fot. annelieke-bosdijk
Od pewnego czasu towarzyszy mi myśl, że moje życie zatacza krąg. A właściwie nie tyle życie, ile jakieś jego części, które – kiedyś wymarzone, porzucone lub odebrane (szukam słowa, ale nie umiem dokładnie tego nazwać, bo w każdym wypadku chodzi o coś innego) – powracają, jakby szukając dopełnienia. Zaczęło się od kapelanowania w Radoniach, w klasztorze za lasem. Kiedy tam osiadłem – choć nie na tak długo, jak myślałem – jedna z moich cioć wspomniała, jak podczas mojej mszy świętej prymicyjnej w Żyrardowie mówiłem zebranym o powstającym właśnie w okolicy nowym domu mniszek dominikańskich i zapowiadałem, że kiedyś będę tam kapelanem. A potem – pisałem o tym w moich felietonach z klasztoru za lasem w 2019 roku (Zimowa opowieść i Postscripta), pamiętacie? – spotkanie z dziewczynką, dziś już kobietą, którą wiele lat temu moja mama wraz z koleżankami ratowała bohatersko na oddziale noworodków żyrardowskiego szpitala. Pod koniec zeszłego roku nagle, zupełnie niespodziewanie wyciągnął do mnie dłoń mój bliski przyjaciel, z którym – poróżnieni z mojej winy – nie roz
Zostało Ci jeszcze 79% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 03, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść