Ocenzurować Świętego Pawła!

Ocenzurować Świętego Pawła!

Na ulicach naszych miast i miasteczek pojawiły się billboardy z trzymającymi się za ręce osobami tej samej płci. No cóż! Widok dziewczyn, które rzucają się sobie na szyje, nie jest czymś niecodziennym. Inaczej jest z chłopcami. Ci, którym zachciałoby się podczas spaceru chwycić się za dłonie, budziliby zdziwienie lub niesmak. Jednak już np. w Italii jest inaczej. Choć typ macho jest tam wciąż dość modny, to dwóch panów trzymających się pod ramię i żywo dyskutujących o polityce, podczas gdy ich żony idą z tyłu, gawędząc o modzie, to na ulicach widok całkiem normalny. Na południu można spotkać mężczyzn „zahaczonych” małymi palcami, co uważane jest za naturalny, spontaniczny gest męskiej przyjaźni.

Billboardy, o których mowa, nie mają jednak na celu prezentowania bogactwa kultur i zwyczajów, ale są – jak tłumaczą ich autorzy – elementem walki z homofobią, czyli nietolerancją wobec osób homoseksualnych. Problem polega na tym, że w dyskusji na temat homoseksualizmu myli się często tolerancję z akceptacją, a informację z reklamą i propagowaniem określonych postaw. Słowo „tolerancja” odnosi się do sytuacji, w której nasza ocena, np. jakiejś postawy, jest negatywna, ale mimo to owej postawy nie zwalczamy aktywnie. Dłubanie w nosie w mojej obecności denerwuje mnie i uważam je za wyraz chamstwa, ale dłubiącemu pozwalam dalej dłubać, a zatem jestem tolerancyjny. Czym innym jest akceptacja. Tego pojęcia używamy, kiedy mamy do czynienia z czymś, co nam się choć trochę podoba, co wydaje się nam w jakiejś mierze wartościowe.

Wielu homoseksualistów wzywa do tolerancji, ale tak naprawdę domagają się akceptacji swoich seksualnych zachowań. Za tym idą różne próby ukazania homoseksualnego pomysłu na życie jako drogi równorzędnej ze związkami mężczyzny i kobiety. I tak odczytuję owe billboardy: nie jest to walka o tolerancję ani walka z homofobią, ale wołanie o akceptację.

Nie można mieć jednak pretensji do kogoś, że nie lubi homoseksualnych zachowań i nie odnosi się z sympatią do całujących się na ulicy mężczyzn. Nie oznacza to przecież, że jest on nietolerancyjny. Obawiam się, że akcja polegająca na nachalnym sugerowaniu, iż całujący się w usta mężczyźni to piękny widok, może przynieść odwrotny skutek.

Kościół katolicki bywa oskarżany przez środowiska homoseksualne o szerzenie nietolerancji, ponieważ nie daje się przekonać, że homoseksualne współżycie jest piękne. Co gorsza, uporczywie klasyfikuje tego rodzaju akty jako grzech. No cóż! Równie dobrze cudzołożnicy mogliby zarzucić Kościołowi nietolerancję, gdyż ich zachowanie także nazywa grzechem. Słyszałem, że niektórzy spece od poprawności politycznej domagali się ocenzurowania Biblii, a szczególnie Listu do Rzymian, w którym apostoł Paweł pisze: „wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami, uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie” (1,26–27). Postępowi teologowie nie są za ocenzurowaniem Biblii, ale wskazują, że powyższy fragment ma mniej więcej taką samą wartość, jak twierdzenie św. Pawła, że „kobiety mają na zgromadzeniach milczeć” (1 Kor 14,34).

W telewizyjnym programie „Między nami”, w którym brałem udział, jeden z homoseksualistów, opowiadając z ubolewaniem, że radny z LPR w Krakowie był bardzo przeciwny wieszaniu w mieście plakatów z parami homoseksualnymi, postawił tezę, iż w Polsce wciąż można zrobić karierę na homofobii. Moim zdaniem, jest akurat odwrotnie. To właśnie homoseksualizm ułatwia niejednokrotnie zdobywanie stanowisk i robienie kariery. Heteroseksualiście bowiem nigdy nie przyjdzie do głowy, aby popierać drugiego heteroseksualistę tylko dlatego, że ten jest heteroseksualistą. Homoseksualiści popierają się natomiast ze względu na homoseksualizm. Stąd nie dziwi mnie opinia, że jedno z dwóch najpotężniejszych lobby w Stanach Zjednoczonych to ponoć lobby homoseksualne.

Homoseksualiści bywają różni. Są tacy, którzy chcą żyć po swojemu, ale bez afiszowania się. Domagają się tolerancji i niczego więcej. Nie dokonują mordu na fundamentalnych słowach i nie nazywają swoich związków małżeństwami. Są również tacy, dla których homoseksualizm jest źródłem wewnętrznych cierpień. Szukają pomocy. Niektórzy z nich zwracają się do Kościoła, pytając, jak mogą być dobrymi uczniami Jezusa. Jest jeszcze trzecia grupa homoseksualistów. Agresywna, bezczelna i wpływowa. To ci, którzy podczas Wielkiego Jubileuszu zorganizowali w Rzymie paradę: dziwnie poprzebierani, półnadzy, urągali Papieżowi, porównując się jednocześnie do męczenników z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Zastanawiam się, gdzie plasują się twórcy akcji z billboardami…

Ocenzurować Świętego Pawła!
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....