Można nie jechać na Lednicę

Można nie jechać na Lednicę

Poprosiłem pana ministra edukacji i nauki o pomoc w zaproszeniu młodzieży nad Lednicę na doroczne spotkanie 3 czerwca. W Lednicę jestem zaangażowany po uszy. Uważam lednickie spotkania za dobre, pożyteczne, wychowawcze. Wkładam w nie całe serce i pracuję nad nimi przez cały rok. Istotą tych spotkań jest uprawa pamięci, według wskazówek Romana Brandstaettera, który mawiał, że gdy Żyd traci pamięć, przestaje być Żydem. I dodawał zawsze: „Musimy, ojcze, uprawiać pamięć”. Lednica dla mnie to uprawa pamięci o wielkim wydarzeniu, które miało tu miejsce, o chrzcie Mieszka.

Pan minister spełnił moją prośbę i napisał list do kuratorów, polecając im nasze spotkanie jako wartościowe wychowawczo i zapraszając do udziału młodzież. Oczywiście w rozumieniu, że przyjedzie, kto zechce. Nagle posypały się głosy potępienia, posądzające ministra o nakłanianie siłą do udziału w religijnej uroczystości. Niektórzy poczuli się katowani katolicyzmem. W innych odżyły wspomnienia peerelowskiej przeszłości, kiedy pod groźbą obniżenia noty ze sprawowania chodziliśmy na pochody pierwszomajowe, dźwigając niechciane szturmówki. Boleję nad niezdolnością rozróżnienia serdecznego zaproszenia od terrorystycznych zarządzeń z czasów naszej młodości.

Następnego dnia trzy stacje telewizyjne odszukały mnie nad Lednicą z zapytaniem, co ja na to. Tłumaczyłem łagodnie i dobrotliwie, pamiętając, by się nie zdenerwować, że poprosiłem pana ministra o zaproszenie młodzieży nad Lednicę w dniu 3 czerwca 2006 roku, ponieważ uważam lednickie spotkania za wartościowe ze względu na ich merytoryczny charakter. Uważam je za dobre ze względu na wybitne walory ideowe: nawiązanie do chrztu Polski i początków naszej państwowości. Istotą natomiast dobra jest to, że się nim człowiek dzieli. W naturalny sposób pragnę więc, aby moje zaproszenie dotarło do jak największej liczby młodych, niekoniecznie przez kanały kościelne, ale ponieważ żyjemy w normalnym państwie i normalnych warunkach — także przez kanały edukacyjne.

Traktuję też Lednicę jako niezwykle ważny element naszej narodowej tożsamości. Każdy Polak powinien na brzegu tego jeziora postawić stopę i podumać nad swoim rodowodem. Zasmuca mnie histeryczny lęk przed zaproszeniem młodzieży nad Lednicę. Zawiera on bowiem wdrukowane przekonanie, że zaproszenie jest równoznaczne z nakazem i grozi przykrymi konsekwencjami w przypadku nieskorzystania z niego. Ktoś zapomniał, że jesteśmy już wolni i sami decydujemy o tym, co wybieramy. Informacja jest obowiązkową posługą społeczną. Obecność religii nie przeszkodziła jeszcze żadnemu ateiście i wolnomyślicielowi w praktykowaniu swojego ateizmu i wolnomyślicielstwa. Ta histeryczna reakcja zakłada, jakoby ludzie niewierzący nie byli zdolni do nieprzyjęcia zaproszenia, a samo pojawienie się zaproszenia stanowiło zagrożenie dla aktu odmowy. Każdy zareaguje tak, jak zechce. Każdy może powiedzieć: „Nie chcę, nie pojadę, mnie to nie dotyczy”. Tak jak odpowiedziałem na podaniu paszportowym na pytanie o żonę i dzieci oraz przynależność organizacyjną: nie dotyczy. Nie obrażałem się wtedy na kwestionariusz ani na organ, który przedłożył mi go do podpisania.

Szum i histeria nagłośniły Lednicę zgodnie z życzeniem i poinformowały zainteresowanych, którzy zaaferowani codziennością zapomnieliby o spotkaniu albo nie zdążyli na czas zarezerwować autobusu. Dalej uparcie twierdzę, że niewierzącym bezwzględnie trzeba pozostawić wolność w wyborach i decyzjach, tak jak tej wolności pragnę dla siebie i dla spraw, którym służę.  ?Kiedy jeden z ministrów z czasów komunistycznych przysłał do mnie niedawno zaproszenie na swój jubileusz, to za zaproszenie podziękowałem i złożyłem życzenia, chociaż na uroczystości nie poszedłem. Niech każdy wybiera według swego sumienia. Ja zaś nie mogę się obrażać, że komuś przyszło do głowy mnie zaprosić. To i tak ja sam zdecyduję, gdzie będę.

Napisałem to wytłumaczenie ze zdziwieniem, że trzeba coś takiego pisać, bo myślałem, że oczywiste jest, iż każdy człowiek autentyczny nie podejmuje gry na płaszczyźnie, która mu nie odpowiada. Nad Lednicę można nie przyjeżdżać. Tylko na złość komu? Mimo wszystko serdecznie zapraszam i czekam. Zatem do zobaczenia.

Można nie jechać na Lednicę
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...