Król jest nagi
fot. axel antas bergkvist / UNSPLASH.COM

Nie wiem, jak jest w innych dużych miastach, ale w Katowicach dość często spotkać można plakaty zachęcające do udziału w nauce medytacji. Sądząc po formie i treści, organizują te spotkania różne podmioty, z różnym światopoglądowym nachyleniem. Łączy je natomiast jedna cecha: nie pojawiają się wśród nich propozycje katolickie. I w sumie nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby takie zaproszenia pojawiały się regularnie w gablotach z ogłoszeniami naszych parafii, wtajemniczanie zaś w modlitwę kontemplacyjną należało do standardowych propozycji duszpasterskich – jeśli nie każdej parafii, to przynajmniej każdego dekanatu. Obawiam się jednak, że na śląskiej prowincji tak nie jest.

Przed kilku laty, gdy zaczynaliśmy katowicki synod, wśród pytań skierowanych do księży jedno brzmiało mniej więcej tak: „Jaką praktykę życia seminaryjnego zdarza ci się po święceniach najczęściej zaniedbywać?”. Większość odpowiedzi brzmiała jednakowo: „rozmyślanie”. Już wyjaśniam – „rozmyślanie” to czas na indywidualną modlitwę w milczeniu. Za moich czasów regulamin seminaryjny przewidywał na nią codziennie pół godziny, zaraz po wstaniu, a przed Eucharystią. Z założenia miał to być czas, w którym rozwija się osobisty kontakt z Bogiem – niewypełniony żadnymi prefabrykowanymi modlitwami itd. Trwanie przed Bogiem, słuchanie, rozmowa. To w tym głównie czasie miała się rozwijać więź, pogłębiać modlitwa – aż po jej kontemplacyjny wymiar. Rozmyślanie miało być zatem fundamentem dla innych form przeżywania relacji z Bogiem – zwłaszcza liturgii, ale też i dla stałej uważności na Bożą obecność we wszystkich sprawach i rzeczach, charakterystycznej dla kontemplatywnego podejścia do rzeczywistości.

Zostało Ci jeszcze 66% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się