Mocarz związany

Mocarz związany

Life of money, life of sex / Life of money, life of hex / Little girls drinking and eating of cake / Little girls gorge you, your greatest mistake / Maxisingiel „Roman P.” (Genesis P-Orridge & Psychick TV, 1983)

W ostatnich tygodniach na całym niemal świecie głośno jest o znanym polskim reżyserze Romanie Polańskim. Powodem tego rozgłosu nie była nagroda „Złotego Oka”, którą miał właśnie odebrać podczas festiwalu filmowego w Szwajcarii za całokształt twórczości, ale zatrzymanie go 26 września 2009 roku na lotnisku w Zurychu na podstawie amerykańskiego nakazu aresztowania z 1978 roku. Polański był poszukiwany za przestępstwo o charakterze seksualnym, którego dopuścił się ponad 30 lat temu w Stanach Zjednoczonych. Jego ofiarą była trzynastoletnia wówczas Samantha Geimer. Niezależnie od tego, czy czyn taki odbywa się za zgodą osoby małoletniej, czy też nie – kalifornijskie prawo automatycznie klasyfikuje go jako gwałt. Uciekając przed wymiarem sprawiedliwości, Polański opuścił w 1977 roku Amerykę. Według mnie sprawa ta ma kilka wątków. Nie chciałbym jednak mówić o niej w kontekście aksjologicznym czy etycznym, ale skupić się na aspektach prawnych i obyczajowych.

Przy próbie oceny czynu Romana Polańskiego z lat 70. widać, jak bardzo jesteśmy sterowani przez media. Dziś chyba nikt nie wie dokładnie, co się wtedy wydarzyło. Istnieją przecież różne relacje na ten temat. Jestem zwolennikiem takiej oto tezy nieżyjącego francuskiego pisarza i filozofa Guy Deborda: we współczesnych czasach nie możemy wierzyć żadnym informacjom, których nie sprawdziliśmy osobiście, ani żadnym opisom wydarzeń, w których nie uczestniczyliśmy. Nie wiemy, czy Polański napisał prawdę o tej sprawie. Nie mamy szans stwierdzić, czy dziewczyna, której sprawa dotyczy, już jako dorosła kobieta, napisała prawdę. Jako psycholog traktujący psychologię jako naukę empiryczną twierdzę, że po to, aby o czymś się wypowiadać, muszę mieć niezbite fakty. Nie jestem na tyle nieroztropny, żeby powiedzieć: Polański jest winny albo nie. Mam dostęp tylko do opisów przedstawianych w mediach, a te należą do ludzi, którzy reprezentują swoje interesy. Nie wiem, czy zazwyczaj przekazują informacje prawdziwe. Wielokrotnie się przekonałem, że nie.

Rzeczywistość medialna

W pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku tematem bardzo istotnym stała się pedofilia. Jakiś czas temu takim tematem były sekty. Teraz zeszły na dalszy plan. Przed laty dzieciom jadącym na wakacje zagrażały sekty, teraz zagrażają pedofile. A prawda jest taka, że dawniej problem był taki sam albo nawet większy, tylko że się o nim nie mówiło. Wiele dzieci cierpiało z powodu pedofilii, ale teraz temat stał się modny, choć jest trochę przeakcentowany. Powoduje to, że ludzie, którzy się nim zajmują zawodowo – prawodawcy, sędziowie, psychiatrzy – są pod stałym naciskiem opinii publicznej. Trzeba jednak być świadomym, że pedofilia nie pojawiła się na początku XXI wieku, że zboczeńców, a może ludzi chorych, którzy niszczą życie rodzinne i zagrażają porządkowi, nie ma teraz więcej niż kiedyś. Pedofilia była zawsze. Tak samo jak zawsze istniały sekty. Życie społeczne przypomina lawinę: zbierają się pewne problemy, a gdy masa krytyczna zostaje przekroczona, temat wypływa. Na świecie mogą się dziać straszne rzeczy, ale jeśli w ludziach nie ma gotowości, by o nich rozmawiać, praktycznie nie istnieją one w społecznej świadomości. Wystarczy jednak, że sprawą zainteresują się media, wtedy sytuacja radykalnie się zmienia. Temat jest na ustach wszystkich, a media eksploatują go tak długo, jak długo jest na niego zapotrzebowanie i można na nim zarobić.

Kiedy zmarł Michael Jackson, media ścigały się, podając te same informacje pod zmienionymi tytułami, bo przynosiło to ogromny zysk. Podobnie w przypadku Romana Polańskiego: jest temat, jest wsparcie w społeczeństwie, są gorące dyskusje na forach internetowych, mamy szum w mediach. Można się przy tym zastanawiać, czy nie kreują one naszych zachowań i czy czasami nie działają jak pewien ksiądz, który zapytał spowiadającego się trzecioklasistę: „Czy wybierałeś nożem ze świnki skarbonki pieniądze?”, a w odpowiedzi usłyszał: „Nie, ale to świetny pomysł!”.

Tragedia współczesnego człowieka polega na tym, że nie dysponuje on skutecznymi narzędziami do oceniania informacji. Nie dzieje się tak dlatego, że jest niewykształcony, tylko dlatego że nie ma dostępu do miejsc, w których się te informacje przygotowuje. Nigdy nie będziemy wiedzieli, kto tak naprawdę wywołał kryzys, jak wyglądał zamach na WTC, jaka była sytuacja przed II wojną światową. Jesteśmy zdani na szacowanie informacji, które pochodzą od innych, a one nigdy nie są przekazywane bezinteresownie.

Równość wobec prawa

Na tym tle toczy się od pewnego czasu dyskusja, czy artysta, człowiek wybitny, zasłużony powinien mieć większe prawa niż inni ludzie. Interesujące, że świat zwierząt, w obrębie niektórych gatunków, tak akurat funkcjonuje: jednostki bardziej zasłużone mają większe prawa. Klasycznym przykładem jest stado pawianów. Gdy kładą się spać, wówczas przywódcy, czyli najinteligentniejsze osobniki w stadzie, śpią na drzewie, najbliżej jego pnia. Obojętnie, co by się działo, nikt nie ma prawa ich budzić. One muszą być rano wyspane, bo dowodzą resztą i są za nią niejako odpowiedzialne. Jeśli zatem pawian śpiący na niższej gałęzi zostanie zaatakowany przez drapieżnika – musi sobie radzić sam.

Tymczasem zachodnie społeczeństwa wyewoluowały w kierunku demokracji, w której wszyscy są równi wobec prawa. Wszelkie zatem próby traktowania Romana Polańskiego i jego czynu w sposób inny niż przeciętnego Jana K. są bez sensu.

Bardzo współczuję Polańskiemu: zaczął życie jako człowiek ścigany i pod koniec życia znów jest człowiekiem ściganym. Psychologicznie można tłumaczyć jego zachowanie jako ucieczkę od traumy. Nie mnie kogokolwiek oceniać, nie jestem moralistą. Nie sądzę jednak, żeby dało się uzasadnić tezę, iż jeden człowiek powinien mieć większe prawa niż inni. Dlatego najlepiej będzie dla samego Polańskiego, jak i dla nas wszystkich, jeśli ta sprawa znajdzie swój finał. Musimy przestrzegać prawa. Nawet jeśli walczymy z systemem prawnym, to sprawiedliwe wobec innych współobywateli jest przestrzeganie obowiązujących zasad. Jestem „uczniem” Abramowskiego i wrogiem kapitalizmu, ale płacę podatki, ponieważ inni też je płacą. I nie byłoby uczciwe stwierdzenie: mnie to nie obchodzi, ludzie niech się męczą, ja męczyć się nie będę.

Czy dziś dla czynów pedofilskich jest mniejsze przyzwolenie niż było dawniej? Raczej nie. Różnica polega jedynie na tym, że dawniej takie sprawy o wiele łatwiej wyciszano, a słynna fraza Raymonda Chandlera na temat funkcjonowania prawa w Los Angeles: „Masz je, gdy za nie zapłacisz” (Law: you have it, when you buy it), była jak najbardziej słuszna. Istnieją wiarygodne dane dowodzące, iż w latach 30. i 40. XX wieku zatuszowano niejedną tego rodzaju aferę z udziałem tuzów z Hollywood.

Jednak badania psychologów ewolucyjnych dotyczące człowieka pokazują, że dzisiaj – wbrew temu, co sugerują media – ludzie są lepsi niż dawniej, to znaczy, że zgoda na czyny, które były dopuszczalne w XVIII czy XIX wieku, jest o wiele mniejsza. W XVIII wieku ulubiona „zabawa” francuskich królów polegała na smażeniu kota żywcem, a popularną rozrywką gawiedzi były publiczne egzekucje. W drugiej połowie XX wieku nie ma aprobaty ani dla przemocy wobec zwierząt, ani dla publicznych egzekucji. Niezależnie od tego, jak wyglądają wojny na Bałkanach, w Afryce czy w innych częściach globu, wrażliwość sumienia jest dziś większa.

Romantyczna wizja artysty

Najbardziej niepokojąca w całej tej sprawie jest procedura lawinowego rozmnażania się moralistów. Do momentu, w którym szwajcarska policja aresztowała Polańskiego, prawie nikt o jego czynie nie mówił w kontekście etycznym. I wcale nie chodzi o to, że nagle jakieś nowe fakty ujrzały światło dzienne. Napomykało się co jakiś czas o wydarzeniu z lat 70. XX wieku tak, jak się mówi o tym, że ktoś miał siostrę syjamską albo urodziła mu się dwugłowa krowa. Dla nikogo nie było tajemnicą, dlaczego Polański wyjechał z Ameryki i zamieszkał we Francji. Jego przeszłość jednak nikomu nie przeszkadzała. Teraz zaś nagle mnóstwo ludzi sterowanych przez media podejmuje temat, który z mojego punktu widzenia jest tematem zastępczym.

Przypomina mi się apokryficzna być może anegdota o Janie Husie. Gdy palono go na stosie, w pewnej chwili podeszła staruszka i dorzuciła jedną gałązkę do ognia. Hus miał wtedy powiedzieć: O sancta simplicitas! O święta naiwności! Wokół sprawy Polańskiego, jak spod ziemi, wyrosły nagle rzesze takich staruszek. „Mocarz związany”, więc można spokojnie oceniać, co zrobił i jak zrobił.

Albo to jest sprawa obyczajowa, albo sprawa prawna. A jeśli dotyka prawa, to powinien się na ten temat wypowiedzieć sąd.

Występuje przy tym polaryzacja – przedstawiciele klas wyższych, branżowo powiązani z reżyserem, bronią Polańskiego. Nie chcę z tego wyciągać łatwych wniosków, że hołdują oni luźniejszej obyczajowości. Przeszkadza mi jednak w tych wypowiedziach fakt, że mówią tak, jakby dokładnie wiedzieli, co się wydarzyło. Tymczasem – podkreślam – nie wiemy, co się wtedy wydarzyło.

Od czasów romantyzmu obecny jest pogląd, że artysta jest kimś wyjątkowym. Czy zatem należy przyznawać mu specjalne prawa w życiu społecznym, czy należy pozwalać mu na więcej? W dziele sztuki może robić różne rzeczy, może łamać normy. Niektórzy mówią, że artysta z definicji posuwa się za daleko, bo taka jest istota sztuki. Chyba nie każdej sztuki, bo Józef Haydn nie musiał posuwać się za daleko, żeby robić rzeczy epokowe. Można też tworzyć dobrą sztukę, będąc człowiekiem o nudnej osobowości i takim samym życiorysie. Współcześnie artyści i otaczający ich ludzie często akcentują, że sztuka powinna być manifestacją transgresji czy „masakry obyczajowej”. Tymczasem artyści nie są ludźmi, których moralność w jakiś specjalny sposób musi odbiegać od społeczeństwa na korzyść albo na niekorzyść. Znajdujemy wśród nich ludzi żyjących jak bankierzy: chodzących do pracy, wracających do domu, mających rodzinę. Przychodzi mi w tym kontekście do głowy ekscentryczny rockman Frank Zappa. Mąż jednej żony, ojciec czworga dzieci. Najbardziej lubił, i to przez szesnaście godzin dziennie, pisać nuty. Zabił go rak prostaty, a nie żadne ekscesy alkoholowonarkotykowe. A sztukę robił rewolucyjną.

Ta dyskusja może się toczyć na płaszczyźnie obyczajowej, antropologicznej, filozoficznej, ale na poziomie prawodawstwa jest niemożliwa. Wobec prawa wszyscy są równi. Przynajmniej teoretycznie, bo praktycznie tak nie jest. W rzeczywistości, jeśli Jan K. z ulicy obrazi wysokiego urzędnika, to szybciej za to odpowie niż ktoś wysoko postawiony.

Ludzie władzy mają pewne przywileje, mają możliwość decydowania o życiu innych, nie zwalnia ich to jednak z odpowiedzialności za własne czyny.

Co powinien był zrobić

Istotą dyskursu moralizatorskiego, w którym kładzie się nacisk na to, co kto powinien zrobić, a czego nie, jest przekonanie, najczęściej bardzo optymistyczne, o tym, w jakim stopniu człowiek jest podmiotem, co od niego zależy, na ile jest wolny. W przypadku Romana Polańskiego odpowiedź przeciętnego moralisty jest prosta: był dorosły, mógł się powstrzymać.

W latach 30. XX wieku w Niemczech była ogromna liczba dorosłych i kulturalnych ludzi, którzy z entuzjazmem witali triumfalny pochód nazizmu. Rosyjscy żołnierze zgwałcili półtora miliona Niemek. Taka jest ludzka natura. Jeśli ktoś zamyka na to oczy, to znaczy, że żyje w sztucznym świecie. Trzeba uwzględnić tę wiedzę i wziąć pod uwagę, że w niektórych sytuacjach dorośli zawodzą. Badania pokazują, że ludzie, którzy twierdzą, iż człowiek powinien mieć silną wolę, nie oszukiwać, być dobry, moralny itd., postawieni w sytuacji eksperymentalnej, w której mają szansę oszukiwać, robią to zdecydowanie częściej niż ci, którzy mówią o sobie: ja nie jestem silny, torturowany wydałbym od razu wszystkich, gdy będę miał szansę oszukać albo zdradzić, to obawiam się, że się nie powstrzymam. O dziwo, w realnych sytuacjach, dzięki tej krytycznej samowiedzy o sobie, człowiek częściej potrafi się ustrzec błędu. Może więc należałoby ludziom co jakiś czas przypominać, że nie są dobrzy, że są podatni na pokusy, że łatwo jest zdradzić. Nie trzeba wiele, żeby mordować. Europejskie narody – Niemcy, Serbowie, Chorwaci – wiedzą o tym doskonale, mają za sobą takie doświadczenia. Polacy mają tendencje do widzenia siebie jako ofiar prześladowań, a niedawno prezydent Kaczyński musiał wydusić z siebie przeprosiny za częściowy rozbiór Czech przez Polaków i nazistów w 1938 roku. To Niemcy zabijali Żydów, ale czy Polakom nie zdarzały się pogromy? A nasz antysemityzm? Łatwo jest widzieć źdźbło w oku bliźniego.

Matka dziewczyny

Warto zwrócić jeszcze uwagę na matkę dziewczyny zamieszanej w sprawę Polańskiego. O niej prawie wcale się nie mówi w tej dyskusji. Nasi artyści, m.in. Krzysztof Zanussi czy Dorota Stalińska, atakowali ówczesną nastolatkę, że to była lolitka, nimfetka, że nie wyglądała na trzynaście lat, że „przecież nie była dziewicą”. Według mnie te argumenty są śmieszne. Demokracja polega na tym, że rządzi prawo, a wtedy nie jest ważne, kto i co mówi o trzynastoletniej osobie. Ona jest niepełnoletnia – i tyle. Trapi mnie raczej pytanie, dlaczego matka przyprowadziła ją na taką imprezę i w określone towarzystwo, które nie przypominało ani szkółki niedzielnej, ani kółka różańcowego. Oczywiście, to niczego ani nikogo nie usprawiedliwia. Jeśli kobieta ubierze się w sposób skrajnie wyzywający, obwiesi się złotem i pójdzie do dzielnicy znanej z przestępczości, to wprawdzie nadal nic nie usprawiedliwia tego, kto jej zrobi krzywdę, ale jednocześnie nie uznamy tej kobiety za zbyt rozsądną. Jeśli mężczyzna będzie chodził z ogromną ilością pieniędzy w obu rękach po lokalu i ktoś mu je w końcu zabierze, to nic nie usprawiedliwia złodzieja, bo własność jest własnością, ale tego mężczyzny także nie uznamy za mądrego. Jedną rzeczą jest prawo, a drugą natura ludzka. Jak mówiła Barbara Skarga, „człowiek nie jest pięknym zwierzęciem”. Natura ludzka jest dość przerażająca i trzeba to brać pod uwagę w edukacji i zachowaniach społecznych. Wystawianie swojego dziecka na coś w rodzaju aukcji wizualnobehawioralnej jest nieroztropnym, a nawet głupim zachowaniem.

Sprawiedliwości stanie się zadość?

Na koniec chciałbym zauważyć, że mimo całej medialnej wrzawy mam wątpliwość, czy w kwestii Polańskiego, i to z jego perspektywy, sprawiedliwości stanie się zadość. Nie znając wielu przypadków sądownictwa amerykańskiego od czasów J. O. Simpsona i nie orientując się w prawniczych meandrach, nie jestem pewien, czy proces i wszystko, co z nim będzie związane, odbędzie się sine ira et studio, bez dodatkowych nacisków politycznych, medialnych, społecznych… Polański pewnie czułby się bezpieczniej, gdyby jego proces odbył się w Szwajcarii, nawet zgodnie z przepisami amerykańskiego prawa, ale z innymi dziennikarzami, z innym opisem sytuacji. Żyjemy, jak mawiał przywoływany wcześniej Guy Debord, w społeczeństwie spektaklu, a jest to pewna formuła polityczna, pewna forma sprawowania władzy. Polański wkręcił się wiele lat temu w ten spektakl, pracując tam, gdzie pracował, robiąc to, co robił, odnosząc sukcesy i porażki. Teraz zostanie wkręcony w inną formułę, która niekoniecznie rozegra się po jego myśli.

W Stanach Zjednoczonych przeszłość tłumaczy teraźniejszość. Jest to kraj założony przez dysydentów religijnych, przez ludzi uciekających przed prześladowaniami religijnymi, którzy religię traktują (czy traktowali) bardzo poważnie. Wydarzenia z amerykańskiej historii czy najważniejsze dzieła literackie pokazują, że religijność jest bardzo ważnym aspektem funkcjonowania Amerykanów. Nigdzie na świecie nie ma takiej ilości telewizyjnych stacji religijnych, megakościołów… Zazwyczaj religijność jest mocno reprezentowana w krajach, w których rozwój nauki i technologii czy możliwości finansowe są słabsze. To chyba jedyny kraj na świecie o zaawansowanej technologii i nauce, w którym równocześnie tak bardzo wysoki procent ludzi deklaruje, że wierzy w Boga, że religia odgrywa ważną rolę w ich życiu, że trudno sobie wyobrazić, żeby jakiś polityk mógł tam funkcjonować, otwarcie wypowiadając wojnę religii. Jest to niemal niemożliwe, tak samo w Ameryce, jak i w Polsce. W związku z tym możemy zaryzykować tezę, iż często występująca skrajna polaryzacja stanowisk w publicznym życiu w Stanach Zjednoczonych jest wynikiem żywych pozostałości religijnego myślenia, które weszło do myślenia potocznego. O wiele częściej niż gdzie indziej myśli się tam w kategoriach etycznych. Nie musi się to przekładać na funkcjonowanie jednostek, ale na pewno przekłada się na funkcjonowanie społeczeństwa spektaklu.

W dyskursie medialnym, którego płaszczyzną są Internet i telewizja, dominuje określona perspektywa: skrót, jednoznaczność, kontrast, wyrazistość postaw. Media nie szukają niuansów, subtelności, zróżnicowania, uwzględniania wszystkich czynników. Tak się dzieje jedynie w gazetach starego typu czy książkach. W telewizji czy w sieci nie funkcjonują długie artykuły, ale wypowiedzi zwarte, syntetyczne, kilkuzdaniowe. Telewizja też żąda dwóch, trzech zdań z wyraźnie określonym stanowiskiem. Jak to się mówi w Ameryce: get to the point – powiedz, o co ci chodzi, jesteś za czy przeciw, podoba ci się czy nie podoba, zamknąć go, powiesić, wykastrować, wypuścić, nagrodzić? Nie ma żadnych półcieni, bo one są za trudne dla większości widzów i nie przynoszą zysków. Reklamodawcy chcą emocji.

Mocarz związany
Bartłomiej Dobroczyński

urodzony w 1958 r. – polski psycholog, doktor habilitowany Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek Kolegium Interdyscyplinarnego Centrum Etyki Wydziału Filozoficznego UJ, ornitolog amator oraz admirator muzyki, badacz rzeczy mrocznych i egzotycznych....