Nauka ściągania masek

Nauka ściągania masek

Mój drogi Kasjelu,

przeczytałem Twój ostatni list dwukrotnie. O ile dobrze rozumiem przedstawiony w nim opis sytuacji, o tyle nie mogę się zgodzić z postawioną diagnozą. Jeśli nie przeoczyłeś nic ważnego w zachowaniu Twojego podopiecznego, to nie sądzę, aby jego problemem było coś, co nazywasz „ucieczką w duchowość”. Drogi Kasjelu, wiem, że studiowanie technik kusicielskich naszych upadłych braci jest zdecydowanie mało przyjemnym i raczej odpychającym zajęciem, ale musisz się trochę zmobilizować i przysiąść do nauki. Pamiętaj, że ich skuteczność zazwyczaj opiera się na bliźniaczym upodobnieniu dobra i zła. Nasza zaś pomoc często powinna się sprowadzać wyłącznie do tego, aby nauczyć ludzi ściągania złych masek z dobrych rzeczy i dobrych masek ze złych rzeczy. Rozróżniania jednych od drugich trzeba się jednak nauczyć.

Pozwól, że wrócę do sprawy Twojego podopiecznego. Tak, jak wspomniałem, na podstawie Twojego listu nie sądzę, aby uciekał w duchowość. Obawiam się, że raczej popełnia klasyczną pomyłkę, na jaką wcześniej czy później musiał być narażony. Twój podopieczny zwyczajnie myli życie duchowe z życiem wewnętrznym. Jedno z drugim ma co prawda wiele wspólnego, ale jeśli dokonać całkowitego utożsamienia, nie sposób ustrzec się przed katastrofalnymi skutkami. Zacznijmy jednak od krótkiego przypomnienia czegoś, co powinieneś wiedzieć właśnie z podręczników.

(Kasjelu, jeśli zamierzasz teraz odłożyć czytanie tego listu na później, bo nie chce Ci się „wracać do szkoły”, to pamiętaj, że nie dam Ci spokoju, dopóki nie będę miał pewności, że Twoja służba opiera się nie tylko na dobrych chęciach, ale i na dobrym warsztacie. Bracie kochany, żeby zrobić jeden naprawdę dobry uczynek, zazwyczaj trzeba najpierw odwalić kawał dobrej roboty. Dobre uczynki bez dobrej roboty oraz dobre chęci bez dobrego warsztatu są mniej więcej tyle warte, ile dobry deser bez dobrego obiadu. Przypominam Ci, że pracujesz w przestrzeni dzieł wiecznych i wszystko, co robisz, utrwali się na wieczność. Im więcej dobrych uczynków bez dobrej roboty, tym więcej ryzyka, że całą wieczność przyjdzie Ci spędzić w otoczeniu duchowego kiczu. Duchowa definicja kiczu jest właśnie taka – dobre chęci realizowane z zawinionym pominięciem dobrej roboty).

No, po tej zachęcie możemy wrócić do nauki. Otóż, jak powinieneś wiedzieć ze studiów w Wyższej Szkole Bożej Opatrzności Indywidualnej, istnieją zasadniczo dwa sposoby wykrzywiania w naszych podopiecznych cennej cnoty religijności. Oba z powodzeniem stosowane są jako metody kusicielskie przez naszych upadłych braci. Pierwszy z nich polega właśnie na tym, aby życie duchowe i religijne sprowadzić do życia wewnętrznego. Drugi – na dokładnej odwrotności – aby życie duchowe i religijne utożsamić z praktykami zewnętrznymi. Pierwszą metodą kuszeni są zazwyczaj intelektualiści, drugą – ludzie prości. Pierwsza metoda zwykle kończy się sprowadzeniem życia duchowego do czystej psychologii, druga – do czystej magii. Mam nieodparte wrażenie, że Twój podopieczny przechodzi obecnie fazę kuszenia według metody pierwszej. W czasie jego rachunku sumienia niepostrzeżenie zaczęły zyskiwać pierwszeństwo – chodzi zarówno o znaczenie, jak i liczbę – pytania typu: dlaczego to zrobiłem, co mną powodowało, czy aby na pewno miałem zły cel, czy też jedynie pomyliłem się w wykonawstwie, czy naprawdę chciałem tego, co zrobiłem itd.

Widzisz, Kasjelu, to nie są złe pytania. Chodzi o proporcje. Twój podopieczny, zanim solidnie i obiektywnie ocenił wydarzenie, którego był sprawcą, przeszedł do głębokiej analizy samego siebie jako sprawcy. Żeby dobrze opisać siebie jako autora czynu, powinien najpierw solidnie opisać czyn. Jeśli zaczął od drugiej strony, nie miał szans na w miarę obiektywny opis. Rozumiesz, o co mi chodzi? Jeśli Twój podopieczny zacznie od stwierdzenia: „To, co się stało, było złe”, nie musi przejść od razu do stwierdzenia: „Ponieważ ja to zrobiłem, jestem zły”. Jednak dowie się o sobie dużo. Jeśli natomiast zacznie rachunek sumienia od tezy: „Nie jestem zły” i dopiero wówczas przyjrzy się konkretnym sytuacjom w swoim życiu, gwarantuję Ci, że o niczym, co się zdarzyło, nie powie, że było złe – wszystko będzie bardzo złożone i nie takie proste.

Kasjelu, musisz nauczyć Twojego podopiecznego oceniać najpierw wydarzenia, a dopiero później, na ich podstawie, samego siebie. Człowiek musi poznawać siebie po tym, co robi, a nie oceniać to, co robi, według tego, jaki jest. A dokładniej – jaki się sobie wydaje. Jeśli chcesz to nazwać prymatem moralności nad psychologią – proszę bardzo. Miej jednak świadomość, że jest to jedna z najbardziej niepopularnych prawd, do których musisz przekonać swojego podopiecznego. Nie słyszałeś już co najmniej tuzina kazań, w których kaznodzieja głosił, że nie moralność jest w chrześcijaństwie najważniejsza, że przede wszystkim liczy się to, jaki Bóg jest, a później dopiero to, jak należy postępować? Wydawało się zapewne kaznodziei, że w ten sposób prowadzi swoich słuchaczy do mistyki, a wiódł ich prostą drogą do dworcowej księgarenki sprzedającej tanie poradniki z psychologii i duchowości. Niby miał trochę racji (nasi upadli bracia starannie troszczą się o kamuflowanie swoich kusicielskich metod), ale przecież Boga poznaje się trochę jak samego siebie – po skutkach działań. I nie chodzi mi tu tylko o świat stworzony, ale po skutkach działań Jego łaski w życiu naszych podopiecznych. Dlatego właśnie ich moralność jest jedyną ich drogą do poznania naszego Pana. Dlatego właśnie miłość jest jedyną cnotą, która nie przeminie. Jednak oni często ulegają pokusie poznawania siebie w oderwaniu od swoich czynów i tym samym poznawania Pana w oderwaniu od tego, jak się objawia. Drogi Kasjelu, mezalians duszpasterstwa z psychologią naprawdę nie wziął się znikąd. To, że księża chętniej byliby psychoterapeutami niż spowiednikami, czy fakt, iż czytają więcej psychologii niż teologii, to nie są przypadki. A przecież słyszą co jakiś czas: „Po czynach ich poznacie”.

Kończę, Kasjelu, ale bardzo Cię proszę, ucz się dużo i uważnie obserwuj wszystko, co się dzieje w życiu Twojego podopiecznego. Staraj się, na razie, trzymać go dalej od autopsychoanalizy, a bliżej rachunku sumienia. Pogadaj z aniołem stróżem jego spowiednika, niech wreszcie zauważy, że on się nie spowiada z grzechów, tylko wylicza swoje problemy.

W modlitwie stale o Was pamiętam

Zeruel

Nauka ściągania masek
Janusz Pyda OP

urodzony w 1980 r. w Lublinie – dominikanin, absolwent filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim i teologii w Papieskiej Akademii Teologicznej, kaznodzieja, ceniony rekolekcjonista, duszpasterz, członek...