O pełny wymiar!

Zawsze czułem się upokorzony i bezradny, kiedy ktoś nic nierozumiejący lub rozumiejący niewiele wypowiadał się na temat, o którym kompletnie nie miał pojęcia, a który dla mnie był szczególnie ważny. Szczególnie jest to bolesne, kiedy dotyczy spraw wiary. Po prostu aparat pojęciowy i czuciowy bezwyznaniowca lub kogoś stojącego obok czy na zewnątrz jest nieadekwatny do tego, aby zajmować się sprawami religijnymi, niezwykle delikatnymi i dotyczącymi osobistej relacji człowieka z Bogiem. Zachowuje się wtedy jak ślepiec rozprawiający o kolorach.

Od lat tego doświadczam, od szkoły podstawowej, kiedy to nauczycielka, popisując się przed nami, wówczas dziećmi, powiedziała, że religia to sprawa ludzi starych i niewykształconych, tych raczej zacofanych, a w domyśle tych, do których nie należy przyszłość. Miałem więc problem, bo moja matka zmawiająca codzienny pacierz na kolanach nie była ani stara, ani zacofana. Pozytywny szok przeżyłem dopiero w Poznaniu, kiedy przyjechałem do nowicjatu i zobaczyłem w naszym akademickim kościele na Mszy Świętej wielu poważnych i znanych profesorów uczelni wyższych.

Od lat doświadczam takiej redukcji spraw religii przez niektóre media i urzędy, przez niektórych funkcjonariuszy czy niektórych dziennikarzy. Urzeczowianie spraw duchowych i więzi międzyludzkich jest tutaj stałym zabiegiem i praktyką. Ta redukcja jest żenująca. To oczywiste, że nie mogę się zgodzić na kierowanie się taką antropologią, która redukuje człowieka i jego religijne zaangażowanie do sfery czysto materialnej. Wierzę bowiem, że w swoim ziemskim życiu przygotowuję się do wieczności i że zjednoczenie z Bogiem jest najważniejszym celem mojego życia.

Od trzynastu lat organizuję spotkania nad jeziorem Lednica. Są to spotkania wybitnie religijne, których punktem kulminacyjnym jest zawsze wybór Chrystusa jako wartości najważniejszej i opcji fundamentalnej. Istotnym punktem spotkania jest zawsze Eucharystia, a zatem szczyt modlitwy i wiary. Osobisty kontakt z Chrystusem. Ważne jest zatem odbycie spowiedzi, przyjęcie komunii świętej, ważna jest adoracja Najświętszego Sakramentu w ciszy i na kolanach oraz procesjonalne przejście przez Bramę Rybę, czyli samego Chrystusa.

Również jako doświadczenie religijne i w kategorii religijnego doświadczenia odbieram wszelkie krytyki i zazdrości pochodzące zewsząd – zarówno ze strony własnego środowiska, jak i ze strony bezwyznaniowców najróżniejszej progenitury.

Dlatego dystansuję się od nazywania uczestników spotkania bydłem, tłumem, stonką, od nazywania nabożeństwa imprezą, spędem, hałaśliwym zlotem, a programu wizualizacji czy próby posługiwania się symbolem – wymyślnymi socjotechnicznymi sztuczkami. Ludzie o zawężonym obrazie religijności czy wiary redukują – wiednie czy bezwiednie, świadomie czy nieświadomie – rzeczywistość religijną do swojego sposobu postrzegania, czyli do niebytu lub jakiejś zniekształconej rzeczywistości, bo za taką mają sferę religii. Wszystko, co nosi wymiar nadprzyrodzoności, łaski, osobowości, redukują do stosunków czy relacji międzyprzedmiotowych, rzeczowych.

Bo ani ludzie nad Lednicą nie są bydłem czy przedmiotami, ani więzi łączące ich z Chrystusem czy sobą wzajemnie nie są komerchą czy koniunkturą, ale czymś, co czyni ich człowieczeństwo bardziej człowieczym. Tak jednak się dzieje zawsze, jeśli rzeczywistość wiary jest dla kogoś niedostępna, jeśli próg wartości wiary jest już za wysoki, a receptorom brakuje tlenu. Upominam się zatem o odrobinę kultury, delikatności, uszanowania czy zrozumienia.

A tym, którzy uważają, że to jest bez znaczenia i że wszystko jedno, w co się wierzy, byle tylko być dobrym człowiekiem, warto tutaj przypomnieć starochrześcijańskie porównanie wiary do widzenia, a niewiary do ślepoty. Otóż nie do końca wszystko jedno. Pan Jezus najczęściej uzdrawiał ślepców, przywracając im wzrok, a jednego uzdrawiał aż dwa razy, bo najpierw widział ludzi jak drzewa, a później dopiero widział wszystko dobrze.

Podobnie ma się sprawa z naszą Lednicą. Niektórzy widzą tylko tłumy, śpiewy i tańce. Niektórzy coś przebąkują o płyciźnie, populizmie, masówce, niepogłębionych emocjach, o wierze młodzieżowej, nierefleksyjnej, radosnej i słabej. Nawet nie dyskutuję. Od głębi mamy przecież specjalistów, którzy jako te studnie głębinowe oferują swoje wody mineralne.

Ja sam się zdumiewam fenomenem Lednicy, której ciągle błogosławi z domu Ojca Jan Paweł II.

Kiedy się tak zamartwiałem i biadoliłem nad niezrozumieniem fenomenu Lednicy przez niektóre media i środowiska czy osoby, kiedy z obrzydzeniem odrzucałem kolejny artykuł bezwyznaniowca usiłujący opisać fenomen Lednicy „na zimno” i „obiektywnie”, natrafiłem na słowa z Listu świętego Pawła do Rzymian wyjaśniające mi to zjawisko. Piotr czytał donośnym głosem: „Dał im Bóg ducha odurzenia; takie oczy, by nie mogli widzieć, i takie uszy, by nie mogli słyszeć aż po dzień dzisiejszy” (Rz 11,8n).

Uspokoiłem się i za łaskę poczytałem to kolejne doświadczenie redukcji wiary, jakby po to, aby zakwitła na nowo. No cóż, o wierzących można oczywiście bzdury pisać, można ich przegłosowywać w parlamentach, można podejmować uchwały, których oni nie mogą przyjąć w sumieniu. Ale to tylko zewnętrzna strona szorstkości życia ocierającego się o wiarę. Wiara sama musi mieć i ma samoświadomość, ludzie wierzący sami muszą się domagać, by inni uszanowali ich poglądy i ich postępowanie na równi z poglądami i postępowaniem innych, o ile tylko ich postępowanie nie narusza zasad poszanowania godności człowieka.

Przypomniałem też sobie, jak dojrzewanie do wiary komentował nasz Gall Anonim, objaśniając fakt przywrócenia Mieszkowi I wzroku. „W stosownym bowiem porządku Bóg wszechmogący najpierw przywrócił Mieszkowi wzrok cielesny, a następnie udzielił mu wzroku duchowego, aby przez poznanie rzeczy widzialnych doszedł do uznania niewidzialnych i by przez znajomość rzeczy stworzonych sięgał wzrokiem do wszechmocy ich stwórcy”.

Dlaczego wiara i moralność się nie kumuluje, tak jak kumuluje się technika, cywilizacja i kultura? Dlaczego każdy z osobna musi dochodzić do pełni widzenia i poprawności, jeśli już nie doskonałości moralnej? Pozostaje tylko czekać z miłością jedni na drugich i modlić się wzajemnie za siebie, co zamierzam za chwilę uczynić.

O pełny wymiar!
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...