O czym by tu napisać
fot. vino li / UNSPLASH.COM

O czym by tu napisać

Nigdy wcześniej nie pisałem felietonów, a na felietonistów patrzyłem na ogół z litością i z pewną wyższością nawet. Współczułem im okrutnej regularności, wyobrażałem sobie, jak muszą zerkać co chwilę na kalendarz, myśląc – jeszcze dwa dni, jeszcze dzień, jeszcze godzina. Felietoniści cotygodniowi na przykład – jakże krótki jest odstęp między ich deadlines. Chyba tylko język angielski stworzył tak doskonałe określenie – deadline, czyli ostateczny termin, martwa linia. Słownik informuje, że w dawnych czasach słowo to oznaczało dosłownie linię wokół więzienia; więzień przekraczający ją podczas ucieczki musiał się liczyć z tym, że zostanie zastrzelony. Widzimy, że sprawa jest poważna. Felietonista nie ryzykuje aż tak wiele i jego linia rozciąga się w czasie, nie w przestrzeni. Mija parę dni i już trzeba szukać nowego tematu. A felietoniści piszący dla gazety codziennej? Czy są tacy, którzy każdego dnia muszą dostarczyć nowy tekst? Biedni.

A dlaczego z wyższością? Ponieważ zakładałem, że akt twórczy nie poddaje się mechanice kalendarzowej, nie może być niewolnikiem tak łatwo przewidywalnego dyktatu… A jeśli staje się nim, to musi stracić na spontaniczności, na jakości.

Zostało Ci jeszcze 76% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się