Kraj trzech Cerkwi i dwóch Kościołów

Kraj trzech Cerkwi i dwóch Kościołów

Po kilkudziesięciu latach komunizmu i niszczenia religii oraz po dziesięciu latach niepodległości i odtwarzania wiary i religii, obywatele Ukrainy będą mieli okazję do zastanowienia się: jak wiele pozostało w nich z homo sovieticus, czy udało się im odbudować swego ducha.

Program państwowej telewizji na Wielkanoc lub Boże Narodzenie może być symbolem skomplikowanej sytuacji wyznaniowej na Ukrainie. Wówczas prezentowane są jedna po drugiej godzinne transmisje z Mszy: z soboru Wołodymyrskiego w Kijowie, głównej świątyni Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego podporządkowanego patriarchatowi kijowskiemu; z kijowskiej Ławry Peczerskiej, gdzie siedzibę ma Ukraiński Kościół Prawosławny podporządkowany patriarchatowi moskiewskiemu; z niewielkiej cerkiewki Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego w kijowskiej dzielnicy Podół (Podił); wreszcie z greckokatolickiego soboru św. Jura we Lwowie.

W okolicy 1 stycznia, innym, może nawet ważniejszym symbolem jest centralny plac w Kijowie — Majdan Nezałeżnosti. Krążą po nim liczne postacie przypominające naszego świętego Mikołaja. Jednak to nie Mikołaje, lecz zastępy narzuconych kilkadziesiąt lat temu przez komunistów Dziadków Mrozów. Nowy Rok jest wciąż najważniejszy, choć coraz więcej ludzi świętuje Rizdwo (Boże Narodzenie).

Siedemdziesiąt lat komunizmu

Ukraina przez wiele lat pozostawała pod panowaniem komunizmu. Centralna i wschodnia jej część, w wyniku walk z okresu sprzed wojny polsko– –bolszewickiej i samej wojny, stała się Ukraińską Socjalistyczną Republiką Radziecką. Dzisiejsza zachodnia część Ukrainy, od Bugu po Zbrucz, po radzieckiej agresji na Polskę w 1939 roku trafiła w skład USRR. Wyjątkiem były północna część Bukowiny, która przed wojną należała do Rumunii, oraz Zakarpacie, przed wojną czechosłowackie, później węgierskie — do USRR weszły w 1940 i 1945 roku.

Polityka bolszewików była prosta: religię, „opium dla ludu”, trzeba zniszczyć. Przed wojną prowadzono z jednej strony politykę systematycznego zamykania cerkwi i kościołów, z drugiej zaś — propagandowego, antyreligijnego oddziaływania na społeczeństwo.

Działania takie były szczególnie nasilone w stosunku do Kościoła katolickiego. Wiązało się to z próbą przekonania Polaków mieszkających na Ukrainie do idei komunizmu. W latach 1925–1935 istniał nawet autonomiczny polski rejon, tzw. radziecka marchlewszczyzna. Zamykano kościoły, księży aresztowano, wywożono do łagrów lub skazywano na śmierć. Wywoływało to protesty miejscowych Polaków. Organa bezpieczeństwa skarżyły się, że podczas Bożego Narodzenia czy Wielkanocy Polacy świętują, a nie pracują. Wobec fiaska pomysłu stworzenia zalążka radzieckiej Polski w 1935 roku rozpoczęły się zakrojone na szeroką skalę represje wobec naszych rodaków — i ostateczna rozprawa z Kościołem katolickim.

Nieco inną politykę zastosowano wobec Kościoła prawosławnego. Z jednej strony — ograniczano jego działalność, zamykając cerkwie, aresztując duchownych. Z drugiej, podobnie jak na terenie całego ZSRR, próbowano podporządkować sobie prawosławne duchowieństwo, zezwalając mu na minimalną aktywność duszpasterską prowadzoną pod ścisłą kontrolą.

Równolegle nasilono akcje propagandowe — w szkołach, zakładach pracy, organizacjach społecznych, w prasie. Dobrym przykładem może być wprowadzone urzędowo na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych świętowanie Nowego Roku, z choinką i Dziadkiem Mrozem. Miało ono przysłonić Boże Narodzenie.

Po II wojnie światowej rozprawiono się z religią na dawnych obszarach wschodnich II Rzeczypospolitej. Rozbito Kościół greckokatolicki, wcielając go siłą do Kościoła prawosławnego. Tak jak wcześniej na Ukrainie Centralnej i Wschodniej, zamykano kościoły i cerkwie.

Odrodzenie życia religijnego na Ukrainie rozpoczęło się, podobnie jak w całym Związku Radzieckim, dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych, w okresie pierestrojki.

Podzielona Ukraina

Dzisiejsza Ukraina jest państwem wielonarodowym, wyraźnie dzielącym się na trzy części, różniące się od siebie pod względem społecznym i etnicznym: zachodnią, centralną i wschodnią. Nasz sąsiad z trudem buduje swoją tożsamość narodową.

Zachodnia Ukraina uważa siebie za najbardziej ukraińską. Na tym terenie największa część ludności posługuje się językiem ukraińskim, największy jest odsetek ukraińskich szkół i ukraińskojęzycznych mass mediów. Najsilniejszy jest też duch przedsiębiorczości, bo komunizm panował tu najkrócej. Z tego samego powodu tutejsze społeczeństwo jest najbardziej religijne.

Jednak zachodnia Ukraina jest bardzo sfrustrowana. Mieszka tu mniej ludności niż we wschodniej części kraju, przez co ma o wiele mniejszy wpływ na władzę. W uznawanym za ukraiński Piemont Lwowie paradoksalnie pojawiają się nastroje separatystyczne…

Ukraina centralna — od Zbrucza na zachodzie aż po Dniepr na wschodzie — poddała się w ostatnich latach czemuś, co można nazwać reukrainizacją. Kilkanaście lat temu w zrusyfikowanym Kijowie dominował język rosyjski. Teraz jest to miasto dwujęzyczne. W urzędach i szkołach mówi się przede wszystkim po ukraińsku. Niestety, dziesiątki lat komunizmu zrobiły swoje. Ludzie bardzo powoli przekonują się, że żyją w naprawdę niepodległym kraju, że mogą swobodnie i bez obaw wypowiadać swoje poglądy. Dobrze, że życie religijne odradza się coraz szybciej. Nie można tego powiedzieć o zwykłej, ludzkiej przedsiębiorczości.

Właśnie na Ukrainie centralnej znajdują się największe skupiska ludności polskiej (a więc i katolików) — w rejonie Żytomierza i Berdyczowa, Winnicy i Chmielnickiego.

Wschód z miastami molochami — Charkowem i Dniepropietrowskiem — jest najbardziej zrusyfikowany. Obok Rosjan mieszka tu wiele osób posługujących się językiem rosyjskim — zarówno Ukraińców, jak i przedstawicieli innych narodowości. Wpływy rosyjskie i w sferze materialnej, i duchowej są tu największe. Mało kto używa ukraińskiego. Język rosyjski dominuje w prasie, która w znacznej części jest po prostu rosyjska, tyle że drukowana na miejscu.

Na Ukrainie nie wykształcił się stabilny system polityczny. Trwa coraz bardziej intensywna walka. Jej najnowszym przejawem jest oskarżenie prezydenta Leonida Kuczmy o popełnienie poważnych przestępstw. Najważniejszą rolę odgrywają tu pojedynczy oligarchowie. Partie, tworzone przede wszystkim jako ich baza organizacyjna i wyborcza, powstają, rozpadają się i znikają. Komuniści wciąż pozostają najsprawniejszym ugrupowaniem politycznym, silni są też postkomuniści.

Niewielkim światełkiem nadziei jest poprawa sytuacji gospodarczej, choć widać to raczej w skali makro, gdy obserwuje się wskaźniki ekonomiczne. Sytuacja zwykłych obywateli wciąż pozostaje bardzo zła.

Trzy odłamy prawosławia

Spośród wszystkich konfesji najwięcej wyznawców ma prawosławie. Jest ono podzielone. Istnieją trzy odrębne Kościoły prawosławne. Jeśli chodzi o liczbę wiernych, pewne jest tylko jedno: najmniejszy spośród nich jest Ukraiński Autokefaliczny Kościół Prawosławny (UAKP). Dwa pozostałe, Ukraiński Kościół Prawosławny podległy patriarchatowi moskiewskiemu (UKP MP) i Ukraiński Kościół Prawosławny podległy patriarchatowi kijowskiemu (UKP KP), spierają się, który z nich cieszy się większym poparciem. Formalnie UKP MP ma więcej struktur lokalnych — 8 tysięcy, podczas gdy UKP KP — 2,2 tysiąca, a UAKP tysiąc.

Podział ukraińskiego prawosławia wyniknął z kilku powodów. Po pierwsze — z chęci posiadania własnego, prawosławnego Kościoła narodowego. UKP MP jest potężnym narzędziem wpływu Moskwy na Ukrainę. Wielu prawosławnych Ukraińców chciałoby się spod niego wyzwolić. Po drugie, niemałą rolę odegrały osobiste ambicje prawosławnych hierarchów. Złośliwi twierdzą, że obecny patriarcha Kijowa, Filaret, bardzo chciał być patriarchą Moskwy i Wszechrusi. Został nim kto inny, dlatego Filaret stał się patriotą Kościoła ukraińskiego. Po trzecie, pod koniec istnienia ZSRR wciąż jeszcze było aktywne KGB. Tajemnicą poliszynela pozostaje fakt, że współpracowało z nim wielu prawosławnych duchownych, także wyższych hierarchów. Istnieją dwie całkowicie sprzeczne teorie dotyczące rozwoju UAKP: jedna, że tworzyli go ukraińscy patrioci, pragnący powstania niezależnej Cerkwi, i druga, że na zachodzie Ukrainy wspierało go KGB, chcąc osłabić odradzający się Kościół greckokatolicki. Być może obie teorie są prawdziwe…

Opis dziesięcioletniej historii łączenia i dzielenia się ukraińskiej Cerkwi wymagałby co najmniej drugiego takiego artykułu. Mówiąc w skrócie: UAKP powstał — lub może raczej odrodził się — jako przedłużenie Autokefaliczego Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego w Ameryce Północnej. Stworzenie patriarchatu kijowskiego było próbą zjednoczenia UAKP i UKP MP — udało się jedynie częściowo. UAKP i UKP MP przetrwały, choć osłabione.

Z kanonicznego punktu widzenia prawowity jest jedynie UKP MP z metropolitą Wołodymyrem na czele. Patriarchy Filareta, wyklętego przez patriarchę Moskwy, nie uznają inne Kościoły prawosławne. Dla wiernych Cerkwi moskiewskiej to wróg numer jeden. W zeszłym roku, podczas podróży na wschód Ukrainy, Filaret został ciężko pobity przez konkurencyjnych prawosławnych. UKP KP od dawna usiłuje uzyskać uznanie patriarchy ekumenicznego Konstantynopola. Nieco inną drogę, choć również do Konstantynopola, próbował wykorzystać UAKP. Jego sytuacja jest trochę lepsza: o ile patriarchat kijowski jest zbuntowanym odłamem Cerkwi moskiewskiej, o tyle UAKP wywodzi się z Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego w Ameryce. Po śmierci patriarchy autokefalicznego Dymitryja w lutym 2000 roku UAKP kieruje metropolita Metodyj, który nie przybrał tytułu patriarchy. Pozostaje tylko strażnikiem tronu patriarszego. Natomiast administratorem patriarchatu jest biskup charkowski i połtawski Ihor. Zgodnie z wolą Dymitryja Cerkiew ma bowiem uznać władzę rezydującego w USA metropolity Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego w diasporze Konstantego, podlegającego patriarchatowi ekumenicznemu Konstantynopola.

Po śmierci Dymitryja pojawił się problem zjednoczenia obu niekanonicznych Cerkwi. Pod egidą patriarchy ekumenicznego podpisano nawet porozumienie w tej sprawie. Przeciwko temu ostro zaprotestował metropolita Wołodymyr. W sprawę utworzenia nowej, zjednoczonej Cerkwi prawosławnej na Ukrainie zaangażowały się również władze kraju. Prezydent Leonid Kuczma wolałby mieć w swym państwie jedną Cerkiew, niezależną od Moskwy. Podobnie postępował jego poprzednik, Leonid Krawczuk, który wspierał powstawanie patriarchatu kijowskiego.

Grecy i łacinnicy

Na Ukrainie katolicy stanowią mniejszość. Łacinników jest 1,5–2 milionów, grekokatolików zaś około 4 milionów. Katolików obrządku rzymskiego najwięcej jest na zachodzie — na obszarach, które przed II wojną światową należały do Polski i Czechosłowacji, oraz w obwodach najliczniej dziś zamieszkanych przez Polaków — żytomierskim, winnickim i chmielnickim. Grekokatolicy w większości skoncentrowani są w Galicji, czyli w trzech obwodach: lwowskim, iwanofrankowskim i tarnopolskim.

Kościół rzymskokatolicki obejmuje jedną metropolię we Lwowie i podlegające jej diecezje: kamienieckopodolską, kijowsko–żytomierską i łucką oraz administraturę apostolską Zakarpacia. Na czele Konferencji Biskupiej stoi metropolita lwowski abp Marian Jaworski. Kościół liczy ponad 750 wspólnot, 33 klasztory, przeszło 400 kapłanów.

Jeszcze kilkanaście lat temu Kościół rzymskokatolicki był jednoznacznie postrzegany jako polski. Polacy stanowili zdecydowaną większość jego wiernych. W nielicznych czynnych świątyniach Msze święte były odprawiane w języku polskim. Na niepodległej Ukrainie Kościół przyjął inną opcję niż w czasach komunistycznych. Na wschód od Zbrucza coraz więcej Mszy jest celebrowanych w języku ukraińskim, a na wschodzie i południu Ukrainy — po rosyjsku. Czasami powoduje to konflikty, gdyż miejscowi Polacy narzekają, że są ukrainizowani przez dotychczasową ostoję polskości, jaką był Kościół. Duchowni rzymskokatoliccy odpowiadają, że Kościół nie jest ani polski, ani ukraiński, ale powszechny — musi być dostępny dla wszystkich. Większość, włączając w to znaczną część ukraińskich Polaków, nie zna języka polskiego, a modlitwy po polsku odmawia z pamięci, nie rozumiejąc treści.

Ukraiński Kościół greckokatolicki, działający w czasach ZSRR w podziemiu, odrodził się w 1990 roku. Dziś liczy ponad 3,2 tys. wspólnot, 73 klasztory, ponad 2,2 tys. księży. Dzieli się na 8 eparchii (diecezji). Niedawno poniósł poważną stratę: zmarł kierujący nim arcybiskup większy Lwowa, kard. Myrosław Iwan Lubacziwśkyj.

Zarówno dla hierarchii greckokatolickiej, jak i dla wiernych, jest to „ukraiński Kościół narodowy”. Z tego powodu rodzą się konflikty z lokalnym Kościołem rzymskokatolickim. Na przykład duchowni grekokatoliccy stanowczo sprzeciwiają się odprawianiu Mszy w języku ukraińskim w kościołach rzymskokatolickich. Skoro bowiem grecy to katolicy, po co im rzymskokatolicka konkurencja? W efekcie w lwowskiej katedrze łacińskiej nie ma Mszy po ukraińsku. Znacznie lepiej układa się współpraca na wschód od Zbrucza, gdzie często bywa tak, że grekokatolicy korzystają z kościołów rzymskokatolickich, a ich duchowni mieszkają na plebaniach przy kościołach.

Istnienie Kościoła greckokatolickiego stanowi poważną przeszkodę w dialogu katolicko–prawosławnym. Rosyjski Kościół Prawosławny uważa, że wspólnoty prawosławne po 1989 roku zostały siłą włączone do Kościoła greckokatolickiego. Patriarchat moskiewski nie zauważa jednak, że to grekokatolicy w 1946 roku zostali zmuszeni do przyłączenia się do prawosławia bądź też poddani okrutnym represjom.

Sam Kościół greckokatolicki stoi przed poważnym problemem samookreślenia. Część wiernych uważa, że powinien zbliżyć się do prawosławia. Pojawiły się nawet, lansowane przez niektórych hierarchów, propozycje zmiany nazwy na prawosławny.

Pomysły idące najdalej mówią o połączeniu Kościoła greckokatolickiego z patriotycznie nastawioną częścią Kościoła prawosławnego i stworzeniu jednej, narodowej, ukraińskiej Cerkwi. W jakim zakresie oznaczałoby to osłabienie — czy nawet zerwanie — więzi z Watykanem, tego nie wiadomo. Dla prawosławnych uznanie papieża jako głowy Kościoła jest przecież nie do przyjęcia.

Tak czy inaczej, na Ukrainie Zachodniej stosunki pomiędzy łacinnikami i grekokatolikami nie są najlepsze, a episkopaty obu Kościołów niechętnie ze sobą współpracują.

Przed przyjazdem Papieża

Pewne jest, że planowany na czerwiec 2001 roku przyjazd Ojca Świętego na Ukrainę przyczyni się do tego, że problemy życia religijnego w tym kraju — przynajmniej na jakiś czas — staną się tematem numer jeden. Być może niektóre spory uda się zażegnać, a inne problemy dopiero się ujawnią.

Wypada jednak zwrócić uwagę, że w środkach masowego przekazu — także w Polsce — w kontekście zbliżającej się wizyty Jana Pawła II w Kijowie i we Lwowie najmniej mówi się o jej aspektach duchowych, a najwięcej o formalno–organizacyjnych: kto jest za, kto przeciw, jaka będzie jej organizacja. Po kilkudziesięciu latach komunizmu i niszczenia religii oraz po dziesięciu latach niepodległości i odtwarzania wiary i religii, obywatele Ukrainy będą mieli okazję do zastanowienia się, jak wiele pozostało w nich z homo sovieticus, czy udało się im odbudować swego ducha. A to jest bardzo ważne.

Kraj trzech Cerkwi i dwóch Kościołów
Piotr Kościński

urodzony 26 czerwca 1959 r. – polski dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny.Dziennikarz „Rzeczpospolitej”, w latach 1997-1999 był korespondentem „Rz” w Kijowie....