O powołaniu

Bóg, który stał się Człowiekiem, nie ignoruje warunków naszego życia, ale czyni je dla każdego z nas szansą. To właśnie przez nie mówi do mnie – podobnie jak do wszystkich chrześcijan – „Pójdź za mną”.

Kiedy czujemy się samotni, zbędni, oszukani — pojawia się w naszych myślach pytanie: „Po co żyję? Dlaczego życie wydaje mi się wyrokiem na mnie, czy naprawdę jestem komuś potrzebny, czy moje życie nie mogło ułożyć się inaczej, szczęśliwiej? Dlaczego jest we mnie tyle pragnień, o których wiem już, że nie mogą być nasycone ani przez świat, w którym żyję, ani przez otaczających mnie ludzi?”.

Rzadko zadajemy sobie pytania o sens naszego życia, gdy jesteśmy radośni, akceptowani, w drodze do sukcesu, otoczeni bardzo ważnymi sprawami i zachęcani do kolejnych wysiłków przez bardzo kolorowe perspektywy. Wtedy wydaje się, że problem nie istnieje, wokół nas widzimy tylko ludzi pełnych wewnętrznej zgody, pokoju i energii.

Warto jednak stanąć przed Bogiem w osobie Jezusa Chrystusa i zadać Mu pytanie o sens mojego życia.

Dlaczego innym jest lepiej

Kiedy myślimy o swoim życiu, tak naprawdę nie myślimy o sobie, ale o innych. To ich życiorysy stanowią dla nas podnietę do działania, często są przyczyną podskórnej zazdrości, a nawet smutku i otępienia, bo widzimy, że nas na takie życie nie stać. Rozmawiając z Bogiem, pokazujemy Mu z wyrzutem życie innych — według nas już spełnione i udane. Zachowujemy się tak, jakbyśmy zabraniali Bogu być dobrym dla innych.

Niekiedy, widząc nędze i ból innych oraz potrzeby Kościoła, zwracamy się do Boga z wyrzutem, że stwarzając nas, nie dał nam wystarczającej liczby potrzebnych talentów, które — w naszym mniemaniu — moglibyśmy z powodzeniem spożytkować w służbie innym.

Bywa i tak, że mając potrzebne talenty, stwierdzamy, że są one przez innych marnowane, iż przebywamy w środowisku, które nie jest zdolne docenić ich wagi. Ogarnia nas zły stan ducha oraz ogromna potrzeba krytyki i narzekania.

Odnosząc jednak sukces, widząc szczęście swoich najbliższych, bardzo często zapominamy choć przez chwilę podziękować dobremu Ojcu. Albo uważamy, że nam się to należy, albo to szczęście przypisujemy własnym siłom i zdolnościom.

Czy chcesz żyć

Bóg jednak pragnie dziś porozmawiać ze mną i o mnie. Pozostawmy więc wszystkie myśli dotyczące innych ludzi na boku i raz jeszcze spójrzmy na nasze życie w perspektywie zmartwychwstania Chrystusa.

Pierwsze pytanie, które zada mi Bóg, gdy choć przez chwilę zgodzę się na pozostanie z dala od hałasu argumentów i oskarżeń, będzie niezwykle proste: Czy chcesz żyć? Choć istniejesz, poruszasz się, żyjesz, odpowiedź na to pytanie nie jest wcale jasna.

Można powiedzieć z wyrzutem, że takie pytanie Bóg powinien zadać przed naszym poczęciem (bardzo często młodzi ludzie przechodzący wewnętrzny kryzys dorastania mówią: „nie prosiłem się na świat”). Jednak Bóg nie mógł przecież rozmawiać z nicością, z czymś, co nie istnieje, dlatego teraz zadaje nam to pytanie, które nie jest wskazaniem na możliwość twojej dobrowolnej śmierci, ale pięknym i jedynym zaproszeniem właśnie do życia.

Czy chcesz żyć? To pytanie jest skierowane do nas w bardzo wyraźnej intencji. Można powiedzieć, że jest pytaniem o cel życia. Dokąd zmierzasz? Czy poświęcasz wszystkie siły, aby dotrzeć do tego celu i zrealizować swoje pragnienie? Jakich używasz środków i czy są one odpowiednie do osiągnięcia tego właśnie celu? Czy czas obecny uważasz raczej za coś przejściowego i marzysz, że kiedyś nastąpi to prawdziwe życie — często rodem z okładki drogiego magazynu?

Co cię boli

Nie wstydźmy się opowiedzieć Bogu o tym wszystkim, co nasze życie czyni tak trudnym lub straconym. Szczerość przed Nim jest koniecznym warunkiem tego ważnego spotkania. Nie mówimy: On i tak wszystko wie, wie i niewiele dla mnie czyni. Bóg pragnie — dla mojego dobra — poszukać rozwiązań razem ze mną.

Podczas tego spotkania, które może rozciągnąć się nawet na kilka dni, będziemy wezwani do ponownej lektury naszej przeszłości. To prawda, nie wszystko pamiętamy, często pamiętamy rzeczy drugorzędne. To nic nie szkodzi. Spróbujmy jeszcze raz pochylić się nad naszym życiem, skrupulatnie doszukując się w nim Bożych świateł. Zobaczymy już po chwili, że nawet skromne według nas momenty były przepełnione Jego delikatną obecnością. To On kierował nami.

Skoro pojawiłem się na świecie — Bogu na mnie zależało. Wybrał mnie przed założeniem świata, pomyślał o mnie, stworzył dla mnie świat. Nie byłem Mu potrzebny do misji specjalnej jako narzędzie w Jego ręku — byłem stworzony z bezinteresownej miłości i dla miłości. Bogu zależało na mnie — w tym miejscu i tym czasie, w tym właśnie środowisku. Choć bardzo często mówimy o ślepym przypadku, to jednak każdy przypadek jest dla nas szansą, jeśli przyjmiemy, że Bóg kocha nas i cieszy się naszym istnieniem. Jeśli więc pytamy, czy jestem człowiekiem powołanym przez Boga, przypatrzmy się sobie: istniejemy, żyjemy. To jest najprostszy znak naszego powołania.

Pójdź za Mną

Bóg, aby dotknąć każdego z nas jeszcze intensywniejszą miłością, przez wydarzenia zwiastował nam swoją wolę — zaproszenie do udziału w swoim życiu. On kocha świat i nas, dlatego chciał temu zaproszeniu nadać bardzo konkretne formy: oto będzie przemawiał i posługiwał się nami w naszej rodzinie, domu, pracy. Na to zaproszenie każdy musi odpowiedzieć osobiście, nie warto na nie odpowiadać „nie”, wybierając bardziej abstrakcyjny teren na spotkanie z Bogiem. On pragnie udzielić nam radości i pokoju. Bóg, który stał się Człowiekiem, nie ignoruje warunków naszego życia, ale czyni je dla każdego z nas szansą.

To właśnie przez nie mówi do mnie — podobnie jak do wszystkich chrześcijan — „Pójdź za Mną”. W naszym wypadku to „pójdź” oznacza również totalne opuszczenie niezadowolenia, goryczy, złego i pełnego kaprysów spojrzenia na jedyne i niepowtarzalne już nigdy życie. „Pójdź za Mną” oznacza również „podziel moje spojrzenie na twoje życie, które wykupiłem przez moją śmierć na krzyżu”.

„Pójdź za Mną” znaczy także „przebywaj zawsze ze Mną”, przebywaj w mojej obecności, obecności przemieniającej twarde serca i ocieplającej te, które potrzebują wykrzyczeć nagromadzony ból.

Możemy wskazać zasadniczą różnicę w sposobie powoływania proroków w Starym Przymierzu i uczniów Chrystusa w Nowym. Tym pierwszym Bóg mówił: „Idź”, uczniom swoim Chrystus mówi „Przyjdź”.

Ważne, że raz wybraliśmy

Każdy z nas musi jednak przejść biblijną drogę doświadczeń i umocnień naszego powołania. Tak prorocy, jak i uczniowie są najpierw wezwani do słuchania. Kiedy otworzą się na głos Boga, usłyszą najpierw obietnicę („jestem z tobą”). Za obietnicą postępuje doświadczenie wybranego — Bóg zna moje serce, ale doświadcza mnie, abym się przekonał naocznie, czy naprawdę jestem gotów poświęcić swoje życie dla Niego. Następnie Bóg obdarowuje misją wybranego — posyła go z Dobrą Nowiną o zbawieniu. Ostatni etap to wywyższenie wybranego — jego świętość zaczyna przyciągać innych, staje się dobrem wspólnym, a on rozdaje siebie tym, którzy go potrzebują. Nie trzeba przypominać, że dla chrześcijan „wywyższenie” to nic innego, jak radość przyjaciela Oblubieńca: tak, aby On wzrastał, a ja się umniejszał. Bóg w tym wezwaniu staje się wszystkim we wszystkich.

Powołanie jest wybraniem przez Boga, ale to ja muszę je wybrać i podjąć. Wybór taki dokonuje się codziennie. Nie można jednak powiedzieć, że rzeczywiście każdy dzień to ustawiczna walka o powołanie. Jeśli raz powiedzieliśmy Bogu „tak”, to możemy się przekonać, że On jest wierny. W czasie prób i ciemności będzie nam pokazywał właśnie tę fundamentalną i głęboką odpowiedź na swoje wezwanie. Nawet jeśli będę przechodził przez bardzo trudny okres, ta pierwsza i fundamentalna zgoda będzie się w Jego oczach liczyć. Wzburzona powierzchnia wody wcale nie oznacza, że głębiny wód poddane są podobnemu falowaniu.

Jak dawać

Piękno daru zależy od wielu rzeczy. Trzeba dawać szybko i bez ociągania oddać to, co się ma najlepszego, robić to z radością i być w tym bezinteresownym. Jednak nade wszystko należy wierzyć, że wciąż możemy udzielić czegoś z siebie, że „oliwa radości” i „chleb pocieszenia” nigdy się nie wyczerpią, gdyż pochodzą od Nieskończonego Dawcy.

»Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana«. Zwinąwszy księgę, oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione. Począł więc mówić do nich: »Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli« (Łk 4,18–21).

O powołaniu
Michał Zioło OCSO

urodzony 16 maja 1961 r. w Tarnobrzegu – były dominikanin, jedyny polski trapista, duszpasterz, rekolekcjonista, pisarz.W wieku 19 lat wstąpił do zakonu Braci Kaznodziejów, tam w 1987 roku otrzymał święcenia kapłańskie. W...