Oblicza miłosierdzia

Oblicza miłosierdzia

Powikłane ludzkie drogi potrzebują więzów miłosierdzia, spojrzenia, które jak słońce dodaje mocy, by wzrastać. Myślę o tym często przed kolejnymi świętami, gdy kolejka do spowiednicy wije się przez dwie nawy i zakręca przy zakrystii.

Zapytałeś mnie, drogi bracie, o miłosierdzie, prosiłeś, żebym napisał, jak Bóg przebacza ludziom. Wydał mi się ten temat przerażający, bo skąd mogę wiedzieć, jak On to robi. Krótko potem mówiłem konferencję do księży. I pomyślałem, że napiszę ci o tym, co odkryłem, przygotowując się do tamtego spotkania. Pomysł listu jest związany z osobą nieżyjącego już trapisty Tomasza Mertona, którego obaj lubimy. Ostatnio w wydawnictwie W drodze opublikowaliśmy jego książkowy portret, pieczołowicie sporządzony przez ludzi, którzy przedarli się przez tysiące stron korespondencji Mertona. Tak więc ten, który był dla nas ważny w dojrzewaniu naszej decyzji o pójściu do zakonu, teraz inspiruje do tworzenia listu. A sztuka to dzisiaj zapomniana. Porzuciliśmy ją bowiem na rzecz niecierpliwości SMS-ów, zwięzłością przypominających raczej epitafium nagrobka niż dzielenie się własnym światem. Bo epistoła potrzebuje czasu, dojrzewa powoli, choć jest tylko zapisem drogi, czym się różni od spełnionego traktatu.

Zostało Ci jeszcze 91% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się