Pewnego pięknego dnia pewien piękny pan poinformował nas, Ryszarda Kapuścińskiego i mnie, że Wisława Szymborska dostała Nobla, bo jest Żydówką. „Wiesz, dlaczego tak mówią?” – spytał potem Rysiek. „Przez kompleksy: nie wierzą, że są w stanie coś zdobyć własnymi siłami, zwłaszcza siłami intelektu, serca i wyobraźni, więc każdego, komu się uda, siłą rzeczy uważają za obcego. Kto? No my, Polacy (czysto katoliccy ma się rozumieć)”. Istnieje druga strona tego medalu, tego kompleksu – nieposkromiona pycha, do eksplozji której dochodzi zwłaszcza w chwili, kiedy Polka czy Polak odnoszą sukces w dziedzinie sportu. Ujawnia się to choćby dzisiaj, na naszych oczach, kiedy na kortach w Paryżu piękne zwycięstwa odnosi Iga Świątek. Felieton ten piszę w przededniu finału singla, nie wiem więc, jak się zakończy dla wspaniałej tenisistki paryska przygoda, lecz to, co słyszę wokół, potwierdza narodową regułę. Nie wystarczy nam, że świetnie gra, że wyrosła na talent pierwszej wielkości. Trzeba nam jeszcze wymusić słowa uznania na cudzoziemcach, najlepi
Zostało Ci jeszcze 79% artykułu