Niech zbankrutują!
fot. aditya wardhana

Niech zbankrutują!

Jest w Kościele bizantyjskim oryginalne święto: uroczystość prawosławia, czyli ortodoksji. Ustanowione w 843 roku przez cesarzową Teodorę na pamiątkę ostatecznego odrzucenia ikonoklazmu – ruchu przeciwników czci oddawanej świętym obrazom – od XI wieku przyjęło się także u naszych wschodnich sąsiadów. W ten dzień uroczyście wyznaje się Credo, czemu towarzyszą modlitwy wysławiające świętych ojców Kościoła, błagalne litanie, a także uroczyste anatemy (wykluczenia), wyznaczające granice, poza którymi nie może być już mowy o chrześcijańskiej prawowierności. Wszystkie one odnoszą się do głównych prawd wiary, na przykład: „Wobec tych, którzy odrzucają istnienie Boga i twierdzą, że nasz świat jest samoistny i rządzi nim przypadek, a nie opatrzność Boża: Anatema! Wobec tych, którzy ośmielają się twierdzić, że Syn Boży nie jest współistotny Ojcu i nie otrzymuje równej z Nim chwały, podobnie jak i Duch Święty oraz że Ojciec, Syn i Duch Święty nie są jednym Bogiem: Anatema!”. Ostatnie z wykluczeń nawiązuje do okoliczności wprowadzenia święta: „Wobec tych, którzy odrzucają i gardzą świętymi ikonami danymi przez Kościół dla pobudzenia wiary i pobożności wiernych, oraz wobec tych, którzy nazywają je bożkami: Anatema!”. W ciągu wieków do anatem dołączano imiona herezjarchów, a w Rosji także tych, którzy zagrażali jedności Kościoła moskiewskiego i wszechwładzy rosyjskiego samodzierżawia. Z listy tej, która w szczytowym okresie zawierała aż 4000 nazwisk, zrezygnowano po licznych reformach liturgii, a najdłużej – bo jeszcze w XIX stuleciu – figurowali na niej: car Dymitr Samozwaniec oraz Iwan Mazepa.

Kiedy słuchałem w internecie basowego, dramatycznego śpiewu diakonów ogłaszających kolejne wykluczenia i żałobnego chóru mnichów potwierdzających każde z nich trzykrotnym „anatema!”, czułem, jak drży z odrazą moja zachodnia duszyczka wychowana w atmosferze kultury inkluzywnej. Przecież nie można nikogo wykluczać, należy z miłosierdziem przygarniać i wybaczać! Aliści… Kiedy wiosną 2010 roku wróciłem do Polski, zdarzyło się, że pewna bliska mi młoda osoba nieomal przypłaciła życiem kontakt z dopalaczem zaoferowanym jej przez usłużnego kolegę na jakiejś domówce. Zrozumiałem wtedy, co znaczy „zawrzeć gniewem”. Przecież to świństwo można było kupić w licznych sklepach w całej Polsce! Sam nierzadko mijałem taki, usytuowany na jednym z centralnych placów stolicy. Mój gniew domagał się czynu i wkrótce obmyśliłem plan działania. Ubiorę się w pełny dominikański habit, wezmę ze sobą dwie ciężkie cegłówki, pojadę przed ten sklep i rąbnę w wystawowe szyby, niech się potłuką w drobny mak. Nie będę uciekał, poczekam na przybycie policji, dam się aresztować i zrobi się skandal na całą Polskę, a ludzie usłyszą, że jest problem, którym trzeba się zająć. Byłem gotów na wszystko, żeby tylko mój protest odbił się jak najszerszym echem. Część moich braci się śmiała, inni pukali się w głowę, a mój przeor pobladł, widząc, że wcale nie jest mi do żartów. I wtedy stało się coś, co sprawiło, że nigdy nie usłyszano o mnie w kronice kryminalnej. Podczas porannej mszy świętej na warszawskim Służewie, kiedy prowadziłem modlitwę wiernych, nagle z moich ust wyrwało się: „I proszę Cię, Panie, o rychłe bankructwo wszelkich handlarzy dopalaczami”. Na sekundę zaległa cisza, którą przerwało gromkie: „Wysłuchaj nas, Panie!”. Wtedy zrozumiałem, co zrobię: od tamtej pory na każdej sprawowanej przeze mnie mszy świętej dorzucałem tę intencję do modlitwy wiernych. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Jedni, solidaryzując się z moją krucjatą, przychodzili do mnie, żeby podziękować, inni zarzucali mi, że modlę się „przeciw” komuś, że życzę komuś nieszczęścia, a to się nie godzi. Nieszczęścia? Ależ ja tylko chcę, żeby upadł ich szkodliwy biznes, mogą się swobodnie realizować, sprzedając choćby rzodkiewki. A poza tym do ich bankructwa doszłoby najrychlej, gdyby zabrakło klientów, więc to nie jest zła modlitwa. Jeszcze inni pytali złośliwie, dlaczego nie modlę się o upadek przemysłu pornograficznego. Im odpowiadałem, że dopalacze to moja specjalizacja. W październiku tego samego roku ówczesny rząd zadekretował zamknięcie sklepów z dopalaczami, w czym zresztą nie upatruję mojej szczególnej zasługi, ale cieszy mnie, że się do tego wtedy przyłożyliśmy. Zrozumiałem też, że modlitwa gniewu i sprzeciwu jest modlitwą zupełnie uprawnioną. Pismo Święte jest mi świadkiem.

Zostało Ci jeszcze 20% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się