O świecie, którego już nie ma

O świecie, którego już nie ma

11 marca po południu wędrowałem po ośnieżonym stoku w okolicach Miyagase, jakieś 70 km od Tokio. Dziwne, trzęsienia ziemi w ogóle nie zauważyłem. Gdy wróciłem do domu zacząłem dzwonić do moich znajomych. Ale ich telefon uporczywie milczy.

Trzęsienie ziemi jest w Japonii czymś normalnym. W jakimś sensie wszyscy się spodziewali tego dużego, „the big one”. Specjaliści przypominali, że po wielkim trzęsieniu ziemi w Tokio w 1923 roku (o sile 7,9 stopni w skali Richtera, zginęło wtedy ok. 38 tys. ludzi) prawdopodobnie za kilkadziesiąt lat nastąpi drugie, równie potężne. I tak się stało. Przeraża skala zniszczeń i rosnąca każdego dnia liczba ofiar, które pochłonęło tsunami. Czy wśród nich znaleźli się także moi przyjaciele z regionu Tohoku (północny wschód)? Na próżno próbuję skontaktować się z nimi telefonicznie. Przeglądanie list z nazwiskami ofiar i zaginionych pokazywanych w telewizji jest równie bezowocne. Myślę tu o dwóch starszych paniach Mihoko i Fukuko Ito, które całe życie posługiwały w parafiach i przedszkolach założonych jeszcze przed wojną przez kanadyjskich dominikanów w diecezji Sendai. Później, gdy w Sendai pojawiliśmy się my, Polacy, w sposób bardzo naturalny przyjęły nas jako swoich braci kapłanów. Zainteresowały się naszym krajem. Były dwukrotnie na pielgrzymkach w Polsce. Z wielkim przejęciem oglądały nasz klasztor w Krakowie i uczestniczyły we mszy św. w kaplicy św. Jacka. Były naszymi tercjarkami. W tym roku również, mimo kłopotów ze zdrowiem, wybierały się do Polski.

Lament

Zostało Ci jeszcze 90% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się