Motywy estetyczne

Motywy estetyczne

Nie jeżdżę zbyt często za granicę. Poza Rzymem i Paryżem, raz Wiedniem i raz Genewą nie bywałem w wielu miejscach. Niektórzy się nawet dziwią, jak mogłem do tej pory nie odwiedzić Lourdes, Fatimy czy San Giovanni Rotondo. Prawdę powiedziawszy, dużo bardziej niż miejsca ciągną mnie ludzie. Od nich wracam bogatszy, cieszą mnie relacje, wzajemności, rozmowa, słuchanie. Porównuję przeżycia, walkę z namiętnościami, egoizmem czy zdążanie ku Temu, który nas pierwszy umiłował. Ogromnie cenię sobie wzajemność, to, że komuś na mnie zależy.

Podziwiam jednakże tych, którzy jeżdżą po świecie i na swój prywatny licznik nabijają kilometry. Niebo nad lotniskiem wszędzie jest mniej więcej takie samo. Ludzie dużych powierzchni nie przynoszą nam głębi. Zastanawiałem się często, dlaczego ci, którzy tak dużo jeżdżą, tak niewiele mają nam do powiedzenia. Dlaczego tak mało w nich refleksji. Tyle zobaczyli krajów, lądów i mórz, muzeów i nic, żadnego zachwytu czy zdziwienia. Najwyżej zamęczają opowiadaniami o tym, jak to było – od samego początku, od wyruszenia z domu – lub zmuszają do oglądania zdjęć.

Myślę, że wracając z Jamnej czy znad Lednicy, przywożę więcej opowieści, przeżyć i uniesień. Nigdy bym też nie zamienił pobytu w tamtych miejscach na bezmyślne przemierzanie świata, gdzie chociaż bliżej do ludzi, to tylko pozornie, bo najdalej bywa nam do tych siedzących obok.

Niemniej, dzięki Bogu, od kilkunastu już lat paszport mam w szufladzie. A pamiętam, jak przed laty urzędnik paszportowy mnie pouczał: – Nasi obywatele paszportu nie trzymają w szufladzie, ale jest on u nas (to znaczy na milicji) w depozycie. Jak będzie ojciec grzeczny, to zawsze dostanie.

Kilka dni temu zorientowałem się, że za rok mija termin ważności mojego paszportu. Załatwiając coś w Urzędzie Wojewódzkim, spostrzegłem, że w pokoju, w którym składa się wnioski paszportowe, nie ma nikogo. Wypełniłem więc wniosek, zrobiłem na poczekaniu zdjęcia i zapłaciwszy 140 zł, podszedłem do pani w okienku z dowodem osobistym i kończącym swoją ważność za rok paszportem. Pani spojrzała uważnie i spytała:

– Dlaczego pan składa wniosek o paszport, jeśli stary będzie ważny jeszcze przez rok?

– Wie pani, nie zastanawiałem się nad tym, ale skoro pani pyta, to nie będę niegrzeczny i udzielę wyczerpującej odpowiedzi. Otóż, proszę pani, chyba ze względów estetycznych. Podanie o paszport kojarzy mi się od zawsze z upokorzeniem, które serwowała nam władza ludowa. Staliśmy godzinami przed drzwiami, stłoczeni jak bydło, ale udawaliśmy kulturalnych i chcieliśmy sprawiać wrażenie, że bywamy lub byliśmy już choć raz za granicą, a więc w jakiś sposób jesteśmy lepsi od tych, którzy nie bywają lub w ogóle nie byli.

Najpierw jeździłem po paszport do Prudnika, bo tam w domu rodzinnym byłem zameldowany. Pamiętam jakiś budyneczek na podwórku posterunku milicji, cisnących się ludzi i bardzo młodego blondyna, syna znajomego mojego ojca, który raz udawał, że mnie nie zna, a innym razem się uśmiechał, patrząc, jak wyciągamy ręce po granatową książeczkę, wyczytywani w nie wiadomo jakiej kolejności. Potem wystawałem i tłoczyłem się w kilku miejscach w Poznaniu. Mam chyba wdrukowany niesmak starania się o paszport. To było takie nieestetyczne, niegodne. Zatem motywy mojego przedwczesnego występowania o ten dokument są na pewno estetyczne.

Poza tym wiążą się ze strachem. To był terror. Zarówno kiedy otrzymywało się paszport, jak i gdy zdawało się go do depozytu. Trzeba było iść do przymusowej spowiedzi. Gdzie się było, z kim się spotykało, co się robiło, co zrobiło wrażenie? Można było zbywać spowiedników okrągłymi zdaniami, a i oni też chętnie się dawali zbywać, bo ileż można. Chociaż trafiali się skrupulaci. Wtedy można było się wykazać zdolnościami do konfabulacji. Niemniej mam jakąś traumę związaną ze staraniami o paszport. – Gdyby jednak pani mnie nie zapytała, dlaczego na rok przed czasem staram się o paszport, nigdy sam bym sobie tego pytania nie zadał.

W uzasadnieniu trzeba było napisać, dlaczego staram się o wymianę paszportu na rok przed terminem upływu jego ważności. Spytałem zatem panią, czy mam napisać prawdę, że ze względów estetycznych oraz że mam traumę związaną ze staraniem się o ten dokument. Pani poczerwieniała i machnęła ręką. A ja jeszcze sobie przypomniałem, że był taki czas, około sześciu lat, kiedy nie dostawałem paszportu za kazanie o diable wygłoszone podczas rekolekcji we Wrocławiu. Zostałem zrozumiany – i słusznie – jako wróg ustroju i dlatego zupełnie się nie nadawałem do opuszczania granic kraju, z obawy przed zniesławieniem najlepszego na świecie ustroju i dobrobytu.

W gruncie rzeczy sam nie wiem, dlaczego starałem się o wymianę paszportu tak wcześnie. Może jednak już taki jestem, bo i na dworcu lubię być nieco wcześniej, i spokojnie posiedzieć na peronie, niż się denerwować, czy zdążę na pociąg. Tak samo do spowiedzi lubię się wcześniej umówić, a nie czekać w kolejce. Może zatem to był ten syndrom, a nie trauma po PRLu.

Motywy estetyczne
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...