Kościół realny i superrealny
fot. ahmad dirini / UNSPLASH.COM

Kościół realny i superrealny

Skoro media są czwartą władzą, to może jako Kościół ciągle nie doceniamy internetu? Więc może najwyższa pora na konkretny, absolutnie profesjonalny przekaz w sieci?

Kiedy dwanaście lat temu zaczynałem duszpasterstwo internetowe, moi bracia mówili, żebym się nie wygłupiał, bo to nie miejsce dla Kościoła. Internet w opinii wielu duchownych był śmietnikiem, na którym sferze sacrum groziła infekcja profanum. Swobodny styl wypowiedzi był odbierany jako detronizacja, dewaluacja autorytetu Słowa. Telewizja była poważnym medium, ale blogi, youtuberzy, influencerzy… Wolne żarty! Parodia Kościoła i ambony. Moja refleksja o internecie od początku była jasna. Nic się do tej pory nie zmieniło. Na pytanie, czy jest dobry, czy zły, odpowiadam, że to tylko narzędzie, choć obecnie bardzo rozbudowane. Mój ówczesny prowincjał, który doświadczenie pastoralne zdobywał w Austrii, był na szczęście bardzo otwartym człowiekiem i wziął na siebie krytykę tych nowości duszpasterskich. W pewnym sensie wyprzedzał epokę. Dyskusja w Polsce o wykorzystaniu świata wirtualnego jako narzędzia do ewangelizacji trwała już na początku lat dziewięćdziesiątych, jednak warto zauważyć, że problem nadal nie jest zero-jedynkowy. Cieniutka jest granica między tym, co prawdziwe, a tym, co fikcyjne. Można zapytać: Na ile sieć wpływa na realia i odwrotnie? Co służy czemu? I czy można uciec w świecie realnym od wirtualnego? Osmotyczne dylematy.

Bez biczowania?

Zostało Ci jeszcze 88% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się