O pocieszeniu, jakie daje mariologia

O pocieszeniu, jakie daje mariologia

Bogusław Kochaniewicz OP, Średniowieczni dominikanie o Matce Bożej. Wybrane zagadnienia, Wydawnictwo Towarzystwa Naukowego Societas Vistulana, Kraków 2008

Chyba każdy z polskich dominikanów doskonale pamięta modlitwę Sub Tuum odmawianą na korytarzu poznańskiego klasztoru. Nowicjusze klękali przed wizerunkiem Opiekunki naszego Zakonu i powierzali się jej wstawiennictwu na nadchodzący dzień. Pod Twoją obronę uciekali się dominikanie nie tylko w Poznaniu. Ten sam obraz Maryi i chroniących się pod jej płaszczem braci możemy znaleźć zarówno w Rzymie, jak i na Jamnej, choć tu już trochę uwspółcześniony, bo dominikanie mają oblicza znajomych poznańskich duszpasterzy i przeorów. Opiekunka naszego zakonu z poznańskiego korytarza została przeniesiona do kaplicy, jednak nabożeństwo pozostało. Kolejne pokolenia braci kaznodziejów znajdują pod jej płaszczem schronienie.

Dzięki książce znakomitego polskiego mariologa, o. Bogusława Kochaniewicza, możemy przyjrzeć się nie tylko obliczom współczesnych dominikanów wciśniętym w renesansowe kostiumy jak na jamneńskim obrazie, lecz także naszym średniowiecznym współbraciom piszącym o Matce Bożej. Opublikowana w prestiżowym Wydawnictwie Towarzystwa Naukowego Societas Vistulana książka Średniowieczni dominikanie o Matce Bożej wypełnia lukę nie tylko w literaturze przedmiotu, lecz również w naszych sercach.

Autor postawił przed sobą trudne zadanie przeanalizowania średniowiecznych tekstów, bardzo często w Polsce zupełnie nieznanych. Zapewne niewielu z nas, a może nikt nie słyszał o takich dominikanach jak Hugo z Sancto Caro, Piotr z Tarentazji, Hannibaldus z Hannibaldis, Bombolognus z Boloni, Tomasz Hopemana czy Szymon z Boraston. Stajemy przed nimi jak przed okazami z zapomnianego atlasu ornitologicznego, zastanawiając się, gdzie oni żyli i co myśleli. Wraz z lekturą odsłaniają się coraz to nowe problemy i kontrowersje, którym poświęcili swoje życie. Autor nie ogranicza się jednak do skatalogowania głównych przedstawicieli dominikańskiej mariologii, lecz ma nadzieję, że „studium nie tylko pozwoli lepiej poznać nieznany dotąd aspekt dominikańskiej mariologii, lecz także doprowadzi do rewizji panujących stereotypów, ukazując rzeczywiste stanowisko wybranych dominikanów z XIII–XV stulecia” (s. 16). Postulowana rewizja mariologicznych stereotypów na szczególną uwagę zasługuje, ponieważ stale karmi się nas (młodych dominikanów) opowieściami o bójkach między dominikanami a franciszkanami, którzy nie mogli dogadać się na temat Niepokalanego Poczęcia.

Książka złożona jest z trzech części. W pierwszej z nich autor porusza problemy uniwersyteckich sporów mariologicznych, w drugiej mówi o dominikańskim kaznodziejstwie, natomiast w trzeciej o pobożności maryjnej dominikanów. W książce urzekło mnie najbardziej właśnie to harmonijne zestawienie różnych aspektów jednego teologicznego zagadnienia. Dzięki temu otrzymujemy ciekawy i w miarę zróżnicowany obraz tego, co możemy nazwać „spotkaniem człowieka z Bogiem, w Maryi”. Słusznie zauważył kiedyś Jean Guitton w swojej bardzo już starej, lecz wciąż pięknej książce:

Wartość wielu książek o Maryi osłabia to, że autorzy ich zatracają wszelki umiar. (…) Trudno zresztą zbytnio się temu dziwić. Nadmiar wyrazu jest zawsze oznaką miłości (…). Podobnie jak w każdym zespole – czy to będzie rodzina, naród lub stronnictwo – obok tego, co zewnętrzne i publiczne, istnieją także pewne wewnętrzne zwyczaje, powiedzenia i uśmiechy, które nie będąc tajne, są jednak zrozumiałe jedynie dla członków rzeczywistych, tak samo i w Kościele, który jest też czymś w rodzaju rodziny, kult Maryi należy do dziedziny tych właśnie przeżyć wewnętrznych koniecznych w każdym życiu 1.

W myśl słów francuskiego akademika o. Kochaniewicz poprzez umiejętne rozłożenie akcentów na różnych aspektach mariologii (dyskurs akademicki, kaznodziejstwo, kult), nie zatraca umiaru, przy jednoczesnym ukazaniu całej złożoności owych „powiedzeń” i „uśmiechów”. Narracja książki nie skręca nadmiernie w żadnym z kierunków: ani w stronę akademickich rozważań nad czymś, co w końcu jest przedmiotem naszej miłości, ani w stronę przesadnej egzaltacji. Jak celnie określił to we wstępie do książki o. Jacek Salij, autor jest raczej rzadko w polskiej teologii spotykanym uczonym „o wyrazistej urodzie badacza tekstów źródłowych” (s. 5).

Zobaczmy, jak pracuje nasz dominikański mariolog. Oczywiście najbardziej głośnym sporem średniowiecza, w którym żywo brali udział dominikanie, była kontrowersja wokół Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Cała teologia św. Tomasza z Akwinu skonstruowana jest w ten sposób, by żadne stworzenie nie mogło umniejszyć godności Zbawiciela. Z tego powodu dominikanie stali zdecydowanie na stanowisku głoszącym, że Maryja była poczęta w grzechu pierworodnym, jednak natychmiast uświęcona, jeszcze w łonie matki, podobnie jak miało to miejsce z prorokiem Jeremiaszem czy św. Janem Chrzcicielem. To jednak, co w całym systemie teologicznym św. Tomasza było logiczną konsekwencją, w pobożności maryjnej okazywało się nieoczywiste. I stąd spór między szkołą dominikańską i franciszkańską, skutkujący do dziś powtarzanymi historiami o bójkach na placu Wszystkich Świętych w Krakowie. Dominikanie obstawali przy tym, że żadna z wypowiedzi teologicznych nie może podważać fundamentalnych prawd wiary, w tym wypadku uniwersalnego charakteru dzieła Odkupienia i faktu, że łaska działa w osobie ludzkiej. Z drugiej strony szkoła franciszkańska, ze swym „brakiem umiaru w miłości”, wyrażała wiarę wierzącego ludu w to, że Maryja została niepokalanie poczęta. O. Kochaniewicz, przedstawiając stanowisko św. Tomasza, w jasny sposób dowodzi, że również wśród dominikanów istnieli tacy, którzy opowiadali się za Niepokalanym Poczęciem. Mało tego, „warto również podkreślić, iż opinia św. Tomasza z Akwinu, która wpłynęła na poglądy zdecydowanej większości średniowiecznych dominikanów, nie była oficjalnym stanowiskiem zakonu kaznodziejskiego w XIII i XIV wieku” (s. 33). Przedstawione przez autora świadectwa wskazują na to, że mimo dominacji nurtu przeciwnego Niepokalanemu Poczęciu, możemy znaleźć niewielką grupę autorów, którzy akceptowali wspomnianą prawdę. W świetle tych badań okazuje się, że problematyka jest bardziej skomplikowana, niż przypuszczano.

Najciekawsze jednak pozostają wnioski wyciągnięte przez badacza. „O ile pierwszy z wymienionych nurtów reprezentuje poziom uniwersytecki, o tyle drugi jest przede wszystkim reprezentowany przez dzieła kaznodziejskie” (s. 44). Można dostrzec więc pewien rozdźwięk między teologią „szkolną” a wiarą ludu. W tym punkcie z badań nad historią średniowiecznej teologii przechodzimy do problemów nam współczesnych, ponieważ dotykają one zagadnienia uprawiania teologii w ogóle. Charakteryzując zarysowane napięcie między dwiema szkołami teologicznymi, o. Kochaniewicz pisze:

Teologia uniwersytecka, wyrażona w komentarzach do sentencji Piotra Lombarda, dysponując wspaniałym warsztatem naukowym autorów, nie potrafiła znaleźć zadowalającej odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób zachowanie od grzechu pierworodnego nie sprzeciwiało się uniwersalizmowi Chrystusowego Odkupienia. Z drugiej strony można zaobserwować próby wyjaśnienia wspomnianego przywileju poprzez nurt kaznodziejski, który, pomimo braku odpowiedniego zaplecza teologicznego, usiłował bronić wiary ludu Bożego. Wydaje się, że można mówić o dwóch różnych teologiach, posiadających odrębne metody i cele. I o ile celem nurtu kaznodziejskiego było pogłębienie intuicji wyrażonej przez wiernych, to refleksja uniwersytecka nad Niepokalanym Poczęciem koncentrowała się na scholastycznej analizie przywileju w relacji do innych prawd wiary. Nurt pastoralny ujawnił swoją słabość poprzez niedoskonałość warsztatu teologicznego jego przedstawicieli. Natomiast nurt uniwersytecki pozostawał zamknięty wobec żywej wiary ludu Bożego wyrażonej w ludowych nabożeństwach, będąc skoncentrowanym na bardziej teoretycznym niż praktycznym uprawianiu teologii (s. 44).

Nie miejsce tutaj na wchodzenie w problematykę teoretycznego i praktycznego charakteru teologii, warto jedynie podkreślić, że charakterystyka ta może być swoistym credo wyrażonym przez Autora, który stara się nie tracić z oczu tych dwóch ważnych perspektyw uprawiania teologii. We wspomnianej książce Guitton, pisząc o nabożeństwie maryjnym, przyrównuje je do zjawisk „dostarczających ciepła, choć nie dostarczających światła” (s. 23). Jak dobrze wiemy, w życiu potrzebujemy zarówno ciepła, jak i światła. Podobnie jest z teologią. Umiejętne zharmonizowanie obu tych wymiarów, choć wydaje się bardzo trudne do osiągnięcia w konkrecie, jest niezaprzeczalnie potrzebą naszych czasów.

Kontrowersja wokół Niepokalanego Poczęcia to tylko jeden z poruszanych przez o. Kochaniewicza problemów mariologicznych, które mają wciąż aktualne znaczenie. Autor omawia również obecność Maryi pod Krzyżem, Wniebowstąpienie, kaznodziejstwo maryjne Jakuba z Voragine, kazania Peregryna z Opola (czym przyczynia się do upowszechnienia tekstów polskich dominikanów), komentarze maryjne św. Tomasza z Akwinu (tu szczególnie na uwagę zasługują krytyczne analizy pozwalające na ustalenie autentyczności niektórych dzieł Akwinaty), mariologię hagiograficzną i jako ostatni w zbiorze umieszcza esej na temat wkładu dominikanów w rozwój modlitwy różańcowej. Otrzymaliśmy więc obfity materiał do analizy i przemyśleń, który spotka się z zainteresowaniem „nie tylko historyków teologii średniowiecza oraz specjalistów z dziedziny mariologii, lecz również wszystkich zgłębiających dominikańską refleksję teologiczną” (s. 11).

Mankamentem książki może wydawać się brak wyraźnego zakończenia, podsumowującego całość pracy. Jednak nawet to, przy odrobinie dobrej woli, możemy potraktować jako zaproszenie do dalszego badania. We wstępie Autor zauważa, że wciąż jesteśmy jedynymi na świecie posiadaczami wydanej antologii średniowiecznych dominikańskich tekstów o Matce Bożej (Teksty o Matce Bożej. Dominikanie średniowieczni, opr. J. Salij OP, Niepokalanów 1992). Może warto byłoby zastanowić się nad wydaniem antologii tekstów dwudziestowiecznych dominikanów o Matce Bożej. Myślę, że zbliżająca się rocznica śmierci o. Bernarda Przybylskiego stanowi ku temu doskonałą okazję. Zapewne zbiór nie byłby tak obszerny, jednak znalazłoby się wielu autorów, którzy wnieśli swój specyficzny rys do mariologii. Wystarczy wspomnieć samego o. Bernarda Przybylskiego, który wraz z zespołem Instytutu Tomistycznego opracował teologiczne podstawy przyjętego na Soborze Watykańskim II maryjnego tytułu Matki Kościoła. Obok niego nie można pominąć o. Szymona Niezgody, który apelował już w latach 60. w kurii krakowskiej o dodanie kolejnych tajemnic różańcowych, co spełniło się jeszcze za jego życia za sprawą Jana Pawła II. To tylko dwa przykłady działalności naszych braci, która znalazła swój wyraz w Kościele powszechnym. Obok nich mamy również nurt bardziej popularny, reprezentowany przez wydawane przed wojną pismo „Róża Duchowna”. Na jego kartach możemy znaleźć teksty całej plejady autorów, od o. Jacka Woronieckiego po o. Konstantego Żukiewskiego, którzy swoimi rozważaniami maryjnymi formowali pobożność przynajmniej dwóch przedwojennych pokoleń. W pracy takiej, podobnie jak w książce o. Kochaniewicza, trzeba byłoby uwzględnić nie tylko „zawodowych” teologów, lecz również świadectwa o braciach, których życie było odbiciem głębokiej pobożności maryjnej. Ostatnio natknąłem się na jedno z nich we wspomnieniach o. Rajmunda Koperskiego, który opowiadając o swoich dziecięcych latach spędzonych w Jarosławiu, wspomina jednego z braci kooperatorów:

Widzę drobnego przygarbionego staruszka, znanego zielarza brata Sadoka Smoleńskiego. (…) Współbrat Sadoka, Antoni Kowal, był świadkiem natychmiastowego uleczenia kilkuletniego chłopca z letargu. Rodzice przynieśli go do zakrystii. Matka zapłakana mówiła, że w szpitalu mu nie pomogli, a doktor Zasowski kazał iść do brata Sadoka, do Panny Marii. Sadok polecił rodzicom zamówić mszę świętą i poszedł do siebie. Potem wrócił do zakrystii, wlał coś chłopcu do ust. Podczas śpiewanej mszy rodzice klęczeli obok Sadoka. A po mszy świętej chłopiec biegał po zakrystii, rodzice zaś płakali ze szczęścia. Brat Sadok powiedział tylko: „Dałem dziecku trochę syropu i modliłem się o uzdrowienie do Matki Boskiej” 2.

Warto wracać do tych opowieści, których nie można zbyć jedynie wzruszeniem ramion. Maryja pozostaje wciąż wyzwaniem dla umysłów teologów. Wydaje się, że to, co Bóg może zrobić z człowiekiem, absolutnie przekracza nasz horyzont myślenia, jednak kiedy potrafimy zmierzyć się z tą tajemnicą, staje się ona dla nas źródłem głębokiego pocieszenia.

1 Jean Guitton, Maryja, przeł. J. Rybałt, Warszawa 1956, s. 21. 
2 Wojciech Wiśniewski, Psy Pana Boga, Poznań 2008, s. 186–187.

O pocieszeniu, jakie daje mariologia
Wojciech Surówka OP

urodzony w 1975 r. – dominikanin, duszpasterz, rekolekcjonista. Przez wiele lat pracował w Rosji i na Ukrainie, był promotorem życia intelektualnego i radnym Wikariatu Ukrainy, dyrektorem...