Na chorych ręce kłaść będą

Na chorych ręce kłaść będą

Poganin próbuje zjednać sobie przychylność bóstw dla swoich planów. Chrześcijanin zaś wie, że Bóg jest mu przychylny, a jego modlitwa to próba uzgodnienia własnej woli z wolą Bożą.

Modlitwa wstawiennicza była obecna w Kościele od jego początków 1 Już w tekście św. Justyna z połowy II w., w najstarszym zachowanym opisie chrztu czytamy:

My tedy po udzieleniu takiej kąpieli temu, który uwierzył i do nas się przyłączył, prowadzimy go na miejsce, gdzie gromadzą się tak zwani bracia, by wspólnie modlić się za siebie, za oświeconego i za wszystkich, gdziekolwiek się znajdują, by przez to razem z poznaniem prawdy otrzymać łaskę pełnienia w życiu dobrych uczynków, przestrzegania przykazań i dostąpienia zbawienia wiecznego 2

W IV w. podczas liturgii Mszy św. modlono się za żywych i umarłych biskupów, dobrodziejów, ofiarodawców. W trakcie przygotowywania darów ofiarnych diakon odczytywał imiona z tabliczek powleczonych woskiem, które nazywano dyptykami. Śladem modlitwy za siebie i innych jest również do dzisiaj zachowane w liturgii prastare greckie wezwanie Kyrie eleison.

We współczesnej nam liturgii już na samym początku Mszy św., w trakcie spowiedzi powszechnej, wypowiadamy słowa prośby kierowanej do Maryi, aniołów, świętych oraz braci i sióstr w wierze „o modlitwę za mnie do Pana Boga naszego”. Wiele wstawienniczych wezwań słyszymy także podczas modlitwy wiernych. W trakcie modlitwy eucharystycznej prosimy za papieża i miejscowego biskupa, gdy zaś Msza jest sprawowana przy udzielaniu chrztu czy też jest ofiarowana za chorych lub zmarłych, mszał również przewiduje odpowiednie modlitwy wstawiennicze.

Modlitwa taka pośrednio była również obecna przy sakramencie namaszczenia chorych. W modlitwie konsekracji oleju z V w. celebrans prosi o łaskę nadania olejowi mocy uzdrowieńczej. Znamienne, że do X w. sakramentalnego namaszczenia mogli udzielać sobie sami wierni bez obecności kapłana.

Modlitwa o uzdrowienie

Ruch Odnowy w Duchu Świętym upowszechnił dwie szczególne formy modlitwy za innych. Pierwsza z nich to Msze św. z modlitwą o uzdrowienie. Praktyka ta stała się na tyle powszechna, że 14 września 2000 roku watykańska Kongregacja Nauki Wiary wydała Instrukcję na temat modlitwy w celu osiągnięcia uzdrowienia od Boga. Zawiera ona zasady, które w tym względzie powinny być przestrzegane przez grupy modlitewne. Szczególnie istotne jest w niej rozróżnienie między pozaliturgicznymi formami modlitwy o uzdrowienie, w których dopuszczalna jest pewna dowolność, a formami liturgicznymi, które powinny odbywać się z zachowaniem wszelkich norm właściwych liturgii. Chodzi o to, by przez samowolne wprowadzanie jakichkolwiek innowacji nie osłabić czytelności i wyrazistości znaków sakramentalnych 3 które same w sobie (ex opere operato) oznaczają łaskę, którą przekazują.

Z drugą formą modlitwy o uzdrowienie spotykamy się w trakcie seminarium Odnowy w Duchu Świętym, które jest formą rekolekcji wprowadzających w tajemnicę chrześcijaństwa. Mamy tu do czynienia z modlitwą wstawienniczą o uzdrowienie sprawowaną przez osoby o dłuższym stażu w grupie modlitewnej. Zwyczaj tego rodzaju modlitwy przenosi się często na spotkania, w trakcie których cała wspólnota wstawia się za potrzebujących Bożej pomocy w różnych osobistych sprawach. Niekiedy we wspólnotach proponowana jest stała posługa modlitwą wstawienniczą, którą sprawuje grupa wybranych osób. W tym przypadku oferowana pomoc nie ogranicza się tylko do samej modlitwy, lecz poprzedza ją wspólne rozeznanie. Bywa, że jest to forma towarzyszenia danej osobie w jej drodze duchowego wzrostu, szczególnie w momentach kryzysów.

Praktyki takie są bardzo popularne. We wspomnianej wcześniej Instrukcji Kongregacji Nauki Wiary czytamy:

Gorące pragnienie szczęścia, głęboko zakorzenione w sercu człowieka łączy się ściśle z dążeniem do uwolnienia od choroby i do zrozumienia jej sensu, gdy się jej doświadcza. Jest to ludzkie doświadczenie, które znajduje w Kościele szczególny oddźwięk, ponieważ w taki czy inny sposób dotyczy wszystkich. (…) Choroba także, jak i inne cierpienia ludzkie, stanowi uprzywilejowany moment modlitwy: czy to jako prośba o łaskę, aby przyjąć chorobę w świetle wiary i zgodzić się z wolą Bożą, czy również jako błaganie o otrzymanie uzdrowienia 4

Motywy prośby o modlitwę wstawienniczą mogą być różne. Od sytuacji zewnętrznych, niezależnych od człowieka, poprzez trudności wewnętrzne związane z ludzką kruchością fizyczną i emocjonalną, aż do problemów duchowych mających związek z relacją z Bogiem. Oczywiście wiele trudności, których doświadcza człowiek, rozwiązuje się, odwołując do naszych przyrodzonych zdolności. Gdy kogoś boli ząb, idzie do dentysty, gdy cierpi na poważne zaburzenia emocjonalne, zwraca się o pomoc do psychologa lub psychiatry. Modlitwa wstawiennicza nie ma zastępować wspomnianych form szukania pomocy. Często jednak zdarza się, że pewne dolegliwości fizyczne czy emocjonalne są wynikiem nieuporządkowania w sferze duchowej człowieka. Wtedy taka modlitwa może być wielką pomocą.

Najpierw spotkać Boga

Nie sposób mówić o modlitwie wstawienniczej bez choć krótkiego wspomnienia o modlitwie osobistej, która jest źródłem wszelkich działań duchowych człowieka. Określenie modlitwy jako „dialogu z Bogiem” skrywa głębię, której wielu chrześcijan nawet nie przeczuwa. Do nich szczególnie zwraca się św. Paweł słowami z Listu do Koryntian: „Nie chciałbym, bracia, byście trwali w niewiedzy co do darów duchowych. Wiecie, że gdy byliście poganami, ciągnęło was nieodparcie ku niemym bożkom” (1 Kor 12,1–2). To im św. Paweł przeciwstawia Boga, który żyje tu i teraz i na co dzień pragnie się komunikować z człowiekiem. Oczywiście u podstaw owej komunikacji leży samoobjawienie się Boga człowiekowi. Bez doświadczenia Boskiego TY (Martin Buber) Bóg pozostaje tylko ideą filozofów, która choć intelektualnie użyteczna, nie ma większego wpływu na indywidualne życie człowieka. Prawdziwe chrześcijaństwo rodzi się z autentycznego, osobistego spotkania z Bogiem, które jest w stanie odwrócić bieg ludzkiego życia. Karol de Foucauld piętnaście lat po swoim nawróceniu napisał: ,,Z chwilą, gdy uwierzyłem, że Bóg istnieje, zrozumiałem, że nie mogę żyć inaczej jak tylko dla Niego”. Słowa te wypływają z niezwykłej rzeczywistości spotkania, które przemieniło wiarę pojmowaną ściśle rozumowo w egzystencjalne doświadczenie. W podobny sposób pisze o tym Edyta Stein w liście do Romana Ingardena:

Nie wiem, czy z moich wcześniejszych wypowiedzi mógł Pan wywnioskować, że pomału doszłam do chrześcijaństwa, pojmowanego ze wszech miar pozytywnie. Oswobodziło mnie to od życia, pod którym się ugięłam, a zarazem dało mi siłę, by życie przyjąć na nowo i z wdzięcznością. Mogę więc mówić o „odrodzeniu się” w najgłębszym znaczeniu tego słowa 5

Mowa Boga

Komunikowanie się z Bogiem zakłada całkowite zaangażowanie ze strony człowieka. Modlitwa nie może być działaniem wynikającym tylko z lęku, litości czy przyzwyczajenia. Warto tu przypomnieć postać Tewiego Mleczarza, bohatera Skrzypka na dachu, który z Panem Bogiem potrafił godzinami rozprawiać o wszystkich nawet najdrobniejszych wydarzeniach dnia. Modlić się to „chodzić przed Panem”, to kochać i doświadczać Jego miłości.

Każdy, kto ruszył drogą chrześcijańskiego wtajemniczenia, z mozołem uczy się owego języka miłości. Uczy się odczytywać Boże wezwania, a także na nie odpowiadać. Nie bez powodu na pytanie uczonego w Piśmie: „Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?”, Jezus odpowiedział: „Pierwsze jest: »Słuchaj Izraelu…«” (Mk 12,28b–29a). Słuchanie wydaje się zatem pierwszym obowiązkiem chrześcijanina. Bóg do nas mówi przez wydarzenia, natchnienia, przez napotkanych ludzi. Znaki, które Bóg nam daje, mają wymiar subiektywny. Mogą być odczytywane tylko w naszym sercu. Bóg nie komenderuje nami, lecz delikatnie zaprasza do współpracy. Im większe jest w nas pragnienie jedności z Nim, tym szybciej następuje nasza przemiana, tym szybciej człowiek uczy się mowy Boga.

Rozwój modlitwy prowadzi do coraz większej wrażliwości i to z niej wyrasta ten niezwykły dar, który nazywa się umiejętnością rozeznawania. Paradoksalnie możemy powiedzieć, że poznając język Boga, w przedziwny sposób odkrywamy prawdziwy język człowieka. To nie przypadek, że ludzie modlitwy dla wielu stają się powiernikami i doradcami. Nie bez powodu setki osób ciągnęły do Ojców Pustyni, by powierzać im najtrudniejsze problemy swojego życia. Katechizm Kościoła Katolickiego określa ową zdolność jako dar rady, nieodzowny w modlitwie wstawienniczej.

Proście, a będzie wam dane

Istnieje różnica między modlitwą pogańską a modlitwą chrześcijanina. Poganin próbuje zjednać sobie przychylność bóstw dla swoich planów. Chrześcijanin zaś wie, że Bóg jest mu przychylny, a jego modlitwa to próba uzgodnienia własnej woli z wolą Bożą. Katechizm dodaje tu, że „Modlitwa jest współpracą z Jego [Boga] Opatrznością, z Jego zamysłem miłości do ludzi” (KKK, 2738). Nie wyklucza to modlitwy prośby, ale wręcz ją zakłada. Ewangelista przytacza znamienne słowa Jezusa: „Proście, a będzie wam dane” (Łk 11,9). Słowa te wielu chrześcijanom mogą się wydać dziwne i niezrozumiałe. Czy rzeczywiście oznaczają one, że wszystko, o co będziemy prosić, otrzymamy?

Ewangelista Marek przytacza kolejny wymóg skuteczności modlitwy: „Wszystko, o co prosicie w modlitwie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie” (Mk 11,24). Wiara zatem jawi się jako warunek dobrej modlitwy, lecz czy wystarczający?

Wszelkie wątpliwości powinien rozwiać fragment Ewangelii św. Łukasza: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Łk 11,13). Słowa te uprzytamniają nam, że to Duch Święty jest największym darem, którego Bóg udziela proszącemu. Nie wyklucza to oczywiście innych Bożych darów, lecz określa ich hierarchię. Wobec zbyt dosłownego potraktowania słów: „proście, a otrzymacie” mogłyby się bowiem zdarzać nadużycia. Nie bez powodu św. Jakub Apostoł gromił sobie współczesnych chrześcijan słowami: „Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz” (Jk 4,3).

Trzecia prośba modlitwy Pańskiej zaczyna się słowami: „Bądź wola Twoja” (por. Mt 6,10). Warto zauważyć, że dopiero po niej następuje modlitwa o chleb powszedni, a więc o całą sferę doczesnego życia człowieka. Modlitwa prośby wymaga zatem umiejętności rozeznania. Chodzi tu o odkrycie tego, jak ma się to, o co proszę, do woli Bożej. Z czego wynika moja prośba? Czy u jej źródeł leży moje pragnienie lepszej służby Bogu? Czy moje intencje są oczyszczone? To ostatnie pytanie dotyczy szczególnie sytuacji, w których przedmiot prośby wydaje się obiektywnie dobry, lecz powstaje w nas pytanie, czy jest on dla nas odpowiedni? Obiektywnie dobre pragnienia apostolskie mogą w konkretnym wypadku stać się wyrazem nieakceptacji ludzi, którzy nas otaczają. Dotykamy zatem podstawowego wymogu prawdziwej modlitwy chrześcijańskiej — czystości serca. Jest ona warunkiem skuteczności modlitwy. Jezus potwierdza to w Kazaniu na Górze słowami: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8).

Jeśli naprawdę szukamy w swoim życiu chwały Bożej, jeśli ku Niemu kierujemy nasze najgłębsze pragnienia, będzie On odpowiadał we właściwy sobie sposób na każdą, nawet najmniejszą szczerą prośbę. Życie w zażyłości z Bogiem sprawia, że wiele z naszych potrzeb czy pragnień będzie współbrzmieć z Jego wolą. „[Bóg] z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim” (Rz 8,28) — pisze św. Paweł, gdzie indziej zaś dodaje: „Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą” (Flp 2,13).

Bycie uczniem Jezusa nadaje szczególny rys modlitwie. W swoim ostatnim pouczeniu Jezus mówi do uczniów: „Te zaś znaki towarzyszyć będą Tym, którzy uwierzą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą. (…) Na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie” (Mk 16,17–18). Słowa te są bardzo żywe w kręgach Odnowy Charyzmatycznej. Na nich opiera się wiara w skuteczność modlitw wstawienniczych zanoszonych w intencji chorych. Słowa z Ewangelii według św. Marka: „a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły” (Mk 16,20) mogą równie dobrze być odniesione do czasów nam współczesnych. Potwierdzają to świadectwa wielu uzdrowionych osób. Zatem żarliwa wiara połączona z czystością serca jest kluczem do otwarcia się na działanie Boga żyjącego dzisiaj. Tu i teraz.

Dar dla innych

Katechizm sytuuje modlitwę wstawienniczą w kontekście modlitwy Jezusa. „To On jest jedynym wstawiającym się u Ojca za wszystkich ludzi, a w szczególności za grzeszników” (KKK, 2634). Przez Jezusa, przez trwanie w głębokiej relacji z Nim i w Jego nauce dokonuje się zbawienie.

Modlitwa wstawiennicza jest też darem Ducha Świętego. On „przyczynia się za nami w błaganiach (…) przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą” (Rz 8,26–27). W tę modlitwę Jezusa w Duchu Świętym włączają się chrześcijanie. Wypływa ona zatem z komunii, ze wspólnoty dokonującej się w sercach szukających jedności z Bogiem.

Wstawianie się za innymi, prośba o coś dla innych, jest — od czasu Abrahama — czymś właściwym dla serca pozostającego w harmonii z miłosierdziem Bożym (KKK, 2635).

Modlitwa wstawiennicza wypływa zatem także z wrażliwości człowieka na ludzką biedę, z pragnienia pomocy drugiemu w jego trudnościach. Wynika z odkrycia Kościoła jako duchowej wspólnoty, w której wszyscy są za siebie odpowiedzialni. Modlitwa za innych jest najbardziej uniwersalnym darem, którego mogą udzielać sobie chrześcijanie. Wielu głęboko wierzącym nieraz dane było doświadczyć niezwykłej mocy zanoszonych przez nich próśb.

Dwa poziomy modlitwy wstawienniczej

Modlitwa wstawiennicza tak jak i modlitwa osobista podlega rozwojowi. Możemy mówić o jej dwóch poziomach. Pierwszy z nich dotyczy wstawiennictwa, w którym umiejętność rozeznania nie jest konieczna, nie bierzemy bowiem odpowiedzialności za tych, za których się modlimy. Każdego dnia zwracamy się do Boga w intencjach różnych osób, spraw. Powierzamy Mu problemy z zaufaniem, że będzie je rozwiązywał zgodnie ze swoją wolą. To pomaga nam dystansować się do własnych pragnień. Przedstawiając bowiem Bogu nasze i innych potrzeby, spontanicznie zaczynamy patrzeć na nie z Bożej perspektywy. Bywa, że początkowo taka modlitwa oznacza trud odrywania się od naszych przywiązań. Im bliżsi stajemy się Bogu, tym mniej jest przeszkód między nami a Nim. Gdy wzrasta nasza zażyłość z Bogiem, lepiej potrafimy odczytywać wolę Bożą.

Obraz nieco innej modlitwy możemy znaleźć np. w Księdze Wyjścia. Przedstawia ona Mojżesza modlącego się za Izraelitów walczących z Amalekitami: „Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę” (Wj 17,11a). Owoce tej modlitwy są widoczne od razu. Ewangelia, w znacznej części składająca się z opisów uzdrowień, jest jedną wielką ilustracją tego typu modlitw. Stawiają one przed modlącymi się zupełnie nowe wymagania. Proszący o modlitwę wstawienniczą niejednokrotnie oczekuje konkretnego rozwiązania i porady. Jeśli zaś jej nie uzyska, odchodzi sfrustrowany. Ważne jest, żeby od samego początku chronić osobę proszącą o modlitwę od traktowania jej magicznie. Tymczasem grupa modlitewna ma tylko wspierać, podtrzymywać i ukierunkowywać czyjąś modlitwę i nigdy jej nie zastępuje. Odpowiedzialność modlących się wstawienniczo w tej sytuacji jest duża, gdyż mogą albo pomóc człowiekowi w głębszym spotkaniu z Bogiem, albo zaszkodzić. Problemy ludzi przychodzących na modlitwę są niekiedy trudne i skomplikowane. Modlitwa wstawiennicza wymaga dokładnego ich rozeznania, a następnie odnalezienia drogi rozwiązania. Zwykła ludzka roztropność nie zawsze wystarcza. Często potrzeba bezpośredniej interwencji Bożej.

Piękny przykład rozeznania w podjętej modlitwie wstawienniczej odnajdujemy w Dzienniczku św. siostry Faustyny Kowalskiej. Opisuje ona następujące zdarzenie:

Przed paru dniami przyszła do mnie pewna osoba z prośbą, żebym się bardzo za nią pomodliła w jej intencji, bo ma tak ważne i pilne sprawy. Nagle uczułam w duszy, że nie jest to miłe Bogu i odpowiedziałam jej, że nie będę się modlić w tej intencji — pomodlę się za nią ogólnie. Za parę dni ta pani przyszła do mnie i podziękowała mi, że się nie modliłam na jej intencję, ale za nią, ponieważ miała zamiar pełen mściwości względem pewnej osoby, dla której winna była cześć i uszanowanie na mocy czwartego przykazania. Pan Jezus zmienił jej wnętrze i sama uznała swoją winę, jednak zdziwiła się, że przenikłam jej tajemnicę 6

Owo odczuwanie skuteczności danej modlitwy znane jest i dzisiaj. Jest ono łaską rozeznania udzielaną czasem tym, którzy modlą się za innych.

Znaki Królestwa

Skutki modlitwy wstawienniczej są znakami przyjścia królestwa Bożego i tylko jako takie mogą zostać w pełni dostrzeżone i przyjęte. Łączą w sobie rzeczywistość wiary ze światem dostrzegalnym zmysłowo. Błędem byłoby analizowanie ich tylko w kategoriach świata materialnego. Ich główną funkcją jest pomoc człowiekowi w odnalezieniu właściwej relacji z Bogiem. Nie trzeba zatrzymywać się nad uzdrowieniem fizycznym, wewnętrznym czy też jakąkolwiek inną odczuwalną łaską, lecz trzeba się pytać, ku czemu ten znak prowadzi i o czym mówi. Tylko wtedy człowiek może w pełni przyjąć daną łaskę i w pełni odczytać jej znaczenie. Zdarza się bowiem, że owocem modlitwy wstawienniczej jest krótkotrwałe uzdrowienie. Rozpatrując je tylko w kategoriach świata materialnego, można by wtedy mówić o nieskuteczności modlitwy, podczas gdy dla wielu ludzi nawet krótkotrwałe uzdrowienie jest niekiedy ewidentnym znakiem Bożej miłości i opieki nad człowiekiem. To, że skutki modlitwy wstawienniczej odczytywane są najczęściej subiektywnie, wcale nie umniejsza ich wartości. Rzeczywistość wiary wymyka się bowiem często adeptom szkiełka i oka.

Oczywiście nie można nie doceniać zdarzających się niekiedy uzdrowień fizycznych, w których trwałą zmianę na lepsze potwierdzono badaniami przeprowadzonymi zarówno przed modlitwą wstawienniczą, jak i po niej. Trzeba jednak pamiętać, że dla chrześcijanina najważniejsze jest tu doświadczenie wiary.

Na koniec świadectwo osobiste. Na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy byłem mocno zaangażowany we wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym, znajoma zwróciła się do mnie i moich przyjaciół z prośbą o modlitwę wstawienniczą. Powiedziała, że jej mama ma raka i zamknęła się w sobie, nie wychodzi z domu i czeka na śmierć. Taka prośba stanowiła dla nas nie lada wyzwanie. Łatwo bowiem opowiadać o tym, że Jezus żyje i uzdrawia, ale osobiście stanąć z tym orędziem przed osobą znajdującą się w sytuacji granicznej… Jednak poszliśmy. Rzeczywiście, w kobiecie tej nie było nadziei, jednak kiedy zaczęliśmy mówić o potrzebie zakorzenienia się w woli Bożej, zaczęła ufać w Bożą ingerencję. Podczas modlitwy ktoś z obecnych odczuł, że Bóg zamierza tę osobę uzdrowić i że guzy będą znikać, o ile ona sama będzie trwać w zawierzeniu Bogu. Tak też się stało. Po roku, kiedy przypadkowo spotkała się ze swoją lekarką, tamta stanęła jak wryta. Była bowiem przekonana, że kobieta nie żyje. — Co się stało? — zapytała i nie dała się zwieść wymijającym odpowiedziom, że choroba sama się cofnęła i że wcześniejsze wyniki badań były błędne. — To dzięki modlitwie — powiedziała w końcu przyparta do muru kobieta. — To trzeba było od razu tak mówić — rzekła lekarka.

1 Tekst stanowi fragmenty książki Na chorych ręce kłaść będą… Modlitwa wstawiennicza we wspólnocie, której nowe, poszerzone wydanie jest przygotowywane w krakowskim Wydawnictwie eSPe.
2 Pierwsi świadkowie, Pisma Ojców Apostolskich, Kraków 1998, s. 386.
3 Szerzej na ten temat można przeczytać w publikacji: Instrukcja na temat modlitwy w celu osiągnięcia uzdrowienia od Boga z komentarzem teologicznym, Kraków 2001.
4 Ibidem, s. 11.
5 Spór o prawdę istnienia. Listy Edyty Stein do Romana Ingardena, Kraków 1994, s. 95.
6 S. M. Faustyna Kowalska, Dzienniczek, Kraków 1983, nr 958.

Na chorych ręce kłaść będą
Cezary Sękalski

urodzony 15 czerwca 1967 r. w Jaworznie – doktor teologii duchowości, wykładowca i psychoterapeuta.Redaktor miesięcznika „List” (1996-1999), jego redaktor naczelny (1999-2000). Był sekretarzem redakcji kwartalnika „Życie...