Ku nowej Europie z ufnością…

Ku nowej Europie z ufnością…

Kiedy kupowałem sobie bilet powrotny z Rzymu na 29 października, nie miałem pojęcia, że ryzykuję utknięciem w blokadzie lub wręcz skasowaniem mojego lotu z powodu zjechania się do Wiecznego Miasta prezydentów, premierów i ministrów, którzy podpisywali Traktat konstytucyjny Unii Europejskiej. Ojciec Święty stwierdził, że „był to niezwykle znaczący moment w budowaniu »nowej Europy«, na którą nie przestajemy patrzeć z ufnością”. Jednak owo patrzenie z ufnością na integrację europejską wymaga coraz większego wysiłku. Jan Paweł II uznał za stosowne wskazać dwie sprawy. Po pierwsze to, że duchowe dziedzictwo chrześcijaństwa pozostaje fundamentalnym elementem przyszłego rozwoju Unii. Po drugie, wyraził nadzieję, że katolicy będą nadal obecni w instytucjach europejskich, by wnosić w nie ewangeliczny ferment.

Wydaje się bowiem, że obecność katolików w strukturach Unii Europejskiej jest zagrożona. Chyba że będą oni katolikami jedynie nominalnie i w niewielkiej mierze będą się odwoływać do nauki katolickiej. O tym, że tak właśnie może być, świadczy casus Rocca Buttiglionego, który jako filozof i katolik wyznał nieopatrznie przed komisją parlamentarną, że akty homoseksualne są grzechem i przejawem moralnego nieładu. Co prawda, zaraz zastrzegł, że jest zwolennikiem takiego prawa, które nie zajmowałoby się prywatnymi wyborami osób homoseksualnych, ale nie na wiele się to zdało. Buttiglione wdał się też w niebezpieczne – jak się okazało – porównania, że polityka globalna potrzebuje Ameryki odgrywającej rolę Marsa i Europy, która raczej przypomina Wenus, bo – perorował nieświadom zagrożenia profesor – dziecko potrzebuje dwojga rodziców. Misjonarze laickiej lewicy orzekli, że Rocco Buttiglione jest homofobem, ksenofobem i że w sposób skandaliczny odmawia prawa istnienia samotnym matkom. Ktoś głoszący tak szkaradne poglądy (zresztą zawarte w Katechizmie Kościoła Katolickiego) nie może pełnić odpowiedzialnych funkcji w Unii Europejskiej.

Można odnieść wrażenie, że lewica laicka idzie w Europie na całość, dopuszczając się tyranii w imię swoiście rozumianej tolerancji. Wiele elementów nauki katolickiej zostało przez nią uznanych za całkowicie sprzeczne z duchem nowej Europy. Nie ma więc miejsca na rzeczywisty pluralizm. Inność jest stawiana na piedestale tylko wtedy, jeśli jest to słuszna inność. Bo już inność katolika wśród lewaków godna jest jedynie zdeptania i wyśmiania. Okazuje się, że hołubiona odmienność poglądów ma swoje wyraźne granice: należy szanować odmienność myślenia tych, którzy łamią tradycyjną moralność, ale już nie obowiązuje szacunek wobec poglądów katolickich.

Wydaje się, że niektórzy nowi apostołowie nowej Europy chcą zdetronizować starych Apostołów. Wykrzywiają się, kiedy słyszą o chrześcijańskich korzeniach Europy. Zdecydowanie bliżej im do retoryki rewolucji francuskiej niż do ewangelicznych przypowieści. Dogmat laickości głosi, że od uczniów nie należy wymagać, aby ubierali się skromnie (np. bez pokazywania pępków), ale strzec trzeba, by ktoś nie przyszedł z bardziej widocznym znakiem religijnym. Ksiądz w sutannie może mieć poważne trudności, by wejść do francuskiej szkoły. I pomyśleć, że to wszystko w imię tolerancji i wolności.

Zachodnia lewica laicka w swym apostolskim zapale coraz lepiej radzi sobie z takimi faktami, jak Boże Narodzenie. Umiejętnie i systematycznie wypłukuje te święta z chrześcijańskiej treści. Komercja jest w tej ideologicznej walce cennym sprzymierzeńcem. Już od połowy listopada słychać reklamowy wrzask dotyczący prezentów. Świątynie handlu odprawiają swą liturgię od wczesnego rana do nocy. Ponoć w takich krajach, jak np. Belgia lub Holandia, rośnie liczba tych, którzy naprawdę nie wiedzą, z jakim wydarzeniem związane jest Boże Narodzenie. Ot! ferie zimowe, a o Betlejem nie słyszeli!

Nie martwi mnie w tym wszystkim lewica laicka, ale martwią mnie katolicy, którzy nie potrafią głośno bronić takich ludzi, jak Rocco Buttiglione, i którzy sami gubią się w komercyjnym szumie zagłuszającym sens bożonarodzeniowego czasu.

Ku nowej Europie z ufnością…
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....