Latarnia i ciemność

Latarnia i ciemność

 

Andrzej Franaszek, Miłosz. Biografia, Kraków 2011, s. 960

Był w nim żywioł, który teraz, po latach, próbuję zrozumieć. Niezwykła witalność, tak wielka, że jego życie zamknęło w sobie stulecie. Doprawdy, żyliśmy w wieku Miłosza. Rozumiem to tym bardziej teraz, gdy mam przed sobą książkę niemożliwą do napisania – biografię poety pióra Andrzeja Franaszka. Książka niemożliwa do napisania (ale do przeczytania tak!), bo włożenie życiorysu Miłosza pomiędzy twarde okładki zdaje się przekraczać siły człowieka. Nie wiem, jak to zrobił Franaszek, ani jaką cenę musiał za to zapłacić – wszak takich książek nie pisze się bezkarnie. Jedyną zdradzoną tajemnicą pozostaje ta, że materiały do biografii zbierał przeszło dziesięć lat. Kogo we współczesnym, zagonionym świecie stać na taki heroizm wierności jednemu celowi, jednemu mistrzowi? Gdy w zeszłym roku czytałem Przepustkę z piekła. 44 szkice o literaturze i przygodach duszy Franaszka, zrozumiałem dwie rzeczy: że na nowo został zdefiniowany gatunek szkicu literackiego oraz że dawno już nie było u nas krytyka literackiego z takim egzystencjalnym zaangażowaniem odrabiającego „lekcje współczującej wyobraźni”. I pomyślałem: nie godzi się, aby o tej książce było cicho. A jednak zbyt wielu się zgodziło. Wspominam o tym, bo właśnie wtedy wydawca zapowiedział biografię Miłosza autorstwa Franaszka. Jeśli ktoś, to tylko on – pomyślałem. A jednak uczucie niepokoju, gdy biografia leży już na stole, gdy liczy sobie ponad 1000 stron, gdzie poza tekstem dużo się dzieje w samych przypisach, musi pozostać. To uczucie wzrasta, gdy uświadamiam sobie, jak niewiele wiem o Miłoszu. Miłosz swoim życiem trwał, a zdawało się, że jego dominująca postać jest fundamentem krajobrazu. To był potężny „litewski niedźwiedź”, który prowadził nas łaskawie za rękę i wskazywał cierpliwie, gdzie mamy kopać w jego życiorysie. Tak, żyliśmy pod Miłoszowym panowaniem. „Właściwie podporządkował sobie polskie życie literackie i umysłowe lat dziewięćdziesiątych – skalą talentu i wiedzy, nieporównywalną umiejętnością pracy, ale także wskutek medialnych mechanizmów, które niejako mnożyły jego obecność. My zaś nie zawsze nadążaliśmy za nim i tylko po trosze jak żart brzmi opinia, że czytaliśmy kolejne jego książki znacznie wolniej, niż on je pisał. Rzec można, że wymagał zbyt dużo, zwłaszcza w czasach przyspieszenia i powierzchowności, gdy brakło chwil na powagę, skupienie, ową oczekiwaną przez niego »uważność«. Coraz bardziej rozmijał się z »duchem czasu«, jakkolwiek by ducha tego i kondycję intelektualną epoki oceniać. Honorowany i wielbiony, był tak naprawdę niedoczytany, niedomyślany. Wielokrotnie oczekiwał dyskusji i sporu, ale kończyło się na pochlebnych, »grzecznych« i niejako »obowiązkowych« recenzjach. Byliśmy zaprzątnięci innymi sprawami i kto wie, czy już nie wtedy, w pewien sposób zaczynał się Miłosza – klasyczny dla wielkich pisarzy – »pobyt w czyśćcu«, może zresztą niezbędny, by inni współcześni mogli dojść do głosu”. Czy uda się, Franaszkowi i czytelnikowi, uciec spod Miłoszowego panowania, aby każdy mógł na powrót siebie ocalić?

Latarnik poezji

Zostało Ci jeszcze 80% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się