Naśladować styl Jezusa

Naśladować styl Jezusa

Pożegnanie z Nazaretem, abp Józef Życiński, Gaudium, Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej, Lublin 2000

Gdyby w pierwotnym Kościele zabrakło odważnych wędrówek w stronę nowych terenów, chrześcijanie stanowiliby dziś najprawdopodobniej tylko niewielką grupę religijną, prowadzącą życie między Nazaretem a Jerozolimą.

Wyrażone tu przeświadczenie stanowi, jak sądzę, główną siłę napędową większości tekstów zawartych w świeżo wydanej książce arcybiskupa Józefa Życińskiego Pożegnanie z Nazaretem (Gaudium, Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej, Lublin 2000). Autor nie tylko chce nam przypomnieć podstawową prawdę, iż sens chrześcijaństwa polega na misyjności, czyli wędrowaniu „w stronę nowych terenów”. Ta książka to przede wszystkim apel o odwagę: duchową, intelektualną, moralną; odwagę, której wzorem jest postawa Jezusa Chrystusa w sytuacji, gdy został On zmuszony do opuszczenia Nazaretu. Krótko mówiąc, chodzi o to, by mimo dowodów niewdzięczności ze strony własnego środowiska, nie użalać się i nie roztkliwiać nad sobą, lecz pełnić swoją misję z godnością i do końca. Taka postawa kosztuje, ponieważ łączy się zawsze z jakimś wyrzeczeniem:

W naszym naśladowaniu Jego stylu trzeba zrezygnować z komfortu psychicznej norki i wygodnego gniazdka, które omijają doświadczenia życiowych burz. Trzeba ze spokojem każdego dnia przyjmować perspektywę krzyża jako nieunikniony składnik życia przeżywanego głęboko. I w tej perspektywie trzeba ukazywać świadectwo Jezusowego stylu.

Łatwo zauważyć, że słowo „styl” należy do ulubionych słów–kluczy abpa Życińskiego. Dzięki zakorzenieniu w kulturze pozwala ono na częste nawiązania do tej właśnie sfery ludzkiej działalności, która jest autorowi bardzo bliska. Ale styl to także coś więcej — to sposób bycia, postępowania, myślenia, to w pewnym sensie cały człowiek. Można by zaryzykować twierdzenie, że od stylu, w jakim rozwiązujemy nasze ludzkie problemy, zależy wartość naszego życia, a może nawet i przyszłe losy świata. Styltakim ujęciu mocno przypomina Herbertowe rozumienie smaku, wykraczające poza obszar czystej estetyki (vide: słynny wiersz Potęga smaku) i sięgające tajemnicy dobra i zła (zdaniem Herberta, w smaku zawarte są również „włókna duszy i chrząstki sumienia”).

Już w pierwszej części Pożegnania z Nazaretem pojawia się rozdział zatytułowany Gorzki smak prowincji, w którym autor wydobywa analogie pomiędzy zachowaniem Jezusowych adwersarzy a małostkowością przedstawicieli dzisiejszego zaścianka:

Na nowym etapie działania Nauczyciel wolności, którego wyrzucono poza rodzinne miasto, będzie kierował swą uwagę w stronę wolnych od uprzedzeń ludzi z marginesu: Samarytan, celników, Magdalen. Wśród tych „ludzi spoza” odnajdzie znacznie większe zrozumienie niż wśród tych, którzy jeszcze niedawno uchodzili za najbliższych. (…) Prowincja, zarówno geograficzna, jak i intelektualna, ma swe własne autorytety i lokalną mądrość; nie trzeba jej żadnych Mesjaszów, którzy wnoszą zakłócenia w uporządkowane życie małego światka. Wszelkie odniesienia do Fenicji, Syrii czy innych krajów mogą wywołać wzburzenie i podejrzenie o brak patriotyzmu. Wystarczy stereotyp i gładki slogan zabijający myślenie.

Określenie „prowincja geograficzna” chyba trochę wymknęło się Księdzu Arcybiskupowi. Myślę, że w tym kontekście chodzi jednak głównie o prowincję intelektualną lub jeszcze szerzej — mentalną. Zaniepokojonych Czytelników spieszę natychmiast uspokoić: Pożegnanie z Nazaretem nie jest wymierzone przeciwko jakimkolwiek patriotyzmom, czy to lokalnym, czy innym. Przeciwnie, w książce znajdujemy jednoznaczne dowody szczerego podziwu autora dla dojrzałej i mądrej miłości do małych ojczyzn. To zrozumiałe. Wcielenie Słowa Bożego dokonało się przecież także poprzez konkretne tu i teraz. Myśl ta przewija się zwłaszcza w rozdziale pt. Świadkowie Boskiego piękna, poświęconym twórczości księży–poetów: Janusza Pasierba i Jerzego Szymika.

Czym dla Pasierba jest Żabno czy Lubawa, tym dla Szymika Pszów. (…) To pełne zakorzenienie w małej, śląskiej Ojczyźnie, ukochanie jej historii, tradycji i kultury znajduje u Autora naturalne dopełnienie w szerokości wizji naznaczonej uniwersalizmem Ewangelii.

Zatem: kochajmy to, co małe, bliskie, swojskie, ale i otwierajmy się na świat, nie uciekajmy od nowych wyzwań, również w głoszeniu ewangelicznego orędzia. Pamiętajmy przy tym, by kochając i ceniąc własną tradycję kulturalną, nie absolutyzować jej zewnętrznych form, ponieważ:

Zarówno chorał Bacha, jak i muzyka rockowa mogą dla różnych odbiorców okazać się skuteczną formą przekazu Ewangelii. Kochajmy Mozarta, ale nie posuwajmy się do twierdzeń, że poniżej Mozarta nie ma zbawienia. Na pewno jest, bo przez 18 wieków Kościół prowadził swą zbawczą misję bez odwoływania się do monumentalnego piękna muzyki Mozarta.

Postawa otwartości nie oznacza jednak akceptowania tych nurtów filozoficznych i kulturowych, które godzą w podstawy ludzkiej kondycji. Wolność nie może być dowolnością, gdyż zagrażać będzie dalszemu istnieniu gatunku homo sapiens. Radykalne odrzucanie aksjologii stanowiącej przez wieki fundament europejskiej kultury prawie zawsze prowadziło do katastrofy. Myśl ta przewija się właściwie przez całą książkę, ale ze szczególną siłą przestrogi rozbrzmiewa w części zatytułowanej Tarzan czy animal rationale? Autora zastanawia przede wszystkim ogromna łatwość, z jaką pryncypialni eks–głosiciele „jedynie słusznych prawd” zmieniają się w równie pryncypialnych obrońców nihilizmu. Kwitnie więc nowy „monizm” lub „miczurinizm kulturowy”, któremu towarzyszy przekonanie, że można „ignorować zarówno naturę ludzką, jak i obiektywny porządek przyrody”. Abp Życiński przypomina, iż poetyką wolności usiłowano karmić człowieka nawet w cieniu oświęcimskiego obozu, na którego bramie widniał napis Arbeit macht frei. Stąd też:

Jeśli dla przyszłych przemian kulturowych jako zasadę naczelną przyjmiemy slogan Spiel macht frei, podejmiemy ryzyko nowej tragedii. (…) taniec wyzwolonych piewców postmoderny może się wtedy przekształcić w taniec na zgliszczach.

Współczesnemu światu zagraża dziś chyba najbardziej ideologia nieograniczonej wolności. Temat ten rozwija autor najpełniej w dwóch rozdziałach: Dyskretnym uroku nihilizmu i Anatomii barbarzyństwa. Ukazuje oczywiście również inne zagrożenia. Nade wszystko jednak mówi o nadziei.

Pożegnanie z Nazaretem jest książką wielowątkową. Dotyka spraw kultury, nauki, historii, filozofii, moralności, Papieża, Kościoła, religii, poezji, polityki, życia społecznego, integracji europejskiej, globalizacji, poprawności politycznej, wybitnych postaci oraz wielu bliskich nam wydarzeń i problemów. W trakcie lektury jeszcze mocniej uświadamiamy sobie zawrotną różnorodność i złożoność współczesnego świata, w którym nietrudno o zagubienie, lęk, frustrację, pesymizm, a nawet rozpacz. Jednak obecne w tej książce mocne światło Ewangelii sprawia, że nie poddajemy się złym nastrojom. Abp Józef Życiński pokazuje nam bowiem nieustannie, jak rozwiązywać skomplikowane problemy w Jezusowym stylu — odważnie, zdecydowanie, a przy tym mądrze, spokojnie, bez ckliwości, lamentacji, sztucznych uniesień, rozdzierania szat, bez krzyku i agresji. Nawet gdy kulturowe przemiany nieuchronnie przynoszą ze sobą ból i cierpienie:

Na ścieżkach naszych życiowych wędrówek, między brutalnym pożegnaniem słonecznego Nazaretu a wejściem w ciemność Ogrójca, modlitwa życiowych ran może stanowić ważną formę świadectwa, która dla współczesnych sceptyków będzie podstawową formą spotkania z Bogiem.

W ten oto sposób proponowana nam przez autora szkoła ewangelicznego umiaru staje się zarazem szkołą nowego heroizmu. Piękna, ale i — trzeba przyznać — bardzo wymagająca książka!

Naśladować styl Jezusa
Andrzej Babuchowski

urodzony 13 lutego 1944 w Krasnem k. Chełma (woj. lubelskie) – absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, studiował także slawistykę, dziennikarz, krytyk literacki, tłumacz literatury czeskiej.Przetłuma...