„Książeczka” Arcybiskupa Michała

„Książeczka” Arcybiskupa Michała

To prawdziwa księga, pełna przemyśleń, które z perspektywy nie tylko rosyjskiego Prawosławia, ale i teorii, nade wszystko zaś praktyki ekumenizmu, zadziwiają swoją głębią, uczciwością aż do bólu, gorącą wiarą.

Nie poznałem osobiście Świętej Pamięci ojca Aleksandra Mienia. Pierwszy raz przyjechałem na terytorium byłego Związku Radzieckiego w 1990 roku, i to na Litwę, w przeddzień jej niepodległości. Do Rosji pierwszy raz przyjechałem na początku 1991 roku, wtedy ojciec Aleksander już nie żył.

Zimą 1992 roku, dzięki pomocy pani Ariadny Ardasznikowej, córki duchowej Aleksandra, udało mi się nabyć brakujące książki ojca Aleksandra. Już w Petersburgu miałem możliwość powiększyć swoją „Mieniowską” bibliotekę. Niemal pod koniec okresu mojej pracy w mieście świętego Piotra, zupełnie w przelocie, poznałem człowieka, o którym milczą wszyscy biografowie ojca Aleksandra. No, prawie wszyscy.

W Sankt Petersburgu dowiedziałem się, że w trudnych dla siebie chwilach, a życie w ateistycznym państwie nigdy kapłanowi ich nie szczędzi, jeździł ojciec Aleksander po pomoc duchową do dalekiej, północnej Wołogdy. Jednym z jego ojców duchownych był ówczesny Arcybiskup Wołogodski, Michał. To do niego jeździł podmoskiewski Kapłan po Sakramenty, po nowe siły, po radę…

W 1996 roku, kiedy to poznałem osobiście księdza Arcybiskupa Michała, liczył on sobie już 84 lata. Od 1993 roku był na formalnej emeryturze. Rzeczywiście tylko formalnej, bowiem wróciwszy do swojego rodzinnego Sankt Petersburga — a urodził się ksiądz Arcybiskup w 1912 roku, wtedy pewnie nikt, nawet w najgorszych snach, nie myślał o wszystkich najstraszniejszych doświadczeniach, jakie w tym stuleciu dotkną gród nad Newą — powrócił również, ten stary naukowiec, do wykładów i pracy naukowej w swojej Alma Mater — Sankt–Petersburskiej Akademii Duchownej. Dobrotliwie, choć z domieszką niezłośliwej ironii, traktował wszystkich nadmiernie troskliwych o jego zdrowie: „Pan dał siły! Trzeba więc pracować”. I pracował, pewnie tak pracuje z Bożą pomocą i po dziś dzień, nie wiem tego, bowiem los rzucił mnie tym razem na południe.

Dopiero w Charkowie mogłem wziąć do ręki nową książeczkę księdza Arcybiskupa Michała. Świadomie napisałem „książeczka” — sądząc po jej rozmiarach, to zaledwie „książeczka”. Jednakże jej zawartość — to już prawdziwa księga, pełna przemyśleń, które z perspektywy nie tylko rosyjskiego prawosławia, ale i teorii, nade wszystko zaś — praktyki ekumenizmu — zadziwiają swoją głębią, uczciwością aż do bólu, gorącą wiarą… Trudno przetłumaczyć na polski tytuł tej książki: Russkaja Prawosławnaja Cierkownost. W języku polskim nie ma słowa „kościelność”, można spróbować użyć „bardzo naukowego” — eklezjalność, ale bodaj najpełniej intencje autora odda taki prosty tytuł: „Cechy charakterystyczne Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej”, odda tym bardziej, że książka ma jeszcze podtytuł: „Wtoraja połowina XX wieka”. Jak już napisałem wcześniej, Arcybiskup Michał Mudiugin urodził się 12 maja 1912 roku w Sankt Petersburgu. Urodził się w rodzinie chrześcijańskiej, która nie zważając na straszne dla wierzących czasy, od dzieciństwa wychowywała bardzo zdolnego chłopca w wierze i w przywiązaniu do Kościoła prawosławnego. Minęło jednak niemało czasu zanim odnalazł swoje kapłańskie powołanie. Najpierw były: Instytut Języków Obcych, Instytut Przemysłu Metalowego, praca prostego robotnika w fabryce, która jeszcze wtedy nazywała się „Krasnyj Putiłowiec”. Była też wojna, później biuro konstrukcyjne w tej samej fabryce, był okres badań naukowych, doktorat z nauk technicznych, stanowisko docenta w słynnym Leningradzkim Instytucie Górniczym… I wreszcie niespodzianka: w 1958 roku czterdziestosześcioletni, poważny Pan Docent, w okresie chruszczowowskiej otwartej wojny z religią przyjmuje święcenia kapłańskie. Wszystko, co nastąpiło później, było już tylko logiczną konsekwencją Sakramentu: natychmiast po święceniach pozostawia swoje życie świeckie i podejmuje służbę kapłańską w Wołogodskiej Eparchii, w tym czasie kończy też studia w Sankt– –Petersburskiej Akademii Duchownej — był rok 1964. W następnym roku podejmuje wykłady w tejże Akademii, a niebawem zostaje jej rektorem. W 1966 roku, po uprzednim złożeniu ślubów zakonnych, zostaje biskupem, wikariuszem Leningradzkiej Metropolii. Później pełni jeszcze funkcje biskupa Ordynariusza Astrachańskiego i przez długie lata — Arcybiskupa Wołogodskiego. Nigdy praca hierarchy nie stanęła mu na przeszkodzie w czynnym uprawianiu nauki, pisał artykuły, które ukazywały się zarówno w cerkiewnych, jak i świeckich publikatorach. Zawsze głosił Dobrą Nowinę o Chrystusie, naszym Panu i Zbawicielu.

Jego najnowsza książeczka, wydana przez moskiewski Bibliejsko–Bogosłowskij Institut, po polsku: Instytut Teologiczno–Biblijny, przedstawia obraz, sytuację współczesnej Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Owszem, ukazuje szereg negatywnych stron zarówno Jej sytuacji, jak i Jej działalności współczesnej. Nie jest to jednak książka–paszkwil, książka–kryminał, tych dziś nie brakuje… Ta książka przeniknięta jest ogromną miłością do Cerkwi–Kościoła. Jeśli autor z autentycznym bólem pisze o Jej niedostatkach, to po to, by móc je, po właściwym zdiagnozowaniu, dobrze leczyć. Kościół wciąż potrzebuje, w swoim ludzkim wymiarze, nawrócenia, potrzebuje też leczenia. Autor wskazuje Lekarza: Chrystusa Miłosiernego. „Jest jedna, jedyna droga do zbawienia — Chrystusowa Miłość”. Jak poznać tę Miłość po diabelskiej burzy, która przeszła nad Rosją? Do bolszewickiego przewrotu Rosyjska Cerkiew Prawosławna prowadziła dość rozległą działalność misyjną. Ma też w szeregach swoich świętych, wspaniałych, wielkich misjonarzy, takich jak na przykład święty Stefan Wielikopermski, czy misjonarz Ałtaju — Arcybiskup Makary, tłumacz Pisma Świętego na języki tubylcze. Arcybiskup Makary odprawiał, w tamtych czasach, mszę świętą w językach tubylczych, ani na chwilę nie zastanawiając się, czy „jest to język dostojny”. Dziś sama Rosja jest faktycznie krajem misyjnym. Przytoczmy dość obszerny fragment wypowiedzi Arcybiskupa Michała na ten jakże ważny temat:

Po 1917 roku działalność misyjna Cerkwi została przerwana. Cerkiew znajdowała się w sytuacji ugniecenia, poniżenia — a w latach 60. stanęła przed w pełni odczuwalnym niebezpieczeństwem unicestwienia. Obrazowo mówiąc, przez całe dziesięciolecia postępujących jedna za drugą prób zadławienia, Cerkiew nauczyła się bronić, ale zatraciła nawyki „natarcia”. Kiedy w drugiej połowie lat 80. położenie zmieniło się na lepsze i Cerkiew uzyskała znacznie większą wolność działania, okazała się Ona do tej nowej sytuacji nie przygotowana. Dla duchowego oświecenia swoich rodaków, oślepłych w mroku niewiary milionów potencjalnie prawosławnych chrześcijan, Cerkwi zabrakło i kadr, i doświadczenia, i rozpracowanej metodologii, i literatury, i środków materialnych. Cerkiew na wszystkich szczeblach swojej struktury, w przeciągu całych siedemdziesięciu lat ugniecenia i prześladowań, nabrała przyzwyczajeń do pracy duszpasterskiej tylko w ograniczonym środowisku zaawansowanych wiekiem parafian, przeważnie kobiet, w swojej większości na niewysokim poziomie kulturalnym. Naturalnie, zwiększone zainteresowanie Cerkwią, jako pewnym całościowym fenomenem socjalnym, na przestrzeni życia trzech pokoleń sztucznie wystawionym za margines życia społecznego — to zainteresowanie przywiodło w progi Cerkwi masę Rosjan. Ale co Cerkiew była w stanie im dać, nie dysponując duszpasterską, a tym bardziej — misjonarską kadrą, literaturą, ani pomieszczeniami, ani też przynajmniej dostateczną ilością pieniędzy? Cerkiew potrafiła zaproponować tylko formalny obrzęd. Cerkiew mogła chrzcić (i to „na wpół grzesznie”, bowiem masowe chrzty sprowadzały się najczęściej do szumnych, bałaganiarskich i bynajmniej nie dostojnych imprez), ale nie mogła nauczać.

W rezultacie zdecydowana większość ochrzczonych w końcu lat 80. i na początku lat 90., nie wysnuwając z faktu swojego formalnego wstąpienia do Cerkwi jakichkolwiek wniosków — w świątyniach nie pojawia się wcale lub prawie wcale. Miną najprawdopodobniej całe dziesięciolecia, zanim w Cerkwi, choćby i troszkę, zwiększy się liczba ludzi żywych duchem, znających Chrystusa, świadomie będących członkami Jego Kościoła i poczuwających się do obowiązku wypełniania Jego przykazań Miłości i Prawdy. Jednakże należy pamiętać, że losy Kościoła, jak i całej ludzkości zależą od Bożej woli, a „Bóg może i z kamieni wzbudzić Swoje dzieci Abrahamowi” (Mt 3,9), tym bardziej więc możemy wierzyć i mieć nadzieję, że On przyprowadzi do Siebie wybranych Swoich i jak w Dzień Pięćdziesiątnicy znów i znów zaczną wypełniać się słowa prorocze: „I będą nauczeni przez Boga” (J 6,45; Iz 54,13).

Ból i jakże głęboka wiara, tuż obok siebie. Przenikająca wszystkie stronice tej książeczki odpowiedzialność za Kościół, i to za Kościół Powszechny, co we współczesnej prawosławnej publicystyce teologicznej nie jest bynajmniej powszechne. I ból podziału chrześcijaństwa: „Nie osiągnąwszy sukcesu w otwartej walce przeciw Królestwu Światła i Prawdy Bożej, wróg rodu ludzkiego zasiał podziały, obcość i wrogość pomiędzy chrześcijanami, pobudził do walki jednych z drugimi, popchnął do wojen religijnych, z najbardziej surowym prześladowaniem chrześcijan przez chrześcijan (J 16,2–3), jednakże wbrew jego staraniom chrześcijanie różnych konfesji coraz bardziej odczuwają swoją wspólnotę w Chrystusie i zamierzają osiągnąć jedność w Miłości przykazanej im przez Boskiego Nauczyciela (J 17,21)”.

Autor nie pisze tego jednoznacznie, ale w domyśle, w trakcie lektury wciąż błądzi to pytanie: czy rosyjska tragedia nie wynika z naszych podziałów? Powraca odwieczny problem społecznego wymiaru grzechu… Czy koniec rosyjskiej tragedii nie przyjdzie wraz z naszym, chrześcijańskim pojednaniem?

Kończy swoje rozważania Arcybiskup Michał wezwaniem do rachunku sumienia: „Naszej Cerkwi Prawosławnej, tak jak i każdemu z osobna chrześcijaninowi, potrzeba jest, mówiąc słowami modlitwy Efrema Syryjczyka, „ostrzegać swoje przewiny i nie osądzać swojego brata”, w szczególności zaś chrześcijan nie należących do Niej. Tylko upodobniwszy się w pokorze, w znoszeniu cierpienia i w miłości do swojego Pana i Zbawiciela, Cerkiew będzie w stanie dochować Jemu wierności i wypełnić Jego przykazanie: „Idźcie na cały świat i głoście wszystkim Ewangelię” (Mk 16,15)”.

W tym „idźcie” zawarty jest cały ładunek chrześcijańskiej odpowiedzialności… Naszej odpowiedzialności.

„Książeczka” Arcybiskupa Michała
Zdzisław Nowicki

(ur. 17 grudnia 1951 r. w Pile – zm. 6 czerwca 2006 r.) – polski dyplomata, ekonomista, senator I kadencji, ambasador RP, w latach 1992-1998 oraz 2000-2004 przebywał na placówkach dyplomatycznych w Sankt Petersburgu, Charkowie i Astanie, publikował po polsku, rosyjsku, ukrai...