O liturgii dominikańskiej

O liturgii dominikańskiej

Kłopoty z liturgią nie zaczęły się dziś. To bardzo ludzka realizacja Bożej rzeczywistości i Jego obecności wśród nas. Ale bez liturgii może dzieło zbawienia nie było by głoszone.

W Kościele istnieje tylko jedna prawdziwa modlitwa. Jest nią modlitwa Chrystusa. Modli się On do swojego Ojca i to jest Jego sposób bycia. Zostawił nam swoją modlitwę w postaci Eucharystii. Oto pierwsza i najważniejsza prawda. Każda prawdziwie chrześcijańska modlitwa prowadzi do Eucharystii i przedłuża ją w postaci dziękczynienia.

Liturgia godzin — przygotowanie i przedłużenie Eucharystii

Szczególnie uprzywilejowaną formą modlitwy Chrystusa w Kościele jest liturgia godzin. Jak sama nazwa wskazuje, łączy się ona z godzinami modlitwy, ale jest to liturgia słowa, czyli modlitwa słowem i czytanie słowa Bożego, otwieranie się w ten sposób na Prawdę, którą chce nam przekazać Chrystus.

Mam takie wspomnienie z Krakowa. Pierwszy wieczór, kiedy przyjechaliśmy do klasztoru krakowskiego po roku przygotowania do życia zakonnego w Poznaniu (po złożeniu pierwszych ślubów zakonnych). Mieliśmy tu spędzić najbliższe sześć lat życia. Przyjechaliśmy po południu i jedyną rzecz, którą zdążyliśmy zrobić, to włożyć po podróży czyste habity i pobiec na nieszpory śpiewane po łacinie.

Prezbiterium jest tam obszerne, a dla braci przeznaczone są specjalne miejsca, które się nazywają stalle. Było nas razem około osiemdziesięciu. Jako jeden z najmłodszych stałem, zgodnie z zasadami, w pierwszym rzędzie. Piorunujące wrażenie — uświadomiłem sobie, że w tym samym miejscu stał kiedyś św. Jacek i pierwsi bracia, którzy do niego dołączyli. To jest miejsce, w którym taka modlitwa trwa od XIII wieku aż do dzisiaj. I ma trwać dalej. Poczułem ciężar zadania, ale przede wszystkim radość, że zostałem wybrany, aby kontynuować modlitwę św. Jacka.

W krakowskich stallach każdy zakonnik ma swoje miejsce, które wygląda, jak maleńka kaplica. Bezpośrednio nad nim jest rząd dominikańskich świętych, a jeszcze wyżej rząd aniołów dzierżących instrumenty. Zwieńczeniem jest ornament z motywem winorośli. W symbolice chrześcijańskiej winorośl odwołuje się do Eucharystii, ale zielone liście i drzewo odsyłają nas jeszcze dalej — są symbolem Drzewa Życia, czyli krzyża Chrystusowego. Niebieskie sklepienie kościoła ze złotymi gwiazdami również ma wymowę symboliczną. Tak oto w miejscu, w którym toczy się modlitwa, przedstawiony jest Kościół i cały świat. To miejsce, w którym stoi zakonnik, staje się teraz środkiem wszechświata. Na zakończenie wieczornej modlitwy dominikanie śpiewają Salve Regina, które odsyła nas do wizji św. Dominika. Według legendy w czasie, gdy bracia spali, założyciel naszego zakonu ujrzał świetlistą piękną Panią w otoczeniu dwóch równie pięknych aniołów. Pani zanurzyła w konewce z wodą święconą kropidło i pokropiła każdego ze śpiących braci. Wierzymy, że do dziś Matka Boża na koniec modlitwy błogosławi każdego z nas.

Liturgia godzin ma prowadzić w ciągu dnia do Eucharystii i pozwala przedłużyć tę modlitwę na cały dzień tak, aby w nas owocowała.

Skąd pomysł na taką modlitwę: podzieloną na części i obejmującą cały dzień? Sięgnijmy aż do II wieku, do Tertuliana, który mówi: „Wtedy jestem chrześcijaninem, kiedy się modlę, bo Chrystus się modlił. A chrześcijaninem jestem wtedy, kiedy jestem podobny do Chrystusa”. Na takiej drodze kształtowała się myśl o nieustannej modlitwie. Już św. Paweł pisał „nieustannie się módlcie” i widział w tym ważną wskazówkę do życia duchowego. Dziś często z lękiem zastanawiamy się, czy wystarczy piętnaście minut modlitwy, czy może trzeba trochę więcej…

Od początków Kościoła towarzyszy nam przekonanie, że jesteśmy w pełni chrześcijaninami, kiedy się nieustannie modlimy, bo wtedy jesteśmy podobni do Chrystusa. Papież Klemens Rzymski powiedział, że trzeba się modlić nieustannie od rana do wieczora. Rano mamy wspominać zmartwychwstanie, które ma swoją symbolikę we wschodzie Słońca, wieczorem zaś, kiedy zapada ciemność, mamy się modlić hymnem na cześć „niezwyciężonego Światła — Chrystusa”, bo przecież Chrystus rozproszył ciemności Ziemi swoim przyjściem — wcieleniem. W ten sposób Klemens Rzymski nadał chrystologiczne ramy przeżywaniu ludzkiego czasu.

Jeśli chodzi o formę, chrześcijanie przejęli tradycyjną żydowską modlitwę psalmami. Tak właśnie — zgodnie z rodzinną tradycją — kilka razy w ciągu dnia modlił się Pan Jezus. Chrześcijanie odczytali chrystologiczny sens psalmów, zauważając, że są one przecież proroctwami o Chrystusie i o Kościele. I tak, dzisiaj w pełnej formie liturgii godzin o dziewiątej rano wspominamy zesłanie Ducha Świętego, w południe — wyznanie Piotra: „Ty jesteś Syn Boży, Mesjasz prawdziwy”, a o piętnastej — śmierć naszego Zbawiciela na krzyżu. Ukazuje to obecność Chrystusa od świtu, przez cały dzień, aż do wieczora.

Źródła tekstów modlitwy

Na początku chrześcijanie nie wiedzieli, jakimi tekstami się modlić. W wielu tekstach starochrześcijańskich widać ślady dyskusji i poszukiwań teologicznych, a więc także herezji — poglądów, które zostały zweryfikowane jako zbyt uproszczone, powierzchowne lub niepozwalające w pełni wyrazić tajemnicy Boga Chrystusa. Na synodzie w Leodyceji w 350 roku ostatecznie odrzucono wszystkie teksty, które nie pochodzą z Biblii. Zostały one nazwane psalmami idiotici, czyli bezrozumnymi. Od wieku IV rozwija się modlitwa psalmami — rozbudowywana nieustannie, aż do średniowiecza, kiedy to formy modlitwy stały się tak uroczyste, że mogły zajmować praktycznie cały dzień. Dobrze, że taka modlitwa istniała, ale przeciętny chrześcijanin, a nawet ksiądz, uczestniczyć w niej nie mógł. Liturgie w klasztorach mniszych trwały całą dobę. Zespoły śpiewaków się zmieniały i ludzie byli przekonani, że w ten sposób dzieło Chrystusa jest obecne — świat jest ratowany dzięki modlitwie, która trwa nieustannie. Ogromną wiarę w moc modlitwy wyraża choćby dramatyczny zapis sceny z tonącego statku, na którym jeden z żeglarzy woła: „Bracia, wytrwajmy jeszcze do świtu, wtedy braciszkowie zaczną jutrznię i przetrwamy nawałnicę”.

Z czasem zaczęto tworzyć skróty modlitw, aby nie tylko mnich mógł wypełnić swoje zadanie modlitwy. Autorami pierwszego zbioru psalmów i czytań w formie jednej księgi byli franciszkanie. Nazywa się on breviarium, czyli skrót. Dzisiaj jeśli ktoś odmawia modlitwy z brewiarza, mówimy o tym z szacunkiem, że to dużo, bo przeznacza pół godziny na codzienną modlitwę. Warto jednak pamiętać, że Brewiarz to skrócona modlitwa, która dzięki temu, że Kościół tworzy wspólnotę, toczy się nieustannie.

Treść liturgii godzin

Treścią liturgii godzin jest tajemnica Chrystusa. Średniowiecze lubuje się w tym, żeby czytać Pismo Święte Starego Testamentu jako proroctwo o Chrystusie. Psalmy pełne są przecież osoby Chrystusa i opisują Jego dzieło. Psalmy to wszak także modlitwa samego Chrystusa. Ta myśl zakorzeniła się do tego stopnia, że jeżeli w psalmach występowało słowo Pan, to w przepisywanych tekstach zastępowano je niekiedy imieniem Jezus. Psalmy to jest głos Sprawiedliwego — Chrystusa i Kościoła — zanoszony do Ojca, który jest w niebie. To również głos Kościoła do Chrystusa, Jedynego Boga, w który mamy uczestnictwo jako Kościół. Wtedy także na koniec psalmu dodano doksologię, czyli modlitwę do Trójcy Świętej, żeby nie było wątpliwości, jakiego Boga wyznaje Kościół i uwielbia w liturgii godzin.

Uroczystą częścią liturgii są antyfony, chwile modlitwy bardziej osobistej. Odwołują się one do wydarzeń związanych z tajemnicą dnia lub święta, wprowadzają nas w modlitwę psalmu. Mają zaktualizować modlitwę psalmów, uczynić ją bardziej osobistą. Kiedy modlimy się indywidualnie, poza wspólnotą, i łatwiej regulować sobie samemu rytm i tempo modlitwy, znakomitą praktyką jest przemyślenie tego, co w danej antyfonie jest treścią ważną dzisiaj specjalnie dla mnie.

Święty Hipolit, jeden z najstarszych pisarzy chrześcijańskich mówi, że częścią modlitwy liturgicznej jest „milczenie z powodu zstąpienia Ducha Świętego”. Milczenie jest wsłuchiwaniem się w głos Ducha Świętego i pozwalaniem, żeby On w moim sercu zamieszkał. W modlitwie wspólnotowej to wsłuchiwanie się realizowane jest poprzez wymianę ról. Są części solowe i wspólnotowe. W tradycji dominikańskiej przyjęło się, że śpiewa się psalmy, tworząc ze wspólnoty dwa chóry. Gdy jedni śpiewają, drudzy słuchają. Wsłuchują się, bo wtedy właśnie następuje zesłanie Ducha Świętego. Kiedy się śpiewa, moment nabierania oddechu jest czasem „nabrania Ducha Świętego”.

Podobnie w modlitwie powtarzalnej, którą jest na przykład różaniec, oddech odgrywa bardzo ważną rolę. Rytm modlitwy reguluje rytm oddechu, który — jak i przy śpiewaniu — jest momentem zstąpienia Ducha Świętego. Człowiek żyje, oddychając. Ta wizualizacja pozwala nam na uświadomienie sobie, czym jest nasze otwarcie się na Ducha Świętego. Tak więc modlitwa wspólnotowa Kościoła, modlitwa Chrystusowa to przede wszystkim słuchanie, dopiero w drugiej kolejności mówienie.

Modlitwa Ojcze nasz jako kulminacja

Kulminacją jutrzni, nieszporów, modlitwy Eucharystii jest modlitwa Ojcze nasz. Przekazał nam ją sam Chrystus. To jest chwila, kiedy nasza modlitwa całkowicie zanurza się w modlitwie Chrystusa. Powinna nam przechodzić przez gardło naprawdę z trudem. Znamy ją od dzieciństwa, ale nad jej treścią warto się szczególnie zastanawiać.

W tradycjach różnych wspólnot, które modliły się liturgią godzin, istniały różne formy odmawiania modlitwy Pańskiej — w niektórych tradycjach liturgia śpiewana bardzo uroczyście nagle zamierała, a opat przewodniczący modlitwie zaczynał słowa Ojcze nasz, bracia w głębokim pokłonie mieli wtedy wypowiadać do Boga tę modlitwę w ciszy, by — jak mówią Ojcowie Kościoła — mogli wymówić owe straszne słowa: „odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Takie słowa przecież uzależniają Boże przebaczenie od naszej zdolności do dania przebaczenia, dlatego powinniśmy je mówić z lękiem. Odmawiane w ciszy Ojcze nasz opat kończył wymawianymi na głos słowami: „ale nas zbaw ode złego” i wtedy bracia podnosili się z pokłonu. Był także inny sposób: jeden z braci śpiewał modlitwę Ojcze nasz, a inni słuchali jej jako słów Chrystusa, który mówi im teraz, jak mają się modlić, chce modlitwą poruszyć ich serca.

O zachowaniu podczas modlitwy

Tradycja liturgii dominikańskiej zaczerpnięta jest z praktyki innych wspólnot, głównie od zreformowanego zakonu benedyktynów, czyli od cystersów. W życiu duchowym dominikanów mnóstwo pouczeń wzięto z tradycji benedyktynów. I choć nie jesteśmy mnichami, bo mamy w Kościele inne zadanie, to liturgia mnisza jest stale u nas obecna. Zachowały się wskazówki dotyczące śpiewów gregoriańskich z XIII wieku, z czasów pierwszego pokolenia braci dominikanów. Wskazówki te spisane są przez dominikanina Hieronima z Moraw oraz przez Humberta z Romain.

Jednym z najważniejszych wskazań jest to, aby bracia nie przeciągali modlitw, aby odprawianie liturgii nie uniemożliwiało im studiowania i głoszenia Słowa. Wynikało to też z chęci uporządkowania śpiewu, „aby bracia wspólnie śpiewali, zaczynali i kończyli”. Były bowiem praktyki przeciągania w śpiewie ostatniej sylaby ponad granice możliwe do zaakceptowania przez resztę wspólnoty. Pobożniejsi bracia dodawali tyle ozdobników, „ile w sercu się mogło pomieścić”.

Oto kilka wskazówek Humberta z Romain.

1. W jaki sposób godnie śpiewać?

„Do godnego śpiewania psalmów Królowi, czyli Bogu, wymagane są przynajmniej trzy rzeczy: intencja, postawa pełna szacunku i umiejętność śpiewu. Intencja polega na tym, aby wszystko, co mówi się ustami, rozważać sercem. Godna postawa, aby nasze ciało zachowywało się godnie podczas oddawania chwały Panu. Umiejętność śpiewu, aby w samym śpiewie dbano o odpowiedni porządek. Czytamy przecież w liście do Efezjan: „Módlcie się, śpiewając Panu w waszych sercach”.

Będę śpiewał duchem, rozważając w duchu, co śpiewam. Będę śpiewał umysłem, to znaczy nie zważając na próżne myśli, ale i konieczne mając na uwadze obowiązki, a nawet te, które w innym czasie są zbawienne, na przykład dotyczące Pisma Świętego”.

2. Jak się zachować w czasie liturgii?

Fragment ten doskonale obrazuje to, co się dzieje dzisiaj w czasie liturgii. Kiedy byłem duszpasterzem młodzieży w Krakowie, po mszy św. wieczornej wynosiliśmy czasem z kościoła puszki po coca–coli. Humbert mówi:

„Gdy stajecie do śpiewania psalmów, stawajcie z szacunkiem. Zaprawdę śpiewający w kościele brat powinien stać z szacunkiem, gdyż miejsce, na którym stoi, jest święte. Wielką godność mają ołtarze, obrazy, krzyże, relikwie. Na szacunek zasługuje również tłum braci. Śpiewającego otaczają przecież aniołowie, wobec których śpiewa. Patrzy na niego Najwyższy Majestat Tego, przed którym staje. To wszystko wymaga szacunku. Niech zatem brat rozważy świętość miejsca, w którym stoi, godność rzeczy, pomiędzy którymi stoi, dostojność Najwyższego Majestatu, przed którym stoi i niech trwa z szacunkiem podczas służby bożej w chórze. Nie tak, jak się zdarza niektórym — z białym kapturem na głowie, a czarnym opuszczonym albo z innym nieładem w ubraniu. Niech nie zakłada nogi na nogę ani nie siedzi z rozstawionymi nogami, niech nie wyciąga nieprzyzwoicie nóg przed siebie. Niech też nie porusza innymi częściami ciała w sposób nieskoordynowany. Niech nie odchrząkuje, niech się nie drapie nieprzystojnie ani nie prowokuje innych do tego rodzaju nieczystości. Niech jego wzrok nie będzie błędny, ale spuszczony, przed takim Majestatem powinien stać nie z pysznym obliczem, ale skromnym. Niech się nie rusza, przenosząc się to tu, to tam, raz przysiadając w jednym miejscu, to znowu w innym, lecz niech stałość umysłu okazuje stałością postawy ciała”.

Święty Humbert komentuje tekst św. Bernarda De perverso monacho, czyli o pokrętnym i złym mnichu. „Dobrze więc — mówi — śpiewa, wznosząc głos ten, kto jest czujny i staranny w śpiewie. Nie brak i takich, co jakby zajęci febrą, przeciągają się i często ziewają, napełniając usta powietrzem, a powinni psalmami — zgodnie ze słowami psalmu »niech się napełnią moje usta chwałą«. Przeciwko temu mówi się w Księdze Kronik o Dawidzie śpiewającym przed Arką Przymierza: »Dawid zaś tańczył z całej siły przed Bogiem przy dźwiękach pieśni, cytr i psalteriów«.

Ten, który śpiewał z całej siły, nie udawał, że jest chory. Są i tacy, którzy się obawiają śpiewać głośno i śpiewają tak cicho, że są ledwie słyszalni przez sąsiadów. Inni tak przeskakują przez słowa psalmów albo mamroczą, że z ledwością wypełniają należny dług (czyli wypełniają posługę śpiewu). Jeszcze inni śpiewają do tego stopnia delikatnie i złamanymi głosami, że sprawiają wrażenie kobiet, a nie mężczyzn. Przeciwko nim odzywa się Psalm 97: „Grajcie Panu na trąbach i głosem rogu”, a te instrumenty nie wydają dźwięku łagodnego, ale mocny. Z tego też wynika, że aby śpiewać umiejętnie, trzeba śpiewać z radością, otrząsać się z lenistwa, wyganiać senność, nie pozorować choroby, nie bać się z powodu głośności, wypowiadać wszystko po męsku”.

Pouczenia te odwołują się z pewnością do faktów.

3. O zachowaniu kantora, czyli tego, który rządzi śpiewem.

„Kantor powinien budzić braci śpiących w chórze. Ospałych zachęcać do modlitwy psalmów. Do tych, którzy się mylą, niech podchodzi w pauzach, aby ich poprawić, ale bez uderzenia ręką lub z gniewem, ale ze spokojem i godnością, aby poprawiani nie doznawali wzburzenia i aby nie przeszkadzali sąsiadom. Kiedy przez pomyłkę bracia wstaną za późno na matutinum, czyli laudesy, kantor ma przyspieszać i skracać lekcje tak, żeby studia i głoszenie słowa nie doznało uszczerbku. Wszyscy mają stosować się do poprawki kantora, choćby i błądził. Jeżeli nie jest to błąd rażący, mają mu być posłuszni w tym, co dotyczy liturgii”.

Co dalej?

Jak widać kłopoty z liturgią nie zaczęły się dziś. To bardzo ludzka realizacja Bożej rzeczywistości i Jego obecności wśród nas. Ale bez liturgii może dzieło zbawienia nie było by głoszone. Kiedy więc przychodzi nam na myśl pokusa porzucenia tej ciągle niedoskonałej formy kontaktu z Niewidzialnym, warto przypomnieć sobie słowa mędrca, że jesteśmy tylko karłami stojącymi na barkach olbrzymów. I chyba nigdzie lepiej tego nie widać jak w chwili, kiedy otwieramy gregoriański zapis chorału i zostajemy bezradni wobec prób znalezienia prostego sposobu interpretacji zapisanych tam historii życia i modlitwy pokoleń. Pozostaje dopisać swój rozdział.

Przypisy:
Ks. Bogusław Nadolski, Liturgika cz. II, Liturgia i czas, Wydawnictwo Pallotinum, Poznań 1991.
Pełny tekst Humberta z Romain w przekładzie o. Błażeja Matusiaka OP znaleźć można w „Teofilu” 1(9)/1999 wydawanym przez Braci Dominikanów z Krakowa.

O liturgii dominikańskiej
Mirosław Pilśniak OP

urodzony 5 lutego 1959 r. w Mosinie – dominikanin, z wykształcenia matematyk, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, autor wielu kompozycji muzyki liturgicznej, obecnych w śpiewniku Niepojęta Trójco....