Na progu

Opowiadał mi frater Adalbertus:

„Pewnego ranka, otwierając okiennice, zobaczyłem siedzącą na progu mojego domu ładną kobietę. Ubrana była przedziwnie: spódnica i bluzka z kolorowych skrawków materiału, włosy rozczochrane, ufarbowane w kolorowe pasemka, na dodatek była bosa. Wyglądała jak istna Łoblodra z Łobornik. Siedziała na progu i nic nie mówiła, tylko się uśmiechała. Rzekłem do niej:

– Dlaczego tu siedzisz, jak taka Łoblodra z Łobornik? Lepiej sobie stąd idź. Mogę ci dać piątala na drogę, ale nie siedź tutaj, bo jeszcze ludzie sobie coś pomyślą.

Ona, nic nie mówiąc, wstała i uwodzicielsko się uśmiechnąwszy, puściła do mnie bezczelnie oko. Po czym pomachała mi ręką i poszła.

Spacerowałem tego samego dnia po mieście i wszedłem do otwartego na oścież kościoła. Była to bardzo nastrojowa stara świątynia, wokół ścian liczne marmurowe nagrobki, powietrze miało zapach starej cegły, a słońce wpadające przez witraże w oknach układało się na podłodze w barwne plamy. Nikogo w niej nie było i panowała tu cisza. Naprzeciw ołtarza na lektorium leżała otwarta Biblia. Chyba dopiero co skończyło się nabożeństwo, bo na ołtarzu paliły się jeszcze świece. Podszedłem do lektorium i zacząłem czytać od miejsca, na którym Księga była otwarta:

»Jaśniejąca jest i nigdy blasku nie traci Mądrość. Łatwo ją widzą, którzy ją miłują, i znajdą ją, którzy jej szukają. Uprzedza pożądających jej, dając się poznać pierwsza. Kto wstaje do niej rano, nie będzie się trudził, znajdzie ją siedzącą u swoich drzwi. Ktokolwiek o niej rozmyśla, jest prawdziwie rozumny, i czuwając w nocy dla niej, zaraz pozbywa się troski. Gdyż tych, którzy są jej godni, sama szuka wszędzie i na drogach zjawia się im łaskawie«.

Przeczytawszy ten fragment, poczułem się dziwnie nieswojo i przeszły mnie ciarki. Kiedy tak stałem lekko zaszokowany, z zakrystii wyszedł mężczyzna w komży z kapturkiem do gaszenia świec w ręce i widząc moje zmieszanie, rzekł:

– Widzę, że Księga ta zrobiła na tobie spore wrażenie, nawet przeszły cię ciarki. Słusznie. Czy rozumiesz fragment, który właśnie przeczytałeś? Jeśli nie, posłuchaj tego, co powiem; nie będzie to wyjaśnienie, lecz jeden z możliwych sposobów rozumienia tego ustępu. Otóż cztery są stany ludzkiego umysłu: pierwszy to sen, drugi – otumanienie, trzeci to normalne logiczne rozumowanie, a czwarty – głębokie rozumienie rzeczywistości. Ten ostatni to właśnie Mądrość, Hagia Sofia, która do każdego z nas przychodzi znienacka. Biada temu, kto w otumanieniu swoim ją przegna. Zrobi to na własne zatracenie, ale nie będzie płakał, gdyż nie będzie wiedział, co stracił. Bądź więc czujny, nie znasz bowiem dnia ani godziny, kiedy na progu twojego domostwa pojawi się Pani Mądrość. Trzymaj zawsze zapas oliwy, by móc w każdym momencie zapalić swą oliwną lampę.

Podniósłszy swój kapturek, zabrał się do gaszenia świec. Zapytałem go:

– Czyżbyś był uczonym teologiem, że z taką wprawą objaśniasz fragmenty Pisma? On, pogasiwszy świece, obrócił się znów ku mnie i rzekł:

– Ja teologiem? Skądże, ja jestem tylko Szuszwolem ze Swarzyndza. Wcale nie musisz się przejmować tym, co opowiadam.

To powiedziawszy, poszedł do zakrystii i więcej go nie widziałem”.

Na progu
Włodzimierz Fenrych

urodzony 10 maja 1955 r. w Poznaniu – absolwent historii sztuki na UAM w Poznaniu, obieżyświat, publikował w „Czasie Kultury”, „Spotkaniach” i „Tygodniku Powszechnym”.Autor cyklu felietonów pt....