Mój post

W Dialogach Grzegorza Wielkiego znajdziemy opowieść o tym, jak pewna młoda mniszka, spacerując po ogrodzie warzywnym przy klasztorze, zobaczyła piękną główkę zielonej sałaty. Wyglądała tak apetycznie, że nie mogła się oprzeć i zjadła ją łapczywie bez uczynienia nad nią znaku krzyża. Problem polegał na tym, że na tej sałacie odpoczywał mały diabełek, który został połknięty przez zakonnicę. Zaczął ją dręczyć i męczyć, a na pytanie egzorcysty, dlaczego ją tak opętał, odpowiadał „Co ja zrobiłem? Co ja zrobiłem? Siedziałem tylko przypadkiem na sałacie, a przyszła taka jedna i mnie zjadła”.

Historyjka jest komiczna, a akcent został w niej położony nie tyle na łapczywość zakonnicy, ile na brak dziękczynienia z jej strony za tak wspaniały dar.

Modlitwa dziękczynna przed posiłkiem i po nim była w dzieciństwie częścią mojej codzienności, ale jako dorosła osoba zatraciłam ten moment skupienia nad darami. Spożywanie posiłku stało się z czasem satysfakcją samą w sobie bez głębszej refleksji.

Jedzenie może stać się obsesją, wiem to z własnego doświadczenia. Ciągłe myślenie i mówienie o nim w zasadzie nie różni się od samej konsumpcji, tyle że w tym wypadku najadamy się słowami i myślami. Namacalnym tego dowodem jest to, że w ostatnich latach wszyscy zaczęli mówić i pisać o kuchni i różnych przyjemnościach gastronomicznych. Półki w księgarniach uginają się pod nowymi pozycjami, a telewizja i internet roją się od blogów i programów kulinarnych. Mam wrażenie, że znajduję się w świecie ogólnej niestrawności, chociaż ja też, przez moje pisanie i mówienie, uczestniczę w tym zgiełku.

Nasuwa się pytanie, czy w moim życiu przez te wszystkie lata znalazło się miejsce na post? Myślę, że raczej nie. Nie mówię tu o formalnym przestrzeganiu przepisów postnych, ale o autentycznym wyborze powstrzymywania się w imię szczerej i głębokiej metanoi.

Paraliżuje mnie strach przed rezygnacją, przed niedotrzymaniem podjętych zobowiązań, przed nieumiejętnością kontrolowania własnych pragnień.

Lubię myśleć, że Chrystusa mogły ogarniać podobne wątpliwości i strach, kiedy przebywał samotnie przez czterdzieści dni na pustyni.

Wiedział, że rezygnując z jednej z najbardziej podstawowych potrzeb ludzkiego życia, czyli pożywienia, jednocześnie obnażał duszę, wystawiając się na pokuszenie. Pojawia się ono bowiem najczęściej pod koniec okresu postu i samotności, kiedy duch jest bardziej wrażliwy, bo widzi już koniec próby i odczuwa satysfakcję z powodu pokonania własnej słabości.

„Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem”.

Kto z nas oparłby się takiej pokusie? Zadowoleni z naszej próby sił, którą – jak wierzymy – przeszliśmy śpiewająco, rzucilibyśmy się na te kamienie, przemienione w chleb przez nasze niekontrolowane pragnienie. Przypomina to trochę sytuację, gdy po dokładnym i pełnym wyrzeczeń wypełnieniu przykazań wielkopostnych (ograniczonych tak naprawdę do dni dwóch, a nie czterdziestu), czujemy się duchowymi superbohaterami i rzucamy się na wielkanocny stół, mając w pogardzie i lekceważąc tych, którzy nie podzielają naszych poglądów i nie stosują naszych praktyk. Tak, jakby samo powstrzymywanie się od jedzenia mięsa w piątki i poszczenie w Środę Popielcową i Wielki Piątek dawało nam przepustkę do życia wiecznego.

Na kuszenie diabła Chrystus odpowiada prosto i lapidarnie:

„Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”.

Jezus nie mówi i nie zachowuje się jak superbohater, ale z prostotą potwierdza swoją wolność wyboru; to „mogę, ale nie muszę”, dając tym samym świadectwo, że człowiekiem naprawdę wolnym jest ten, kto nie staje się niewolnikiem własnych potrzeb cielesnych i duchowych.

Jak więc powinien wyglądać mój post?

Powinnam odnaleźć wymiar dziękczynienia, powtórnie uznać w pożywieniu, które przyjmuję, dar Boga.

Powinnam odnaleźć w sobie inny wymiar daru: radość z dzielenia się, co w moim szczególnym wypadku mogłoby oznaczać powrót do przygotowywania jedzenia dla innych, zamiast tylko pisanie o nim.

Powinnam zobaczyć w moich próbach rezygnacji nie tyle akt wymierzanej sobie kary, ile wybór prowadzący do wolności.

Powinnam odnaleźć właściwy wymiar modlitwy, do czego w zasadzie sprowadzają się wszystkie poprzednie punkty. Modlitwa dziękczynna, modlitwa zawierzenia, modlitwa osobista i wspólnotowa.

Tylko w ten sposób mój post będzie mógł być krokiem w kierunku pełnego oddania się Temu, który jest prawdziwym Chlebem Życia.

Mój post
Tessa Capponi-Borawska

urodzona 3 marca 1959 r. we Florencji – ukończyła studia historyczne na tamtejszym uniwersytecie, do Polski przyjechała w 1983 roku, przez wiele lat wykładała na Uniwersytecie Warszawskim.Od wielu lat publikuje w „Twoim...