Moje miasto
fot. scott webb / UNSPLASH.COM

I oto jestem znowu w Toskanii, na całe lato. Taksówka, która wiezie mnie z florenckiego lotniska do domu, przejeżdża przez centrum, a ja przeżywam kolejne – pierwsze spotkanie z moim rodzinnym miastem, jak zwykle dosyć trudne. Widzę bowiem zmiany, które nie oznaczają bynajmniej poprawy. Na miejscu starych dzielnicowych sklepów i rzemieślniczych warsztatów powstają godne faraonów lodziarnie (ciągle zadaję sobie pytanie, ile lodów człowiek musi pochłonąć w ciągu doby, aby uczynić opłacalnymi te kolosalne inwestycje) lub sklepy z seryjną odzieżą typu Zara czy H&M. Znikają także księgarnie, a pojawiają się sklepy z butami chińskiej proweniencji.

Niegdyś Florencja była miastem o poważnym wyglądzie, może nieco przykurzonym i prowincjonalnym, ale eleganckim. Sklepy z produktami wysokiej jakości (florentyńczykowi starej daty nie wpadłoby do głowy mówić o sklepie luksusowym, ponieważ ten przymiotnik jest zawsze traktowany jako wulgarny) stanowiły sanktuaria dobrego smaku, a obsługa była w nich bez zarzutu. Te stare sklepy miały szczególną atmosferę ekskluzywnego spokoju i jakości, która nie musiała szukać potwierdzenia w etykietce słynnego stylisty. To samo można powiedzieć o kawiarniach i cukierniach, które nie oferowały wyboru pseudowłoskiego jedzenia (papierowe pizze, gumiaste kanapki, sałatki z ogromnych, rozgotowanych muszli makaronowych), ale produkty własne i oryginalne.

Zostało Ci jeszcze 67% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się