fot. Hans Memling Muzeum Narodowe w Gdańsku/wikipedia.org

Koniec świata codziennie jest bliżej

Wszelkie próby określania daty końca świata lub traktowania obserwowanych wydarzeń jako znaku, iż apokalipsa zaczyna się już tu i teraz, są poważnym nadużyciem. Stoi za tym uzurpowanie sobie wiedzy, co do której Pismo Święte wyraźnie stwierdza, że nie jest ona przynależna człowiekowi.

Był w moim dzieciństwie taki czas, gdy panicznie bałam się końca świata. Zapewne wcześniej usłyszałam od kogoś, że takie wydarzenie nastąpi, że jego termin jest nieznany oraz że poprzedzone będzie rozmaitymi niepokojącymi znakami. To wystarczyło, by wzbudzić we mnie prawdziwą obsesję. Do dziś pamiętam, jak w trakcie zabawy zamierałam nagle sparaliżowana strachem, bo właśnie przypomniałam sobie o nieuchronnym kresie wszystkiego, co znam. Nieraz zrywałam się i pędziłam do okna, by spojrzeć z niepokojem na niebo i na ziemię, czy przypadkiem widać już jakieś nadzwyczajne zjawiska świadczące o tym, że oto zaczyna się wielki finał.

Paradoksalnie ten strach przed końcem świata nierozłącznie wiązał się w moim umyśle ze strachem przed… nieskończonością. Odnosił się on do tej nieskończoności, która miała nastąpić po kresie wszystkiego, co doczesne. Była ona dla mnie czymś, czego zupełnie nie mogłam sobie wyobrazić, a co wydawało mi się bezkresne, puste, sterylne i abstrakcyjne. Instynktownie wyczuwałam zaś, że każda bliska mi rzecz jest skończona, niepełna, skomplikowana i chropawa – i że zniknie przy końcu świata.

Zostało Ci jeszcze 91% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się