Niedziela po południu
fot. raban haaijk / UNSPLASH.COM

Niedziela po południu

Pierwsza nie pozwalała sprzątać w swoim pokoju i szykowała się do wykładów, których miała już nigdy nie wygłosić. Druga widywała na drzewach kajakarki. Trzecia wierzyła, że jest Królewną Śnieżką.

Nie lubiły się, mijały na korytarzu z całą mocą swej ważności, pierwszeństwa w cierpieniu, swojego jeszcze bezapelacyjnego życia. Większego wobec tylu innych, gasnących za ścianą. Tylko obcinanie paznokci sprawiało, że były razem – bezbronne wobec pielęgniarki z nożyczkami, tnącej bezdusznie, apodyktycznie. Wtedy przypominały dzieci wezwane na nieprzyjemny zabieg, uległe i zależne. Nazywane po imieniu, jak gdyby niczego jeszcze nie przeżyły, nikim się jeszcze nie stały, nic nie znaczyły. Kuliły się, gdy ściskała ich dłonie z surową miną. Siedziały bez słowa, sycząc tylko czasem, gdy zawadziła nożyczkami o skórę. Jakby już nie miały na swą obronę życiorysów – ponadosiemdziesięcioletnich, wypełnionych miłością, głodem, wojną, ucieczką, odbudową, smutkiem, chorobą, pracą, rodziną, przyjaźnią.

Zostało Ci jeszcze 80% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się