Nad ranem
fot. elena mozhvilo / UNSPLASH.COM

Nastawiam budzik na przedwczesną porę. Dzwoni, gdy dzień dopiero się przeciera. Dźwięk wcina się w nienapoczętą ciszę i trochę dziwi psa, który otwiera oczy, ale nie podnosi łba. Wie, że jeszcze nie pora.

Teraz właśnie ja mam czas. Otwieram powieki, patrzę na drzewo za oknem, jeszcze niedoświetlone, niepewne. Jeszcze nie wydobyło się z nocy, z jej trybu przypuszczającego i sennej metafory. Obradują na nim wróble. Urządzają punktualną, codzienną konferencję – ćwierkają jeden przez drugiego, każdy głośniejszy, a jest ich kilkadziesiąt. Na zmianę przymykam i otwieram oczy, zadowolona z wyboru – tak naprawdę mogłabym jeszcze spać, ale chcę być obecna. W tej chwili, w której jest dopiero nad ranem, a już po nocy, gdy programy radiowe jeszcze nadają powtórki, w tym bezpańskim momencie świtu. Wtedy jest dużo miejsca – w czasie i przestrzeni, nic nie przeszkadza być. Jestem bez konieczności, nie dlatego, że coś goni, domaga się mojej obecności. Życie jeszcze nie ruszyło. A raczej – otwiera się właśnie przy nielicznych świadkach, entuzjastach brzasków i wróblej gadaniny.

Zostało Ci jeszcze 76% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się