Nieuchwytny smak
fot. fezbot2000 / UNSPLASH.COM

Nieuchwytny smak

Nigdy nie planowałam rzucać palenia. Samo odeszło. Dobrze pamiętam smak tamtego pierwszego papierosa, wypalonego na parkingu w Holandii w ciepłą letnią noc. Koleżanka dała mi spróbować. Była starsza i imponowała mi, a do tego zaczynałyśmy właśnie europejską podróż. Tata, natychmiast po tym, gdy wsunęłam się do rozbitego przy parkingu namiotu, wyczuł, że paliłam.

I tak palenie papierosów nigdy nie było dla mnie sekretem ani zakazaną przyjemnością. Chyba nie miało też posmaku buntu. Kusiły mnie raczej aura dorosłości i kontemplacji, jakie przypisywałam aktowi zaciągania się dymem. Paliłam na dwa sposoby: towarzysko (najlepiej smakowały na parapecie szkolnej toalety podczas długiej przerwy) oraz indywidualnie, przesiadując godzinami w kawiarniach z notesem, stygnącą kawą, rozmaitymi myślami i morzem czasu. Później paliłam przy pisaniu książek. Papieros towarzyszył szczególnemu etapowi, gdy partia tekstu była już gotowa i zaczynało się wielokrotne czytanie, korygowanie, wyrzucanie, zmienianie. Zapalając papierosa, budowałam dystans między sobą a tekstem, patrzyłam na niego chłodniej, jak na pacjenta wymagającego pilnej i udzielonej w skupieniu pomocy.

Zostało Ci jeszcze 72% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się