Niebiescy ciosacze kamieni

Niebiescy ciosacze kamieni

O Aniołach na wspomnienie naszych Stróżów

Niegdyś powagą i grozą płomienni –
stali się dzisiaj wspomnieniem i echem. (…)
A dla mnie – niczym i wszystkim zarazem.

Bolesław Leśmian

Na Wawelu przy wielkich drzwiach z monogramem Kazimierza Wielkiego przycupnął w XIV wieku Archanioł Michał. Turyści wchodzą i wychodzą z katedry, raczej nie zauważając tej jednej z najładniejszych rzeźb na Wawelu.

Intuicja Leśmiana wskazuje na istotę anielskości. Aniołowie są nieustannie obecni w naszym życiu, a zarazem nieustannie odsyłają do Boga. Są niczym i wszystkim. Nawet imiona – tych najbardziej znanych i najważniejszych – o tym przypominają: Michał – „Któż jak Bóg”; Gabriel – „Moc Boża”; Rafał – „Bóg uzdrawia”. Ukrywają się za Bogiem i codziennością: „Aniołom swoim każe cię pilnować, / Gdziekolwiek stąpisz, którzy cię piastować / Na ręku będą, abyś idąc drogą / Na ostry kamień nie ugodził nogą” (Ps 91, przekład J. Kochanowskiego). Tobiaszowi anioł Rafał tłumaczy: „To, że byłem z wami, nie było moją zasługą, lecz było z woli Bożej. Jego uwielbiajcie przez wszystkie dni i Jemu śpiewajcie hymn” (Tb 12,18).

Aniołowie myślą i kochają całkowicie i bezinteresownie. To czyni ich przezroczystymi. Dobro, które rodzi się z myślenia i kochania, staje się bezinteresowne, pełne i dyskretne. Zresztą to zwrócenie uwagi na myślenie niesie ze sobą ważną wskazówkę. Św. Tomasz z właściwym sobie spokojem, powołując się na Jana Damasceńskiego, mówi, że aniołowie są zawsze w ruchu myśli (tak więc też poznania), nie tak jak my, którzy tylko czasem myślimy, a czasem nasze myślenie pozostaje jedynie w możności (czyli jest to bezmyślność). „W przytoczonym zdaniu [chodzi o to, że aniołowie są zawsze w ruchu] Damascena ruch jest tak pojmowany, że nawet myślenie i chcenie uważane jest za jakowyś ruch. Dlatego więc powiada o aniele, że jest substancją będącą zawsze w ruchu, bo jest zawsze aktualnie myślącym, a nie jak my: raz aktualnie, to znów w możności”. Stąd też nasze odkrywanie i komunikowanie się z aniołami (także stróżami) dokonuje się przez miłość i myślenie. Potwierdza to biblijny nakaz: „Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa” (Wj 23,20–21). To moment powagi wobec anioła i jego obecności, bo przecież staje się on pomocny w odkrywaniu naszego celu i dążeniu do zbawienia.

Dominikanie żyją z aniołami w dobrej komitywie. Św. Tomasza nazwano Doctor Angelicus. Miałoby to być związane z heroiczną (anielską) czystością bądź stanowić nawiązanie do części Summy poświęconej aniołom. Piękna dominikańska legenda, która stoi u początku kultu aniołów w zakonie, opowiada, jak to aniołowie nakarmili głodnych braci, przynosząc im dwa śnieżnobiałe obrusy wypełnione chlebem. Humbert de Romanis, dominikański generał z XIII wieku, wśród dziesięciu skutków dobrego głoszenia wymienia radość aniołów. Inny dominikańskoanielski wątek to współczucie. Jak napisał o. Jacek Salij OP, na początku naszego zakonu było współczucie. Współczucie, które nie oznacza litości, lecz współodczuwanie. „Przepełniała go niezwykła, anielska czułość, miłosne współczucie – jest to jedyne uczucie, jakie żywią anioły. Stwórca nie dał im bowiem instynktów, emocji ani potrzeb. Gdyby je dostały, nie byłyby istotami duchowymi. Jedyny instynkt, który miały anioły, to instynkt współczucia. Jedyne uczucie aniołów: nieskończone, ciężkie niczym firmament współczucie” (Olga Tokarczuk, Prawiek i inne czasy).

Modlitwa do Anioła Stróża jest jedną z pierwszych, których się uczymy. Potem, uczestnicząc w Eucharystii, modlimy się z aniołami, a także korzystamy ze słów aniołów w pięknej pochwalnej modlitwie: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli …”. Głos aniołów podpowiada nam słowa uwielbienia i dziękczynienia. Razem z nimi wysławiamy nieprzeniknionego Boga, który staje się widzialny w chlebie i winie: „Święty, Święty, Święty…”. A jedna z ostatnich modlitw, jaka jest zanoszona już nie przez nas, ale za nas, to pieśń podczas nabożeństwa pogrzebu: „Niech aniołowie zawiodą Cię do raju…”.

Długi czas mieszkałem w domu, nad którym czuwały całe zastępy aniołów. Zmyślny budowniczy w Dominikańskim Centrum Misyjnym w Tajpej umieścił po kilkanaście na każdym piętrze. Widoczne są z daleka, okalając dom z każdej strony czujną strażą. Są jednak tak rozmieszczone, że nie sposób popatrzeć im w oczy. To dziwne, ale na Tajwanie najczęstszą formą popełniania samobójstwa (a jest ich sporo) jest skoczenie z wysokiego budynku. Może w chwili tej rozpaczy, ci którzy stracili nadzieję, widzą oczy anioła?

Na dawnej ulicy Żydowskiej w Krakowie patrzy się prosto w oczy anioła. O tyle to dziwne, że Żydzi, kiedy ktoś umarł, zasłaniali lustra, bojąc się spojrzenia anioła, bojąc się niespodziewanej śmierci. Oczywiście teraz nie ma w tym miejscu ulicy Żydowskiej. Tak się składa, że kolegiata św. Anny, gdzie się bawią aniołkowe bobasy, to dawna Żydowska i dawne centrum pierwszej osady żydowskiej w Krakowie.

Aniołowie nieustannie nam przypominają, że Żyjącego mamy szukać pośród żyjących (por. Łk 24,5). Są epifanią Bożej cierpliwości. Boska cierpliwość wyrażona jest Aniołami Stróżami. Tylko Bóg ma anielską cierpliwość do ludzi.

Aniołowie to mocarze. Muszą być mocni, bo często zmagają się z oporem grzesznego człowieka. „Niech więc przyjdą aniołowie, niebiescy ciosacze kamieni, i niech obłamią wszystko, co wystaje w tych kamieniach, którymi my jesteśmy, niechaj w nas ostrość wygładzą! Niech nas na ramionach noszą! Albowiem napisane jest, że »na ramionach poniosą« (Iz 49,22)” (św. Ambroży).

Niebiescy ciosacze kamieni
Krzysztof Popławski OP

urodzony 5 października 1964 r. w Ostródzie – dominikanin, rekolekcjonista, misjonarz na Tajwanie i w Chinach, dwukrotny prowincjał polskich dominikanów (2006-2014), obecnie socjusz generała zakonu ds. Europy Wschodniej i Środkowej, mieszka w Rzymie, razem z...