My z wioski amiszów

My z wioski amiszów

Wykluczenie nie jest rzeczą przypadkową: należy do istoty wewnętrznego kręgu. (...) Ze wszystkich ludzkich namiętności pragnienie dostania się do wewnętrznego kręgu najskuteczniej skłania człowieka, który nie jest jeszcze wielkim łotrem, do czynienia bardzo złych rzeczy. (C.S. Lewis)

Jeśli wierzyć Arystotelesowi – a choć można znaleźć powód, by mu nie wierzyć, to trudno wymyślić pretekst, aby się z nim nie zgadzać – człowiek jest ze swej natury istotą społeczną. W praktyce oznacza to mniej więcej tyle, że zrobimy wszystko albo bardzo wiele, by nie zostać odrzuconym przez innych ludzi – przyjaciół, znajomych, środowisko. Objawia się ten aspekt naszej ludzkiej natury w najróżniejszych – poważnych i mniej poważnych – sytuacjach. Pierwszego papierosa w życiu zapalamy przede wszystkim dlatego, żeby nie znaleźć się poza gronem kumpli z podwórka. Obmawiamy albo zgadzamy się na obmowę nieobecnych, gdyż nie mamy odwagi powiedzieć, że tego nie akceptujemy. Boimy się wreszcie przyznać przed znajomymi do swojej wiary czy też jej bronić z obawy, by się od nas nie odsunęli. Gdybyśmy uczciwie przyjrzeli się naszemu życiu, zdziwiłoby nas, jak wiele jest w nim zachowań podyktowanych strachem przed wykluczeniem z jakiegoś środowiska, z któregoś ”wewnętrznego kręgu”. Nasz świat składa się z wielu takich ”wewnętrznych kręgów”, do których należymy albo aspirujemy. Panicznie boimy się, że moglibyśmy z któregoś z nich wypaść albo definitywnie stracić dostęp do kręgu naszych marzeń – może to być krąg intelektualistów katolickich, krąg ludzi postępowych, krąg ludzi dialogu, krąg chrześcijan ”posoborowych”, krąg ”otwartych” wierzących. Prawdziwy problem zaczyna się wówczas, gdy dotrze do nas, jako do chrześcijan, obietnica Chrystusa: ”Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi” (J 15,19). Oznacza to mniej więcej tyle, że jest jakiś ”wewnętrzny krąg”, z którego zostaniemy wykluczeni, o ile odpowiemy na wybraństwo Boże w naszym życiu. Istnieje wspólnota, która nas odrzuci i być może nawet będzie prześladować, o ile tylko będziemy stawać się coraz pełniej chrześcijanami. Problem polega na tym, że ten właśnie ”wewnętrzny krąg” i ta właśnie ”wspólnota” są bardzo szerokie – tak szerokie, że Biblia nazywa je ”światem”. Chrześcijanin jest skazany na wykluczenie i rzeczywiście, kto nigdy wykluczenia ze względu na swoją wiarę nie doznał, może być pewien, że jego wiara jest głęboko utajona i dla nikogo niewidoczna. Można oczywiście przeżyć życie chrześcijańskie w barwach doskonale maskujących, ale nikt z nas nie chciałby doświadczyć tego, że Chrystus zapiera się nas przed Ojcem, bo my zaparliśmy się Go wcześniej przed ludźmi. Chrześcijanie przez sam fakt bycia chrześcijanami są skazani na wykluczenie ze świata i trzeba się z tym pogodzić. Problemem jest coś innego.

Dwa sposoby wykluczenia

Wykluczenie może się dokonywać w dwóch formach. Pierwsza jest radykalna i trudno jej nie zauważyć – mam na myśli jawne prześladowania, które kończyły i kończą się często śmiercią naszych braci i sióstr. Trudno jest wówczas nie zaprzeć się Chrystusa i wiary, ale nawet jeśli taka niewierność się zdarzy, czujemy wstyd i ciężar zdrady. Życie uratowane za cenę wiary czy honoru nie daje szczęścia, a dalsza jego część staje się ciężką pokutą. Spada na nas kara Lorda Jima – a nikomu tej kary nie należy życzyć.

Zostało Ci jeszcze 78% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się