w żadnej mierze braku rozsądku i mądrości. W jednym z listów wspomina o chęci przybycia, którą powstrzymuje możliwość stania się przyczyną zgorszenia (por. 63). Precyzyjnie ocenia rzeczywistość — jej przyjazd przyniósłby w tamtym czasie złe skutki. Jej troską jest dobro Kościoła, które zapewnia ustanawianie dobrych przełożonych. O pierwsze miejsca dla innych walczy zatem niezmordowanie.

Wolność wewnętrzna świętej ze Sieny bierze się z poznania siebie i wyraża się w słowach „kocham, bo jestem kochany” (por. 136). Gdy pisze do pewnej kobiety, żeby zanurzyła się w miłości, to jakby z nią dialogowała: „Gdybyś mi powiedziała, czcigodna matko: »Nie ma we mnie miłości, a skoro bez miłości nic nie mogę zrobić, to jak mam ją zdobyć?«. A ja ci mówię, że miłości nie zdobywa się inaczej jak tylko miłością. Zatem ten, kto chce być kochany, powinien najpierw pokochać, to znaczy mieć wolę miłości. Gdy zaś już poczuje tę wolę, to powinien otworzyć oko poznania i rozejrzeć się, gdzie i jak znaleźć tę miłość. Znajdzie ją w sobie samym” (56). Wola miłości, jej pragnienie i tęsknota prowadzą do poszukiwania. Potem oko intelektu, oko duszy poznaje siebie jako kogoś, kto właściwie nie istnieje, a Boga jako Tego, który istnieje. Człowiek żyje tylko dlatego, że Bóg chciał się z nim podzielić swoją miłością: „Bóg, patrząc w siebie, zakochał się w pięknie swego stworzenia, poruszony ogniem bezgranicznej miłości zaczął działać tylko po to, żeby stworzenie miało życie wieczne i cieszyło się nieskończonym dobrem, którym cieszył się Bóg w sobie samym. O nieogarniona, niewysłowiona Miłości, jak wspaniale okazałaś swą Miłość!” (49). Człowiek jest zdolny odkrywać niepojętą tajemnicę: „w poznaniu siebie, dzięki któremu widzi siebie jako coś, co samo z siebie nie istnieje, a zarazem poznanie poznaje, że istnienie zostało mu dane przez Boga z Miłości i z Miłosierdzia. Gdy nasze poznanie pojmie tę dobroć, wytryśnie w nas żywe źródło łaski, z którego wypłynie czysta woda głębokiej pokory niepozwalającej nam upaść ani unieść się pychą z powodu zajmowanego urzędu czy zdobytej sławy” (112). Kontemplacja tajemnicy istnienia staje się lekarstwem usuwającym lęk. Zachwyt nad tajemnicą Bożej miłości przynosi wolność. Człowiek przestaje się przejmować światem, myśleć o urzędach i stopniach czy o przerastających możliwości zadaniach.

Z Miłości i dla Miłości został stworzony Człowiek. Stracił jednak Miłość przez grzech pierworodny. Wtedy Bóg znowu dokonał niesamowitego gestu — oddał życie za przyjaciół swoich. W listach Katarzyny wciąż powtarzającym się motywem jest Krew Baranka. W adresach swoich pism powtarza: „piszę do Ciebie w Krwi Baranka”. Mówi też często: „zanurz się w Krwi Baranka; pij Krew Baranka; oblej się Krwią Baranka” (por. 76, 303). Krew Baranka jest dla niej dowodem miłości. Z człowiekiem było źle, bo się zgubił, nie wiedział, jak kochać, nie znał drogi, dlatego Bóg przyszedł na ziemię i kochał aż do końca, przez śmierć otwierając człowiekowi drogę Miłości. Krew Baranka przelana na krzyżu jest tą Miłością. Zanurzanie się w Niej stanowi przez wiarę lekarstwo przywracające wolność.

Chrześcijański pielgrzym

Święta Katarzyna ze Sieny kroczyła po wodzie. Niewykształcona, młoda kobieta upominała najważniejszych ludzi XIV wieku. Dzięki niej papież powrócił z Awinionu do Rzymu. Dokonała rzeczy nieprawdopodobnych. Jej listy sugerują jednak, że chodzenie po wodzie jest normalną drogą chrześcijańskiego pielgrzyma. Każdy wierzący w Chrystusa może zanurzać się w drogocennej Krwi Zbawiciela, by dokonywać rzeczy niemożliwych.

W mistyce dla wielu interesujące są wizje. Dla Katarzyny mistyka oznacza zakochanie się w Bogu. On mnie kocha, dlatego ja się w Nim zakochuję. Kocham też to, co On kocha, przyjmuję świat jako Jego Miłość. Świat z jego zniewagami i odrzuceniem, całą ciemną stronę tej ziemi.

Taka miłość upodabnia przyjaciół, dlatego święta Katarzyna, gdy ma trzydzieści trzy lata, przeżywa agonię (por. 368, 372). Opowiada, że dusza jej znalazła się obok ciała, a ciało upadło na ziemię. Najtrudniejszym doświadczeniem konania były ataki szatańskie, przeżycia bardzo podobne do późniejszych doświadczeń Teresy od Dzieciątka Jezus i Faustyny Kowalskiej. Taktyką diabła jest wtedy sugestia, że nic nie ma sensu. Katarzyna jest atakowana obrazami własnej nicość i grzechu. Jej obrona to trzymanie się słów, które napisała kiedyś do Rajmunda z Kapui: „jeżeli nie możesz iść wyprostowany (…). Owo wierne posłuszeństwo więcej znaczy w oczach Boga i w sercach ludzi niż wszystkie ludzkie ostrożności” (304). Była wierna aż do końca — nawet w chwilach, gdy wydawało się, że wszystko zostało jej odjęte, i zostawał tylko skrawek wierności.

Gdyby zapytać o świętą Katarzynę dzisiaj, trzeba byłoby wyobrazić ją sobie w nieustannej podróży. Siedzącą na lotnisku w oczekiwaniu na kolejny samolot. Zobaczyć ją pogrążoną w modlitwie i równocześnie otwartą na ludzi wokoło. Zamieszkującą wewnętrzną celę swojego serca, w myśl słów, które pod koniec życia napisała do Rajmunda z Kapui: „Niewiele się nacieszysz celą materialną, w której mieszkasz, ale chcę, abyś zawsze posiadał i wszędzie nosił ze sobą celę swego serca” (375).

Tekst pochodzi z książki Błogosławiony Czesław i jego dziedzictwo przygotowywanej do druku przez Klasztor oo. Dominikanów we Wrocławiu.

1 Św. Katarzyna ze Sieny, Listy, wybór i tłum. L. Grygiel, W drodze 1988.
2 Numery stron w nawiasach odnoszą się do wyboru listów Katarzyny ze Sieny dokonanego przez Ludmiłę Grygiel.

Kobieta, polityk, mistyk
Wojciech Prus OP

urodzony 10 kwietnia 1964 r. w Poznaniu – dominikanin, rekolekcjonista, patrolog, duszpasterz wspólnoty Lednica 2000. Jako nastolatek należał do duszpasterstwa młodzieży przy poznańskim klasztorze, które wówczas prowadził...