Kromka z masłem
fot. andrew buchanan

Kromka z masłem

Szykując się do pisania felietonu, wsunęłam do opiekacza dwie kromki chleba i wyjęłam maselniczkę z lodówki. Psy przysiadły obok z nosami czujnie filtrującymi powietrze. Osoliłam roztopione na chlebie masło i podzieliliśmy się posiłkiem. Zamerdały ogony, mlasnęły języki. I czego chcieć więcej?

Czytałam gdzieś, że Gustaw Holoubek w restauracjach, barach i stołówkach najchętniej zamawiał chleb z masłem. Był ponoć tej maślanej preferencji wierny bez względu na czasy. A żył i w dobie, gdy o sam chleb było trudno, i wtedy, gdy razowiec zastąpiły bagietki, brioszki oraz muffinki, serwowane z konfiturami lub czekoladą, jadane po kawiarniach drogo, acz niechlujnie, jak niewartą zastanowienia błahostkę. Żył też w międzyczasie, gdy – jak mawiał Jacek Kuroń, tłumacząc zakręty PRL-u – Polakom przestał wystarczać chleb ze smalcem, a zapragnęli kanapek z kiełbasą.

Zostało Ci jeszcze 81% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się