Ochrona Gatunkowa

Ochrona Gatunkowa

Strzały, zamieszanie na ulicy. Pośpiesznie kręcona zza firanki kronika tłumienia strajku w jednej ze śląskich kopalń. Początkowe kadry filmu sugerują, że zobaczę za chwilę skrywane dotąd fragmenty przeszłości, zbrodnia zostanie zdemaskowana. Nadzieja jest tym większa, że reżyser jest dokumentalistą. Czekam na emocje, prawdę i katharsis… Dostaję film, który w swoim gatunku, jak mówi reżyser w jednym z wywiadów, przypomina thriller. Historia została uwięziona w ramach gatunku. Reżyser chciał, by stała się atrakcyjna dla widza, więc kokietuje go, wykorzystując smaczki skojarzeń. Mruga okiem, pokazując rejestracje samochodów zaczynające się od liter SB. Miłe to, ale niewystarczające.

W ostatnim czasie pojawiło się kilka filmów o podobnej tematyce. Jest Rysa, Różyczka, Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł – to dobrze. Może będę zbyt surowa, gdy przyrównam je do nurtu kina moralnego niepokoju, filmów wielopoziomowych, które, choć nie mogły, pokazywały prawdę, „przecinając wrzód”. Niestety w wypadku tego filmu wielowarstwowość można znaleźć, tylko bawiąc się skojarzeniami. Kret, jako ssak, podlega ustawowej ochronie gatunkowej, jako postać również jest chroniony, chociaż nie ustawowo. Opowieść zawarta w filmie broni się poprzez gatunek. Jednocześnie schemat narzucony jej poprzez gatunek podważa realizm psychologiczny postaci, które mogłyby zawołać: „My, wydrążeni ludzie, My chochołowi ludzie” (T.S. Eliot).

Dramat w relacjach

Zostało Ci jeszcze 79% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się