O policzkowaniu

O policzkowaniu

Czy Chrystus był niekonsekwentny? Podczas Kazania na Górze powiedział: „jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi”. Kiedy jednak został pojmany, to w trakcie przesłuchania przed arcykapłanem, gdy jeden ze sług uderzył Go w twarz, Jezus nie nadstawił mu drugiego policzka, ale zwrócił się do niego: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?” .

Czy był to przejaw niedorastania do wymagań, jakie stawia się drugim, co sugerowali niektórzy krytycy chrześcijaństwa? Podpowiedzią mogą być dla nas uwagi niemieckiego biblisty Joachima Jeremiasa, który stwierdził, że Chrystus był konsekwentny, a nieporozumienie polega na tym, że w trakcie Kazania na Górze mowa była o prawym policzku, podczas gdy na dziedzińcu u arcykapłana Jezus otrzymał cios w lewy policzek.

Dla człowieka współczesnego jest to różnica nieistotna. Jednak dla ludów semickich w starożytności kryła się za tym różnica wręcz fundamentalna. Zdecydowana większość ludzi jest praworęczna. W związku z tym inaczej wymierza się uderzenia w prawy, a inaczej w lewy policzek. Uderzenie kogoś prawą ręką w lewy policzek to siarczysty cios, którego celem jest agresja fizyczna. To po prostu napad na drugiego człowieka. Jeśli jednak chcemy uderzyć kogoś prawą ręką w prawy policzek, to musimy to zrobić zewnętrzną stroną dłoni. Taki cios nie ma na celu ataku fizycznego. W języku gestów ludów semickich takie spoliczkowanie było równoznaczne z odebraniem komuś czci, pozbawieniem go honoru. Stąd słowo spotwarzenie. Podobny gest zanotowany został w kodeksach zachowań rycerskich, kiedy wyzywano kogoś na pojedynek, rzucając mu właśnie w ten sposób rękawicę w twarz – prawą dłonią w prawy policzek. Odmowa pojedynku równoznaczna była z definitywną utratą honoru, który odebrany został przez takie spoliczkowanie.

Jezus sprzeciwia się więc odwetowi i agresji w wypadku, gdy zostaje naruszona nasza cześć, urażona nasza duma. A musimy pamiętać, że były to czasy, gdy takie plamy na honorze, takie uszczerbki na godności osobistej doprowadzały do rozlewu krwi, i to nieraz w skali masowej. Gwałt rodził gwałt i tak nakręcała się spirala przemocy. Często u podstaw tej kaskady krzywd leżała urażona miłość własna, mówiąc zaś językiem teologicznym: pycha.

Spostrzeżenia te korespondują z konkluzjami na temat posłania Chrystusa, do jakich doszedł francuski myśliciel René Girard. Jego zdaniem, Jezus był tym, który zatrzymał na sobie łańcuch zemsty i odwetu. Od Niego rozpoczął się inny łańcuch: przebaczania wrogom i miłowania nieprzyjaciół.

Chrystus pokazał, że źródło naszej godności bije gdzie indziej, niż powszechnie przyjmowano w różnych kulturach. Nasza godność wynika z faktu, że jesteśmy dziećmi samego Boga, stworzonymi na Jego obraz i podobieństwo. Tej godności nie jest w stanie odebrać nam żaden poniżający gest, żadne upokarzające zachowanie ze strony innych. Jezus dał również przykład, jak postępować w sytuacji zranienia naszej miłości własnej: zalecał, by się ukorzyć i przyjąć owo doświadczenie.

Takie postępowanie rodzi dwojakie skutki: na zewnątrz i wewnątrz. Na zewnątrz, w stosunkach międzyludzkich, by znów odwołać się do Girarda, hamujemy spiralę przemocy, zmniejszamy obszar nienawiści, powiększamy sferę dobra. W życiu wewnętrznym natomiast nie brukamy w sobie tego obrazu, który stanowi o naszej godności. Zarazem upodabniamy się do Tego, który przyjął na siebie niezasłużenie całe zło świata.

Jest ciekawe, że z Chrystusowego nakazu nadstawiania drugiego policzka Kościół nie wywiódł zasady bezwzględnego pacyfizmu. Wyprowadził natomiast o wiele głębsze wnioski, bo dotyczące sfery duchowej człowieka – o walce z własną pychą, strąceniu z piedestału swojego ego, konieczności ukorzenia się i wybaczeniu tym, których się nienawidzi. Do takiego radykalizmu nie dorasta żaden pacyfizm.

O policzkowaniu
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...