Niedziela na Głównym
fot. erol ahmed / UNSPLASH.COM

Niedziela na Głównym

W pociągu jest ciepło i pusto. Wagony pierwszej klasy w cenie 30 złotych od osoby jadą jako klasa druga. Wciąż wygodne i przestronne, ale przedawnione, w dobie pendolino już nie mogą uchodzić za luksusowe.

Niebieskie obicia siedzisk, sztywne firanki i trzeszczący radiowęzeł jako towarzysze krótkiej podróży na wschód od Warszawy. Trzy godziny, a ziemia przez cały czas płaska. Stacyjki małe, ale nie z tych ładnych, po dawnemu majestatycznych i kameralnie oficjalnych, na których chciałoby się wysiąść, posiedzieć pod zegarem. Raczej z tych, które pragnie się zostawić za sobą i zapomnieć. Otoczone rozkopami, zwojami siatki, obłupanym parkanem. Niczego nie obiecują – żadnego dalszego świata. I nie starają się o nic – nawet nie próbują robić dobrego wrażenia na przyjezdnych. Bo też wszyscy przyjezdni to miejscowi, swoi.

Zostało Ci jeszcze 82% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się