Najważniejszy jest rozwój

Najważniejszy jest rozwój

Od dłuższego czasu upały. Nie ma się gdzie schronić. Nad Lednicą, gdzie spędzam czas z młodzieżą, skwar niemiłosierny. Odżywamy wieczorami, kiedy robi się chłodniej. Staramy się zachować równowagę w pracy umysłowej, modlitwie i pracy fizycznej. Ja też usiłuję wykorzystać ten czas pożytecznie, będąc to z młodzieżą, to z robotnikami na budowie. Aby uruchomić spieczony umysł i napisać te kilka słów comiesięcznego felietonu, musiałem wstać razem ze słońcem. W dzień trudno jest nie tylko pracować, ale i myśleć.

Dla świętego Tomasza ruch jest czymś podstawowym. Ruch sugeruje rozwój. Nieustanne przechodzenie z możności do aktu, aktualizowanie wszelkiej potencjalności według Bożego zamysłu jest powołaniem stworzeń. Jednym słowem: rozwój, progresja. Nic mnie też tak nie cieszy, jak rozwój tych, którzy ze mną przestają. Z każdą chwilą stają się inni. I nie jest to tyle moją zasługą, ile tej potencjalności wpisanej w nich przez Boga.

Rozwój to przede wszystkim poznawanie. Poznawanie Boga i świata. Na podstawie poznania postępuje dynamika rozwoju. Działania i miłości. Taką właśnie intuicję zawiera w głównym swym nurcie Biblia. Poznawanie Boga i coraz większa ku Niemu miłość. Wszyscy bez wyjątku bohaterowie Biblii na początku zaraz po ich spotkaniu są kimś zdecydowanie innym niż przy końcu. W Biblię bowiem wpisany jest rozwój, wzrost. Bohaterowie Biblii rozwijają się, dorastają, szczególnie dzięki spotkaniu z Bogiem, z Chrystusem, z drugim człowiekiem. Spotkanie z Bogiem żywym zmienia człowieka, naprowadza, poprawia, rozwija. Tak było z Abrahamem czy Pawłem, tak było ze wszystkimi apostołami. Spotkanie z Bogiem nie pozostawało bez wpływu na nich. Szczególnie wymowne jest spotkanie na górze Tabor. Uczestnicy tego widzenia natychmiast chcieli coś robić, chcieli stawiać trzy namioty.

Niezwykle ważne jest spotkanie z drugim człowiekiem. Tutaj można zacząć już od Adama i Ewy. Adam, jak wiadomo, spał, zanim spotkał Ewę. Spał snem nieświadomości i dopiero kiedy zobaczył Ewę, obudził się, a zobaczywszy Ewę, zobaczył samego siebie. „Skoro ty jesteś Ewą, to ja jestem Adamem”. Trzeba spotkać drugiego, ażeby spotkać siebie, trzeba zobaczyć drugiego, aby zobaczyć siebie. Po spotkaniu wracamy już z inną perspektywą, z nowymi postanowieniami.

Od lat, pracując z młodzieżą, jestem z nią nie tylko podczas roku akademickiego, ale również w wakacje. Staramy się spędzać je pożytecznie na modlitwie i pracy. Odkryłem jakiś czas temu, kiedy zaczynaliśmy gospodarzyć i budować ośrodek na Jamnej, że te dwa elementy, które zbudowały Europę, mogą być nam przydatne dzisiaj, kiedy Europę trzeba budować na nowo, a przynajmniej dobrze ponaprawiać zarysowane mury tej budowli. Teraz budujemy ośrodek nad Lednicą. Budujemy go materialnie, ale przede wszystkim duchowo. Staramy się go zamieszkać, omodlić, oswoić. Młodzież przybywająca nad Lednicę dojrzewa w mgnieniu oka. Po prostu widać, jak z egoistów wyłaniają się osobowości zdolne do zainteresowania się drugim i do służby drugiemu. Rośnie nowe pokolenie zdolnych do służby wartościom większym niż oni sami.  Lednica stała się kategorią mojego myślenia. Lednicą mierzę – tak jak wielu młodych – czas. Coraz precyzyjniej rysuje się nam przyszłoroczne spotkanie. Już postanowione. Będzie Jackowe, ponieważ w przyszłym roku przypada 750–lecie śmierci świętego. Święty Jacek staje się w ten sposób wspaniałym patronem dojrzewania i brania odpowiedzialności. Jako kanonik wawelski zostaje zakonnikiem dominikańskim, z kogoś, kto tkwił w jednym miejscu, staje się kimś, kto zacznie się przemieszczać i głosić Dobrą Nowinę o zbawieniu. Decyzja, aby się zgłosić i zostać posłanym, decyzja o uczestnictwie w przygodzie apostolskiej powinna się stać przygodą całej polskiej młodzieży coraz bardziej świadomej swej przynależności do Chrystusa i gotowej żyć Chrystusem i Jego miłością. To Jackowe „Poślij nas” stanie się na najbliższej Lednicy nie tylko zawołaniem, ale apostolską rzeczywistością. Trzeba tylko pomóc tej młodzieży wyzwolić entuzjazm apostolski i zapał, trzeba jej uświadomić, że może zanieść Chrystusa na krańce świata.

Dominikanie przejęci ideą głoszenia Chrystusa wszystkim i na wszelkie sposoby z coraz to większym zapałem udawali się na krańce świata i tam nieśli Chrystusa. Dominikanie polscy szli do narodów ościennych, dominikanie węgierscy szukali swoich pobratymców daleko w Azji, inni uczyli się arabskiego, jeszcze inni jechali do Indian, przerażenie ogarniało ich wtedy, kiedy spostrzegali, że ziemia jest kulą i nie ma żadnych krańców. Wtedy spotykali się i spostrzegali, że najtrudniej jest iść do samego siebie albo do tych najbliższych. Iść z Chrystusem w ciemne zakątki własnej duszy i tam coś zdziałać, tam nawracać siebie samego jest chyba najtrudniej. Iść do najbliżej siedzących, tych, którzy nas dobrze znają, jest niełatwo. Niełatwo też jest iść do obcych, dalekich.

W czasie nabożeństwa lednickiego zawsze rozdajemy jakieś symbole, które pomagają dotrzeć do siebie i zrozumieć przesłanie. Zastanawiam się, jak to zrobić, aby w przyszłości młodzież potrafiła nie tylko wziąć, ale przede wszystkim dać coś z siebie. Co tu zrobić, aby wszyscy uczestnicy nabożeństwa wyrazili gotowość apostolską i powiedzieli tak jak święty Jacek świętemu Dominikowi: „Poślij nas”?

Wierzę głęboko, że ci, których Pan postawił na moich drogach, podobnie jak ja, wezwani są do tego, aby głosić wielkie dzieła Pana. Nie mogą zadowalać się tylko braniem. Choć umieć wziąć to też jest wielka sztuka i umiejętność, którą ma przede wszystkim dziecko. Ale oni przecież rosną. Muszą zatem nauczyć się gestów rodzicielskich, to znaczy dawania. Jeśli najcenniejszy dla nas jest Chrystus, to oczywiste, że musimy sobie nawzajem dawać Chrystusa. Nie każdy musi wstąpić do dominikanów, nie każdy musi być Janem Górą OP, ale każdy swoją miarą, pełną i utrzęsioną, powinien dawać drugiemu to, co uważa za swój skarb. Musimy wychować w sobie duszę na wskroś apostolską. Skarbu nie wolno zatrzymać dla siebie.

Przyszłoroczna Lednica, jeśli Bóg pozwoli, będzie wielkim świętem gotowości apostolskiej naszej młodzieży. To nie ja im powiem, dokąd mają iść z Chrystusem. Oni wiedzą to już lepiej ode mnie. Powoli uczę się formułować zadania i budować wizję. Młodzi podejmą to wyzwanie.

Najważniejszy jest rozwój
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...