Miłosierny po obu stronach kraty

Miłosierny po obu stronach kraty

Kościół wolał przemilczeć kryminalne wypadki pedofilii. W trosce o swoją reputację nie pomyślał o tych, którzy stali się ofiarami księży. Musimy prosić, by wybaczone nam zostało milczenie, będące współudziałem w winie.

Po zakończeniu modlitwy pokutnej w głębi kościoła rozlegają się oklaski, które się wzmagają, przybierają na sile, a w końcu wypełniają całą nawę.

Cóż takiego powiedziałem, że spotkało się z to tak dużym uznaniem? Powiedziałem tylko: „Kościół wstydliwie wolał przemilczeć kryminalne wypadki pedofilii. W trosce o swoją reputację nie pomyślał przede wszystkim o tych, którzy stali się ofiarami księży. Musimy prosić, by wybaczone nam zostało milczenie, będące współudziałem w winie, gdyż mogło ono tylko zwiększyć liczbę ofiar”.

Dopiero tego dnia jasno zrozumiałem, że lud chrześcijański nad wyraz boleśnie odczuwa zbrodnie swoich kapłanów i nasze milczenie.

Związane z Kościołem wypadki pedofilii trafiły na pierwsze strony wszystkich gazet. My, księża, jak ślimaki pochowaliśmy się do swoich skorup.

A milczeć nam nie wolno, tego nam nie wolno przede wszystkim. Zgoda, przytłaczają nas czyny, które popełnili członkowie naszej kościelnej rodziny. W związku z tym drażliwym tematem o wiele łatwiej mówić, co myśli się o innych instytucjach, na przykład o Ministerstwie Edukacji, niż o instytucji, do której samemu się należy. Jednak ze względu na człowieka, który stał się ofiarą, musimy zdobyć się na jasność, dokładność, wręcz ofensywność, by ujawnić winę i przerwać milczenie będące współwiną.

Teraz, kiedy zasłona milczenia rozrywa się nareszcie, za każdym razem, gdy mam mówić na ten temat, staram się uprzedzać pytania, gdyż wiem, że zostaną one zadane. Wiele osób dziękuje mi, że stawiam je wprost!

Na początku mówię o nieznośnych męczarniach niewinnych ofiar oraz o ich trudnym procesie zdrowienia, a na końcu zawsze podkreślam moją solidarność z upadłymi kapłanami. Jako apostołowie miłosierdzia w swojej posłudze bardziej niż kiedykolwiek potrzebują tego miłosierdzia, które tak długo głosili!

Prowadzę korespondencję z wieloma kapłanami przebywającymi obecnie w więzieniu. Aż za dobrze wiem, ile zniewag i nienawistnych spojrzeń czeka ich ze strony współwięźniów. Ich męka dopiero się zaczęła. Muszę nieść ich krzyż razem z nimi. Niosę go z innymi przestępcami przebywającymi w więzieniu. Tym bardziej mam obowiązek nieść krzyż z członkami mojej własnej rodziny: Kościoła.

Rzadko zdarza się, że znam ofiary, ale i tak z góry staję po ich stronie. Zadanie, które wykonuję od ponad trzydziestu sześciu lat jako pedagog specjalny, polega na tym, by stać po tej samej stronie co kat, żeby mu pomóc, i uniemożliwić kolejną zbrodnię.

O przypadkach niegodziwości księży często opowiadali mi ludzie młodzi, którzy tych kapłanów znali. Dzielą się ze mną swymi przeżyciami, kiedy odwiedzam miasto, w którym dokonała się zbrodnia. Odpowiadam im: „Nie osądzajcie. Jeśli to jest prawda, sprawiedliwość będzie wymierzona”. Proszę ich tylko o adres więzienia, w którym przebywa kapłan. Zdarza się, że księża sami piszą do mnie z miejsca odosobnienia.

Tajemnica spowiedzi a tajemnica wyznania

Podczas Konferencji Episkopatu w Lourdes w listopadzie 2000 roku Kościół nareszcie jasno określił swoje stanowisko wobec pedofilii, a także wobec winnych jej popełnienia księży. To ważne dokonanie, na które wszyscy od dawna czekali. Natomiast sprawa tajemnicy wyznania, tajemnicy powierzonej poza spowiedzią, pojawiła się wyraźniej niż kiedykolwiek.

Wielokrotnie spowiadałem kryminalistów, na przykład człowieka, który zarżnął innego jak zwierzę. Słuchałem przerażającego wyznania. Byłem związany koszmarem, o którym opowiadał mi zabójca. Pozornie bez wyrzutów sumienia. Co więcej, w jego spojrzeniu widziałem lodowaty błysk, zapowiadający inne przestępstwa. Zdarzyło się to dwadzieścia lat temu. Po raz pierwszy byłem „wzięty na zakładnika”. A ileż razy od tamtego czasu…

Ludzie rzadko zdają sobie sprawę z ciężaru cierpienia i rozdarć, które powierza się kapłanom. Kiedy jednak do tej misji, wiążącej nas bezwzględną tajemnicą, dochodzi jeszcze misja przebywania z młodymi ludźmi o zwichniętej psychice, których przepełnia rozpacz i którzy zwierzają się nam ze swego balansowania nad przepaścią, potrzebujemy sił w dwójnasób.

Byłem i wciąż jestem konfrontowany z wyznaniami, które czynią mnie jakoś wspólnikiem winowajców, a tym samym zmuszają do roztrząsania własnego sumienia, przerastającego moje ludzkie siły.

Powtarzam, że sprawa tajemnicy powierzonej poza spowiedzią pojawiła się wyraźniej niż kiedykolwiek. Wiele osób, nie zdając sobie w pełni sprawy ze znaczenia niezrównanego skarbu tajemnicy sakramentalnej, która w żadnym razie nie może być ujawniona, wypowiada się na jej temat, a także na temat tajemnicy pozasakramentalnej, zawodowej, która czasami powinna być ujawniona, by zapobiec dalszym ofiarom.

Ludzie wierzący, którzy określają się jako niepraktykujący, oceniając różne sytuacje coraz częściej mogą się odwołać jedynie do prasy czy mediów. Często mylona jest więć spowiedź z wyznaniem. Niezależnie od tego, czy to budzi oburzenie chrześcijan i niechrześcijan, my, księża, jesteśmy bezwzględnie związani sakramentalną tajemnicą spowiedzi, niezależnie od konsekwencji. Gdyby księża starali się zrzec tej odpowiedzialności, oznaczałoby to koniec sakramentu pojednania, będącego skarbem Kościoła katolickiego.

W historii Kościoła wielu kapłanów oddało życie, dochowując tajemnicy spowiedzi. Kapłan spowiednik dysponuje istotnymi środkami pomocniczymi, na przykład może odmówić rozgrzeszenia, zobowiązać winnego do wydania się w ręce sprawiedliwości.

Biskup, który bezpośrednio lub pośrednio zapoznał się z zeznaniami kapłana nieobjętymi tajemnicą spowiedzi, ma inne jeszcze możliwości działania. Jeśli kapłan nie zechce odwołać się do wymiaru sprawiedliwości, biskup może zakazać mu wszelkiej posługi. Prałat nie jest ani policjantem, ani sędzią, ale nie ma prawa udawać, że nic nie wie o regularnie docierających do niego pogłoskach, że nie zna odkrytej przed nim prawdy. Ponieważ i w tej sytuacji ofiara ma pierwszeństwo, biskup musi się z tym liczyć. Nie jestem jednak pewien, czy biskup ma obowiązek wydać w ręce sprawiedliwości swego współpracownika. Pewien biskup miał podobno podać do wiadomości prasy, że zamierza tak postąpić, jeśli kapłan sam nie odda się do dyspozycji władz sądowych. Natomiast decyzja, że biskup osobiście będzie towarzyszyć swemu grzesznemu bratu w drodze do sądu, aby dopomóc mu w trudnej chwili, wydaje mi się czymś nowym i słusznym. Pewien francuski biskup tak właśnie postąpił.

Głośny proces

W wyniku głośnego i jedynego w swoim rodzaju procesu biskupa z Bayeux – od czasu rewolucji francuskiej trybunał nie skazał żadnego biskupa! – prawo kanoniczne zostało podporządkowane prawu republikańskiemu w granicach, które wyznaczył proces. Wcześniej spowiedź i wyznania uczynione poza nią były ze sobą nierozłącznie związane. Uznano, że biskup Pican ponosi winę nie za to, że przemilczał wyznanie kapłana pedofila, lecz za to, że przemilczał informacje otrzymane od osób trzecich. Uzasadnienie wyroku z Caen stwierdza to jednoznacznie i jest to zasadnicza wskazówka. Biskup Pican sam uznał, że w wyniku otrzymanych informacji popełnił błąd w ocenie.

Świecki wymiar sprawiedliwości po raz kolejny potwierdził prawo duchownych do tajemnicy zawodowej. Poza tym wynik procesu wskazał, że w niektórych sytuacjach tajemnica zawodowa sięga dalej niż spowiedź sakramentalna. Biskup ma więc prawo zachować przekazaną mu przez kapłana (poza spowiedzią) tajemnicę pod warunkiem, że postępowanie kapłana wobec biskupa ma charakter „spontaniczny”. Oznacza to, że w przypadku, gdy biskup zawezwie kapłana i odbędzie z nim rozmowę, tajemnica zawodowa nie powinna obowiązywać. Decyzja o ujawnieniu przestępstwa nie zależy wówczas od sumienia biskupa. I tylko dlatego biskup z Bayeux został uznany za winnego, osądzony i ukarany.

Wyrok ten nie podważa zasady tajemnicy zawodowej ani zasady wyboru zgodnie z sumieniem. Zgoda, że ogranicza on obszar tajemnicy zawodowej kapłana i biskupa, pozwala jednak zachować zaufanie w ich relacji. Podstawowa zasada została zachowana! Nasze społeczeństwo coraz bardziej pragnie żyć w całkowitej przejrzystości. Zapomina, że tajemnica jest mu potrzebna i że obowiązki tak samo ciążą na tym, kto chce coś wyznać, jak na tym, kto wyznanie przyjmuje. Tajemnicy jednak potrzebne są ramy, aby nikt nie mógł jej pomylić z chęcią zatuszowania sprawy.

Jedno przynajmniej nie ulega wątpliwości: Kościół nigdy więcej nie powinien przedkładać swego splamionego honoru nad to, co najświętsze – dziecko albo młodego człowieka.

Biskup Pican zapłacił wysoką cenę za niedopuszczalne milczenie Kościoła.

Celibat a pedofilia

Spotkałem wiele osób, które twierdziły, że przyczyną przestępczego działania księży pedofili jest obowiązujący księży celibat! Takie stanowisko świadczy o nieznajomości psychologii pedofila, którego seksualność, dziecięca lub młodzieńcza, została zablokowana w skutek „nieszczęśliwego dzieciństwa”. Mężczyzna, który wiele wycierpiał w tej sferze w okresie dzieciństwa, w wieku czterdziestu, pięćdziesięciu czy więcej lat szuka dziecka w takim wieku, w jakim on przeżył swe trudne doświadczenia.

Nic nie wskazuje na to, że obowiązkowy celibat księży jest przyczyną jakichkolwiek nadużyć. Żadne odkrycia w dziedzinie biologii nie wyjaśniły jeszcze rzeczywistych przyczyn pedofilii. Specjaliści wciąż prowadzą badania. Jedno zostało dowiedzione: 50% pedofili w dzieciństwie padło ofiarą agresji o charakterze seksualnym.

Przypominam sobie zwierzenia, które głęboko mnie poruszyły. Pewien dwudziestosiedmiolatek opowiedział mi, że nagle zaczął odczuwać pociąg do małych dzieci. Kiedy miał dwanaście lat, okrutnie pobity przez ojca uciekł z domu. Ucieczka zakończyła się w szoferce pedofila. Szofer ten wykorzystywał go przez dwa tygodnie. „Był delikatny i ojcowski” – opowiadał mi młody człowiek z dużą wyrozumiałością. „Zmęczony jego ciągłymi żądaniami seksualnymi postanowiłem uciec” – dodał. Piętnaście lat później zaczął obserwować u siebie niekontrolowany popęd seksualny. Wpadł w panikę. Chociaż udało mu się powstrzymać od relacji seksualnych z dziećmi, obawiał się, że długo nie wytrzyma. Zdecydowanie zachęcałem go do rozpoczęcia leczenia. Okazuje się jednak, że brakuje lekarzy mogących zapewnić opiekę w tej dziedzinie.

Trudno wręcz wyrazić, jak wielką pomocą, jakim wyzwoleniem i wsparciem w drodze może okazać się regularna, zdecydowana gotowość do wysłuchania człowieka, którego ogarniają (powiedziałbym – wbrew jego woli) potępiane przez niego pokusy. Wysłuchać, doradzić – to sposoby często pozwalające uniknąć tego, czego potem nie da się naprawić.

Milczenie pedofila to jedna z cech charakterystycznych jego seksualności. Poza tym niektórzy pedofile dają dowody przerażającej słabości moralnej. Pewien kapłan pedofil w czasie swego procesu wyznał, że spowiadał się po każdym upadku. Zamiast udzielić mu rozgrzeszenia, spowiednik powinien był mu doradzić, by sam oddał się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Sądzony twierdził, że nikt mu nigdy nie udzielił takiej rady.

Fałszywe oskarżenia i strach przed uczynieniem gestu

Oskarżyć kogoś o pedofilię to sprawa bardzo poważna. Wymyśleć tego rodzaju oskarżenie, to sprawa jeszcze poważniejsza. Świadczy o tym choćby niedawne samobójstwo nauczyciela gimnastyki. Pewien młody człowiek, wściekły, że nauczyciel postawił mu stopień, który on sam uznał za niesprawiedliwy, oskarżył nauczyciela o tego rodzaju przestępstwo. Następnego dnia nauczyciel popełnił samobójstwo, a wkrótce potem chłopak przyznał się do kłamstwa.

Dziecko z pewnością potrafi znaleźć prawdziwe, niezmyślone zdania, by wyrazić to, co przeżyło! Pod warunkiem, że jedno z rodziców nie podpowie mu, jak ma brzmieć jego domniemana spowiedź! Znam rodzinę, w której matka nakłoniła obie swoje córki, by oskarżyły ojca. Ojciec walczył jak lew, żeby dowieść swojej niewinności. Przez dwa lata bardzo rzadko mógł widywać swoje ukochane córki, i to tylko w obecności opiekunki społecznej. Ostatecznie został uniewinniony, lecz, zniechęcony i zdruzgotany, zerwał kontakty z rodziną. Zamęt, z którego nie da się już wyjść.

Dotykanie dziecka czy pieszczenie go nie może budzić w rodzicach lęku przed oskarżeniem o przestępstwo. Sprawa Dutroux, która z pewnością wyzwoliła tysiące młodych ludzi, przytłoczonych poczuciem winy, w jakie wpędzili ich prześladowcy, nie może jednak siać paniki w rodzinach. Ludzie nie mogą się bać, że każdy ich gest będzie opacznie interpretowany.

Winni księża i podwójna kara

Nasze społeczeństwo okazuje coraz większe nieprzejednanie wobec win popełnionych przez ludzi Kościoła. Słusznie utożsamiane z wartościami moralnymi i duchowymi, religie z pozoru zaprzeczają przesłaniu, które powinny przekazywać. Głośne procesy w Ameryce i Kanadzie zmusiły hierarchię katolicką do podjęcia znaczących działań, z publicznymi przeprosinami łącznie. Diecezje rujnowały się finansowo, by wynagrodzić straty osobom, które padły ofiarą duchownych. Wydaje się jednak, że przez ostatnie dziesięć lat liczba oskarżeń pod adresem duchownych wzrosła.

Biskupi francuscy podejmują inicjatywy, zmierzające do rozpoczęcia zbiorowej refleksji. Jedno z pytań, jakie sobie zadają, dotyczy przyszłości osądzonych i uwięzionych księży. Co się z nimi stanie potem? Dokąd uda się kapłan po odbyciu kary? Czy będzie mógł podjąć posługę kapłańską? Przecież, jak każdy człowiek, ma prawo wrócić do normalnego życia w społeczeństwie. Oto całkiem nowa sytuacja. Miłosierdzie i ostrożność bowiem wydają się trudne do pogodzenia.

Trudno byłoby wybaczyć biskupowi, że w wypadku karanego już kapłana zaryzykował możliwość popełnienia przez niego kolejnych przestępstw. Czy kapłan powinien więc zostać usunięty poza nawias Kościoła, z zakazem odprawiania mszy świętej i wykonywania innych posług? Poniósłby wtedy podwójną karę – jedną wymierzoną przez świecki wymiar sprawiedliwości i drugą wymierzoną przez Kościół.

Oby Kościół potrafił dać dowód zarówno miłosierdzia, jak i ostrożności. Powinien on przede wszystkim znaleźć doradców, którzy podjęliby zdecydowane i światłe działania wobec kandydatów do kapłaństwa. Brak księży nie może upoważniać do pobłażliwości wobec kandydatów na kleryków. Ta szczytna misja wymaga doboru ludzi o zrównoważonej sferze uczuciowej, umiejących dokonywać jednoznacznej oceny, możliwie jak najbardziej zaangażowanych w życie wspólnotowe. Dodajmy jeszcze: ludzi pobożnych i silnych, zdolnych spokojnie stawić czoło twardemu światu o coraz bardziej swobodnych obyczajach.

Chrześcijanie, spoczywa na was wielka odpowiedzialność!

Kapłan nie powinien żyć w samotności. Życie samotne stawia przed nim wiele pokus. Nie powinien być niczym kierowca Formuły 1, mający za rozmówcę jedynie nawierzchnię trasy wyścigu!

Przeciążony, bezustannie gdzieś wysyłany, rozdarty, wciąż w drodze, kapłan jest narażony na ciągłe niebezpieczeństwa. Musicie mu pomóc w jego misji.

Skoro on wyrzekł się wszelkiej miłości, by was kochać i wam służyć, wasza miłość i wasza bliskość będą dla niego jak dwa mury, wspierające go w służeniu przykładem waszej wspólnocie. Iluż księży mówiło mi o wdzięczności, jaką czują dla wiernych, którzy ich wspierali, dźwigali na nogi swoimi wyjaśnieniami i swoją szczerością!

Czując waszą miłość i bliskość, księża będą może bardziej skłonni głosić nie „Ewangelię ciemności”, lecz Dobrą Nowinę, która stanie się dla was siłą i światłem. Dlatego że oni sami będą przede wszystkim „ludźmi światłości”.

przeł. Maria Żurowska
 

Tekst pochodzi z książki Guy Gilberta Ma religion c’est l’Amour, wydanej nakładem Édition Stock, Paryż 2001, gdzie nosił tytuł Światło i ciemności. Kościół i pedofilia.

Miłosierny po obu stronach kraty
Guy Gilbert

urodzony 12 września 1935 r. w Rochefort-sur-Mer we Francji – francuski kapłan katolicki, wychowawca trudnej młodzieży i młodocianych przestępców.Urodził się w rodzinie robotniczej jako jedno z piętnaściorga dzieci....