Kupka kompostowa

Od dawna prosiłem, aby w naszym gospodarstwie na Jamnej, a później nad Lednicą znaleźć odpowiednie miejsce i założyć podwaliny pod kupkę kompostową. Niezwykle trudno wytłumaczyć zarówno wieśniakom, jak i niektórym miastowym, po co taka rzeczywistość powinna się znaleźć w obejściu gospodarskim. Prosiłem, groziłem, nakazywałem i nic. Dopiero dzisiaj sam wziąłem widły do ręki, jedną z dziewczyn pod rękę i poszliśmy niedaleko zagrody dla osłów, aby tam w odpowiednim miejscu zrobić założenia i niejako fundament pod kupkę kompostową, na której gromadzić będziemy odpadki organiczne, kuchenne, resztki jedzenia czy też znikome ilości gnoju od naszych osiołków. O dziwo, po chwili wszyscy z entuzjazmem wzięli udział w budowaniu kompostu i już planowaliśmy, kiedy będzie można korzystać z doskonałej ziemi ogrodniczej przy zakładaniu klombów i kwietników.

Wszyscy nagle jakby zrozumieli konieczność istnienia takiego miejsca w obejściu gospodarskim. To takie oczywiste, przecież porządek wymaga, żeby odpadki organiczne znalazły się na właściwym miejscu, a po jakimś czasie będziemy mieli dzięki nim ziemię własnej produkcji do kwiatów i do ogrodu.

Gospodarskie zrozumienie układu sił w przyrodzie oraz szacunek dla natury w epoce postideologicznej i dotychczas zarządzanej centralnie jest wielkim wydarzeniem i sukcesem. To obowiązek gospodarza, by zawiadując kawałkiem ziemi, wiedział, co zrobić z odpadkami. Niegdyś na Jamnej, w samych początkach naszego tam gospodarowania, kiedy wywoziliśmy liście z lasu i je paliliśmy, profesor Łukasiewicz powiedział: – Wie ojciec co, ja nie mogę spokojnie patrzeć na to, jak palicie tutaj pieniądze. Na wiosnę będzie ojciec szukał ziemi ogrodniczej i zapłaci za nią drogo, a ponadto dojdzie jeszcze opłata za przywóz.

Odetchnąłem nareszcie, kiedy widzę, jak młodzież, sprzątając po posiłkach, wynosi na właściwe miejsce odpadki, koszoną trawę czy wyplewione chwasty.

Osoba nabożna i religijna, których nie brakuje, będzie mogła się zgorszyć zarówno wyborem przeze mnie tematu, jak i sposobem jego potraktowania. Wołanie przez niemłodego już duszpasterza o kupkę kompostową rozśmieszy ludzi zajmujących się poważnymi tematami i sprawami.

Dbałość o porządek, świadomość przeznaczeń pogardzanych drobin materii prowadzi nas jednak dalej – do pedagogiki i teologii. Wszystko we właściwym czasie i na właściwym miejscu. Kupka kompostowa urasta w moim myśleniu do roli pedagoga i nauczyciela obowiązku, stróża porządku i przyrodniczego prognostyka. Do brania odpowiedzialności za powierzoną przez Opatrzność przestrzeń.

Cieszę się nie tyle z powodu kupki kompostu, którą posadowiliśmy na Polach Lednickich, niedaleko stajenki dla osiołków, ale z powodu przełomu w myśleniu znamionującym otwartość na powiew ducha i świeżego powietrza znad jeziora.

Czy problem kupki kompostowej może stać się problemem pedagogicznym i duszpasterskim? Czy jest dostatecznie pobożny i wzniosły, aby znaleźć się na łamach katolickiego periodyku i zaprzątać uwagę osób duchownych i przeduchowionych? W jakim stopniu winienem usłuchać tych, którzy radzą mi serdecznie, abym odstąpił od tematu i zajął się aktualnymi problemami liturgii czy polityki?

Kupkę kompostową proponuję zatem osobom o wyższych aspiracjach zrozumieć na czterech poziomach. Pierwszym, dosłownym, chodzi bowiem o konkretną kupkę, w konkretnym gospodarstwie nad Lednicą, gdzie ludzie koegzystują ze zwierzętami, którym nieobce są procesy życiowe, biologiczne, fermentacyjnognilne. Tutaj poddani jesteśmy konsekwencji dzieła stworzenia i przemijania.

Następny poziom to poziom metaforyczny. Należy zrobić porządek wokół siebie, w sobie samym i nauczyć się chlujnego myślenia.

Trzeci poziom to poziom moralny. We własnej duszy należy zaprowadzić ład, a z kupką kompostową udać się do spowiedzi.

Pozostał jeszcze poziom czwarty – eschatologiczny. Trzeba zrobić coś z negatywnym dorobkiem życiowym, zanim zacznie się wznosić wieżowiec życiowego sukcesu. Wierzący idą do spowiedzi, oddają się Bożemu miłosierdziu i proszą o przebaczenie. Co mają zrobić niewierzący, nie ośmielam się radzić.

Kupka kompostowa stała się w ten sposób instrumentem pedagogicznym i katechetycznym wieczoru nad Lednicą służącym przekazowi treści głębszych. Szanownego czytelnika prosi się zatem o wzniesienie się na poziom abstrakcji, na którym jest jeszcze w stanie oddychać.

Pewne słuchaczka mojego wykładu streściła go po swojemu: „Wczoraj polazłam łobadać takie coś, co się mianuje »kupka kompostowa«. Ojciec jej okropnie pszaje, a to je zwykły hasiok, ino ściepniety na jedyn plac. Ojciec pedzioł, że to je wielgo sprawa, i durś godo, że skuli tej kupy wszystkie ledniczany bydom zbawione!”.

Kupka kompostowa
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...