Kościół i jego ludzie

Kościół i jego ludzie

Zacznijmy zdaniem biskupa Józefa Kossakowskiego „…ludzie łatwiey by wybaczać powinni, pamiętając na staropolską przypowieść: wszyscyśmy ludzie, i xiądz pleban nie anioł…”.

Myślę, że na czasie będzie przypomnieć bosko–ludzką rzeczywistość Kościoła. Ostatnimi czasy, jakby zwiększyła się zaczepność wobec Kościoła w mediach przy każdej nadarzającej się okazji. Kościół jest żerem dla mielącej papier i słowa machiny medialnej, usiłującej za wszelką cenę zainteresować czy zwrócić na siebie przede wszystkim uwagę. Metafizyczna ciekawość prawdy zostaje zastąpiona ciekawskością plotki, a taka „prawda” już nie karmi i nie wyzwala, ale zamula i zaciemnia. Ściąga z wysoka na ziemię i delektuje się środowiskiem szamba. O ileż łatwiej dawalibyśmy sobie psychicznie radę z tą masową i przygnębiającą produkcją, gdybyśmy lepiej uświadamiali sobie naturę Chrystusowego Kościoła. Kościół, będąc boskoludzką rzeczywistością, nie jest przecież tworem doskonałym, nieskazitelnym ani skończonym, ale rzeczywistością w trakcie stawania się. Jest środowiskiem wezwanym do stałego rozwoju i nawrócenia. Zawsze tutaj, na tej ziemi, jest i będzie w trakcie stawania się i przeobrażeń. Natomiast zbytnie zajmowanie się Kościołem przez osoby spoza niego dowodzi dużego kryzysu środowisk szukających tematów zastępczych i taniego żeru dla swojej nie najzdrowszej tkanki.

Przyjrzyjmy się bliżej napięciom i sprzecznościom Kościoła i każdego zgromadzenia chrześcijan, które będąc wezwane do świętości i doskonałości, zawsze jest cząstkowe, lokalne, niedoskonałe i czasowe. Obecne są tam zawsze łaska i grzech, fascynacja i zgorszenie.

Ważne jest, jak na Kościół patrzą ludzie spoza niego, ci z zewnątrz, ale ważna jest również jego samoświadomość. Idealna wizja Kościoła określa go jako jeden święty Lud Boży. Wierzących natomiast uważa za wybrańców Bożych, świętych i umiłowanych (Kol 3,12; Ef 5,25–26). Tymczasem rzeczywistość skrzeczy, a ograniczenia są zbyt czytelne. Tu i teraz Kościoła jest nadzwyczaj ziemskie i ludzkie. Daleko nam wszystkim do zadanej nam świętości. Cóż, Kościół złożony jest z grzeszników, „wielu wśród was słabych i chorych i wielu też pomarło” (1 Kor 11,30). W rzeczywistości są w Kościele gorliwi i obojętni, ludzie na poziomie i nieokrzesani. Każdy ze swoją osobistą biedą i żądzą głęboko schowaną albo znaną wszystkim. Ale czy mamy się załamywać, gorszyć? Nie. Tak bardzo ludzki Kościół jest również Boży i Święty. Jest miejscem nawrócenia każdego ze swych członków. I to nawrócenie jest nam zadane. Cóż zatem, ani elita, ani czyści, ani święci, ale zaproszeni, ażeby odkrywać tę uprzedzającą miłość, która nam się objawia w Chrystusie, i by głosić śmierć i zmartwychwstanie Tego, który naprawdę zbawia!

Kolejny krok do przodu. Idealna wizja podpowiada: „Usiłujcie zachować jedność Ducha” (Ef 4; Flp 2,1–5). A zatem głęboka jedność współwyznawców. Tymczasem cóż znajdujemy w rzeczywistości? Ograniczenia. Owo „tu i teraz” wygląda żałośnie. Wspólnota rozbita, pstrokata, niejednolita, zmienna, różnorodna, w której odnajdujemy się w nieustannej konkurencji i przeciwieństwie, w licytacji i popisywaniu. Wspólnota ludzi, którzy się niezupełnie dobrali. Można się zgorszyć i załamać. To, że tak jest wszędzie między ludźmi, jest słabą pociechą. Ale Kościół jest miejscem nadziei, bo zgromadzenie jest miejscem nawrócenia. Tam, gdzie rozlał się grzech, jeszcze obficiej wylała się łaska. Współwyznawcy zrównani w prawie z godnością i miłością są wezwani, aby przyjmować łaskę, aby otworzyć się na Boga i bliźniego, aby się pojednać, a nie zamknąć w jednogłośności pozornej, w jednomyślności wymuszonej.

Znowu uczyńmy krok do przodu. Wizja idealna domaga się, aby to był lud powszechny (katolicki), uniwersalny, otwarty, gdzie nie ma już Żyda, ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, bo wszyscy jesteśmy kimś jednym w Chrystusie Jezusie (por. Ga 3,28). Gdzie tak jest? Nigdzie. Przynajmniej tutaj, na ziemi. Znowu rzeczywistość zaprzecza ideałowi, same ograniczenia, owo bolesne „tu i teraz”. Kościół jest zawsze partykularny, miejscowy, lokalny, szczegółowy, charakterystyczny, ograniczony w swojej kulturze, języku, zwyczajach. Jednak jak dobrze jest pomyśleć, że Kościół to zgromadzenie będące przestrzenią nawrócenia. Tak, bo wspólnota wierzących wezwana jest, by ukazywać powszechność, uniwersalizm Kościoła w prawie do bycia sobą i zbawienia. Wezwana do tego, by się otworzyć na rozmaite grupy i nigdy nie uważać się za przedstawiciela „całego” Kościoła.

Idealna wizja podpowiada nam, że Kościół to Lud Boży zebrany w wierze i dla wiary, a nie dla interesów. Wiara jest rozumiana jako uczestnictwo, pełne, świadome, aktywne w tajemnicy Chrystusa. Tymczasem rzeczywistość i jej ograniczenia, owo „tu i teraz” niejednokrotnie są zaprzeczeniem tak rozumianego Kościoła. Cóż zatem widzimy? Ludzi małej wiary, słabo wierzących, przejętych zwątpieniem, odstępców, ludzi duchowej pustki, lecz przecież nie opuszcza nas nadzieja, że zgromadzenie jest miejscem nawrócenia. Nie jesteśmy lepsi od innych, ale jesteśmy wezwani do głębszego rozumienia Słowa Bożego, do wejścia na drogę poznania i uwielbienia Boga w Jego Synu Jezusie Chrystusie.

Posuwając się dalej, natrafiamy na idealną wizję ludu tworzącego jedno ciało, którego głową jest Chrystus, ludu uporządkowanego hierarchicznie wraz z ministrami, aby symbolizować jedno ciało z Chrystusem jako głową (Rz 12,3–8). Wizja piękna, ale cóż z tego, skoro w rzeczywistości napotykamy same ograniczenia, a „owo tu i teraz” bywa porażające (Łk 22,24). A Kościół, będąc hierarchiczny, jest również charyzmatyczny i każdy jest zaproszony, by zajął swoje miejsce i powiedział swoje słowo, by włączył się w życie wspólnoty wiary. Święty Paweł zaprasza każdego (1 Kor 14,12–14) do działania w Kościele i społeczeństwie według udzielonych mu darów. I znowu wspólnota przynosi nam rozwiązanie i nadzieję. Zgromadzenie wierzących jest miejscem nawrócenia, początkiem wzrostu i progresji. Dla wierzących wszystko staje się możliwe, wszystko mogą w Tym, który ich umacnia, bo dla Boga nie ma nic niemożliwego. Wspólnota staje się naturalnym środowiskiem dla charyzmatów, pod warunkiem, że każda inicjatywa będzie budować, nie burzyć.

Idąc dalej, natrafiamy na kolejną wizję idealną. Kościół to Lud eschatologiczny, przeznaczony do życia w wieczności, w którym Bóg uczynił sobie mieszkanie (Ap 21). Tymczasem rzeczywistość jak zawsze jest ograniczona, a owo „tu i teraz” zawstydzające. Lud Boży jest pogrążony w historii ludzkiej, w półcieniu i dwuznaczności, w owym „jeszcze nie” i „już teraz”, zawsze zaczynający od nowa. I znowu zgromadzenie jawi się nam w wierze jako tygiel przemian i nawrócenia, aby obudzić w ludziach nadzieję i oczekiwać tego dnia, kiedy Chrystus będzie wszystkim we wszystkich.

I wreszcie Kościół w swej wizji idealnej jawi się jako Lud zgromadzony, będący razem, karmiący się chlebem jedności, czyli Eucharystią. Tymczasem rzeczywistość jest inna. Kłócą się między sobą, przyjmując Komunię świętą. Wszędzie widać ograniczenia, a owo „tu i teraz” niejednokrotnie bywa zgorszeniem. Ludzie zgromadzeni, jakby tylko czekali na to, aby zaraz się rozproszyć, bo drzwi Kościoła otwierają się na zewnątrz. Tymczasem zgromadzenie wierzących jest miejscem nawrócenia, ponieważ tam, gdzie żyją, walczą, kochają, starają się mimo wszystko głosić wielkie dzieła Pana i świadczyć o Jego miłości i odpuszczeniu grzechów. Bo wielkie jest Jego miłosierdzie.

Nie ulegając samozadowoleniu, bo dzieło jeszcze nieskończone, ale też nie ulegając przerażeniu, że jeszcze tak wiele do zrobienia, trwamy między owym „jeszcze nie” i tym „już się to wszystko naprawdę zaczęło” – chociaż na pełnię jeszcze czekamy.

A ludzie Kościoła? Jak wszyscy ludzie na świecie są najprawdziwszymi grzesznikami, z tą tylko maleńką różnicą, że są takimi grzesznikami, którzy każdego dnia starają się być coraz to mniejszymi grzesznikami i którym z każdym dniem coraz bardziej na tym zależy.

Kościół i jego ludzie
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...